Utarło się, że na miejscu wypadku lub innego zdarzenia drogowego, jako pierwsi pojawiają się funkcjonariusze straży pożarnej – zawodowej lub ochotniczej. Następnie najczęściej przyjeżdża policja i służby ratunkowe. Jak jednak pokazuje przykład z miejscowości Borki na Lubelszczyźnie, czasami kolejność ta ulega zmianie.
Tym razem doszło do pożaru naczepy, a sprawa była o tyle pilna, że wewnątrz niej znajdowało się przewożone bydło. Dlatego też policjanci Zespołu Patrolowo-Interwencyjnego radzyńskiej komendy, którzy jako pierwsi pojawili się na miejscu zdarzenia nie czekali na przyjazd strażaków, ale sami przystąpili do gaszenia pożaru. I co ważne zrobili to w sposób skuteczny wykorzystując gaśnicę, która była na wyposażeniu radiowozu oraz kilka innych, dostarczone przez kierowców, którzy byli świadkami tej sytuacji. Strażakom pozostało jedynie dogasić ogień.
Przytomność umysłu policjantów i ich natychmiastowa reakcja nie doprowadziły do nieszczęścia i skończyło się jedynie na relatywnie niewielkich stratach materialnych. Wartość ocalonego mienia przedstawiciel firmy oszacował na kwotę niemal 700 tysięcy złotych.
Źródło: Policja










