Wpadli pod Suwałkami. Dwie cysterny z towarem, który nie odpowiadał deklaracjom

Wpadli pod Suwałkami. Dwie cysterny z towarem, który nie odpowiadał deklaracjom

Podlaska Krajowa Administracja Skarbowa zatrzymała w pobliżu Suwałk dwa transporty realizowane cysternami jadącymi z Łotwy. Łącznie przewożono 37 tys. litrów towaru, który – jak wykazały kontrole – nie odpowiadał temu, co zostało zadeklarowane w dokumentach przewozowych. Sprawa jest poważna, ale uwagę zwraca jeden istotny szczegół: w oficjalnym komunikacie nie ma ani słowa o potencjalnej winie kierowców.

I to rodzi pytania.

Co wykazała kontrola KAS?

Zatrzymane ciężarówki z cysternami miały przewozić olej smarowy – po 30 tys. litrów w każdym pojeździe. Tak wynikało z dokumentów. Badania próbek przeprowadzone w Mobilnym Laboratorium Paliw Ciekłych podlaskiej KAS oraz w Laboratorium Celnym w Koroszczynie wykazały jednak, że rzeczywisty ładunek był inny.

W jednej cysternie znajdował się olej opałowy. W drugiej deklarowany olej smarowy był tylko w trzech komorach, natomiast w czwartej przewożono 7 tys. litrów oleju napędowego. Oznacza to, że nie tylko sam rodzaj towaru był niezgodny z dokumentami, ale również jego rozmieszczenie w poszczególnych komorach.

Próba obejścia przepisów, a nie proste łamanie prawa

Ta sytuacja nie wygląda na „chamskie” naginanie przepisów. Bardziej przypomina przemyślaną próbę obejścia systemu. Deklarowany był towar o innym statusie akcyzowym, podczas gdy faktycznie przewożono wyroby, które podlegają znacznie bardziej rygorystycznym zasadom.

Przewóz oleju opałowego i oleju napędowego pomiędzy państwami Unii Europejskiej powinien odbywać się w systemie EMCS, na podstawie dokumentów e-AD lub po wcześniejszym uiszczeniu akcyzy. W tym przypadku żaden z tych warunków nie został spełniony. Należny podatek akcyzowy oszacowano na około 60 tys. zł w przypadku oleju opałowego oraz 12 tys. zł w przypadku oleju napędowego.

Dlaczego w komunikacie nie ma mowy o kierowcach?

Najbardziej intrygujący jest jednak fakt, że w komunikacie KAS nie pojawia się wątek odpowiedzialności kierowców. Wszczęto postępowania karne skarbowe, ale mowa jest o organizatorach transportu, a nie o osobach siedzących za kierownicą.

I trudno się temu dziwić. Kierowca cysterny nie ma realnej możliwości sprawdzenia, co dokładnie trafia do poszczególnych komór podczas załadunku. Nie widzi składu tankowanej substancji i opiera się na dokumentach, które otrzymuje. Jeżeli ktoś „leje coś innego”, kierowca nie jest w stanie tego zweryfikować wzrokiem ani w trakcie jazdy.

Oczywiście inaczej wyglądałaby sytuacja, gdyby istniały dowody na to, że brał udział w procederze lub miał świadomość nieprawidłowości. Tego jednak – przynajmniej na etapie komunikatu – nie wskazano.

Brak wskazania winy też jest informacją

W przypadku oficjalnych komunikatów służb każde pominięcie ma znaczenie. Skoro nie wskazano kierowców jako podejrzanych, można przypuszczać, że odpowiedzialność leży po stronie nadawcy, zleceniodawcy lub organizatora transportu. To ważny sygnał dla środowiska kierowców zawodowych, szczególnie tych realizujących specjalistyczne przewozy.

Nie każdy problem z ładunkiem automatycznie oznacza winę kierowcy. Czasem kabina ciężarówki jest jedynie ostatnim ogniwem w łańcuchu decyzji, które zapadają znacznie wcześniej – i znacznie dalej od drogi.

Źródło: IAS w Białymstoku

Sprawdź także