KASIA – NIE ZREZYGNOWAŁA Z PASJI JAKĄ JEST DLA NIEJ BIEGANIE, GDY ZACZĘŁA JEŹDZIĆ

KASIA – NIE ZREZYGNOWAŁA Z PASJI JAKĄ JEST DLA NIEJ BIEGANIE, GDY ZACZĘŁA JEŹDZIĆ

Trudno mi powiedzieć kiedy dokładnie po raz pierwszy zrodziła się myśl o byciu kierowcą. Wychowałam się na wschodzie Polski w małej miejscowości Ulhówek, gdzie m.in. była baza transportu. Uwielbiam patrzeć na te wszystkie auta typu Kamaz czy Star. Nawet kilka razy miałam możliwość być pasażerem i pojechać w krótką trasę. Pamiętam, że byłam tym zachwycona. Kiedyś podczas takiej trasy powiedziałam, że też tak będę jeździć. Oczywiście był gromki śmiech i stwierdzenia, że dziewczyny nie jeżdżą. Niewiele więcej pamiętam z tamtego okresu poza tym, że przerażał mnie jednak styl życia miejscowych kierowców, którzy od raz po pracy szli do miejscowej knajpy i często wracali do domu w stanie upojenia, albo byli holowani przez kolegów czy rodzinę. To były czasy komunizmu i nikogo to nie dziwiło. Może dlatego nie myślałam zbyt dużo o byciu kierowcą.

Potem przyszły czasy, że na drogach pojawiały się piękne zestawy nazywane przez wszystkich „TIR-ami”. Obserwowałam je i podziwiałam umiejętności kierowców. Dla mnie to była magia. Dużo wtedy jeździłam tzw. stopem i uwielbiam zatrzymywać auta ciężarowe. Na szczęście to były czasy, że takie podróżowanie było bezpieczne. Będąc na studiach jeździłam tak prawie wszędzie.

O początkach pracy i pasji  pisaliśmy tutaj

KASIA – PROWADZI CIĘŻARÓWKI, ALE I NALEŻY DO GRONA AKTYWNYCH KIEROWCÓW

Co do obaw przed wyśmianiem przez innych kierowców, to raczej tej obawy nie miałam. Co nie oznacza, że czułam się komfortowo rozciągając czy ćwicząc przy aucie, ale to wynika z mojej osobowości. Nie ma dla mnie znaczenia co mówią i myślą o mnie inni. Bycie aktywną to mój wybór, biegam czy ćwiczę tylko dla siebie. Mam określony cel i po prostu do niego dążę, pracuję aby go zrealizować, bo wiem, że samo nic się nie zrobi. Nie zawsze jest łatwo ale ja lubię wyzwania. Na zaczepki kierowców (pań i panów) raczej nie reaguje, albo obracam komentarze w żart. Na szczęście nie spotykam się ze złośliwościami, raczej z ciekawością i uśmiechem.

Początki biegania to był powolny trucht, który coraz bardziej wydłużałam. Biegałam tylko w nocy, bo się wstydziłam i biegania i własnego ciała. Męczyłam te km aż doszłam do 10km przebiegniętych bez zatrzymywania. Potem chciałam pokonywać te 10 km jak najszybciej i nigdy nie zapomnę dnia, jak z purpurową od wysiłku twarzą i urywanym oddechem pochwaliłam się jakiemuś przyglądającemu mi się z przerażeniem człowiekowi, że udało mi się przebiec 10 km poniżej godziny.

Niestety moje bieganie przechodziło etapy intensywności i etapy przestoju. Wynikało to z mojego lenistwa ale także z tego, że nie potrafiłam pogodzić bycia samodzielnym rodzicem, pracy na cały etat i biegania. Regularne bieganie zaczęło się dopiero wtedy, gdy syn był już na tyle duży, że mogłam zostawić go samego w domu bez obawy, że jak się obudzi to wpadnie w panikę gdzie jestem. Staram się biegać 7 razy w tygodniu bo to lubię i tego potrzebuję. Bieganie resetuje moją głowę, odstresowuje mnie i pozwala mi nabrać dystansu do wielu rzeczy, przemyśleć pewne rzeczy, podjąć decyzję itd. W przypadku braku czasu czy siły, trzymam się mojego minimum czyli 5 dni treningowych.

CDN.

Sprawdź także