Patrycja odnalazła się w zawodzie, choć początkowo miała spore obiekcje, czy aby ten fach jest dla kobiet

Patrycja odnalazła się w zawodzie, choć początkowo miała spore obiekcje, czy aby ten fach jest dla kobiet

Mam na imię Patrycja i kierowcą jestem od prawie 4 lat. Od początku w jednej w firmie i od początku z narzeczonym.

Nigdy nie spodziewałam się, że będę jeździć ciężarówką i nigdy nie było to moim marzeniem. I pewnego dnia wszystko się zmieniło. Naszła mnie taka myśl, że może by spróbować czegoś nowego. Chociaż tak naprawdę to światem transportu byłam przesiąknięta już od dziecka, bo w rodzinie byli kierowcy. Gdy już byłam pełnoletnia spotkałam swojego obecnego narzeczonego, który jeździł i miał kat. C. Gdy już byliśmy razem, on robił kat. C+E i siłą rzeczy czasami z nim w te trasy jeździłam, ale wówczas w ogóle mnie to nie kręciło i nawet mi nie przyszło do głowy, że kiedyś sama wsiądę za kierownicę zastawu. Dodatkowo, gdy jeździliśmy po kraju i widziałam tę infrastrukturę przygotowaną dla kierowców zawodowych, to byłam mocno przerażona. Nie wiedziałam choćby jak będzie z dostępem do toalety lub gdzie miałabym się kąpać.

Ale cały czas szukałem dla siebie sposobu na to, co chciałabym w życiu robić. Studiowałam pedagogikę, ale jej nie skończyłam, bo czułam, że to nie jest „to”. Potem robiłam różne rzeczy i pracowałam m.in. na stacji paliw, gdzie z ciężarówkami miałam do czynienia na co dzień.

I coś „pstryknęło” w głowie, i pomyślałam, że może spróbuję. Egzaminy poszły w miarę gładko, bo na kat. C zdałam za pierwszym razem. Gorzej było z C+E, bo uporałam się z nim za trzecim razem, ale wszystko przez to, że się bardzo denerwowałam. Ale gdy już się z tym uporałam szukaliśmy firmy, w której moglibyśmy jeździć w podwójnej obsadzie. A gdy ją znaleźliśmy, to zaczęły się praca w transporcie międzynarodowym.

Nie ukrywam, że Kamilowi było ciężko zaakceptować, że coś mogę robić w inny sposób niż on i na dodatek robić to dobrze. W dobrej wierze chciał mnie przekonać do swojej techniki jazdy, ale ja wychodzę z założenia, że nie każdy musi jeździć w podobny sposób, bo liczy się to, by robił to dobrze. „Zgrzyty” były i szczerze mówiąc, czasami zdarzają się i do teraz, ale najważniejsze, że jakoś się dogadujemy.

Obecnie jeździmy zestawem z plandeką głównie na Niemcy, ale czasami trafi się i Francja, Hiszpania, Portugalia, ale też i Słowenia czy Rumunia. Bardzo lubię jeździć w nowe miejsca i te klasyczne „kółka” nie bardzo mnie cieszą.

W trasie się staramy uzupełniać i w miarę po równo rozkładać obowiązki i codzienne czynności. Np. ja gotuję, a on zmywa, albo ja porządkuję dokumenty, a on tankuje samochód.

Czasy w transporcie się zmieniają bardzo dynamicznie i coraz więcej kobiet jeździ ciężarówkami, ale cały czas mają miejsca takie sytuacje, że kiedy siedzę na fotelu pasażera jestem uważana za osobą towarzysząca, ale nawet gdy przedstawimy dokumenty, że stanowimy podwójna obsadę, to na większości firm i tak wolą załatwiać sprawy z Kamilem. Takie sytuacje bardzo mnie denerwują, bo jednak widać cały czas, że dalej nie jesteśmy na równi traktowane z mężczyznami, mimo że wykonujemy ten sam zawód. Mam jednak nadzieję, że już niebawem te stereotypy odejdą do lamusa i panie w transporcie, a szczególnie siedzące za kierownicą ciężarówek przestaną dziwić kogokolwiek.

Do zobaczenia na trasie!

Patrycja   

Sprawdź także