Tafle lodu jak pociski. Przekonali się o tym kolejni kierowcy i pasażerowie osobówek

Tafle lodu jak pociski. Przekonali się o tym kolejni kierowcy i pasażerowie osobówek

Zimą zagrożenie na drodze nie zawsze bierze się z oblodzonej nawierzchni czy intensywnych opadów śniegu. Nierozwiązanym od lat problemem jest to, co pozostaje na pojazdach ciężarowych wyjeżdżających w trasę. Ostatnie zdarzenia z Dolnego Śląska i Lubuskiego pokazują, że spadające z naczep tafle lodu wciąż stanowią realne zagrożenie dla innych uczestników ruchu.

Pełczyce: tafla lodu przebiła szybę osobówki

Trzy dni temu na drodze wojewódzkiej w miejscowości Pełczyce w gminie Domaniów doszło do bardzo groźnego zdarzenia z udziałem samochodu ciężarowego i osobowego BMW. Podczas jazdy z dachu naczepy oderwała się zbita warstwa śniegu i lodu, która spadła na nadjeżdżające z przeciwka auto.

Siła uderzenia była na tyle duża, że tafla lodu przebiła przednią szybę samochodu osobowego. Ranne zostały dwie osoby – kierowca oraz pasażerka BMW. Oboje trafili do szpitala z obrażeniami wymagającymi pomocy medycznej.

Kierowca ciężarówki kontynuował jazdę. W takich sytuacjach należy jednak podkreślić, że bardzo często kierujący nie ma świadomości, iż doszło do zdarzenia – bryła lodu może oderwać się samoczynnie, bez wyraźnego dźwięku czy wstrząsu odczuwalnego w kabinie. Policja prowadzi czynności mające na celu ustalenie pojazdu, z którego spadł lód.

Zielona Góra: podobny scenariusz, konkretne konsekwencje

Wczoraj niemal identyczna sytuacja miała miejsce w Zielonej Górze. Z jadącej ciężarówki oderwała się tafla lodu, która uderzyła w samochód osobowy. Uszkodzona została przednia szyba oraz elementy karoserii.

Tym razem obyło się bez osób rannych. Kierowca pojazdu ciężarowego został zatrzymany do kontroli i ukarany mandatem w wysokości 1 100 zł oraz 10 punktami karnymi. Policja jednoznacznie wskazała na niewłaściwe przygotowanie pojazdu do jazdy w warunkach zimowych.

Dwa zdarzenia, bardzo podobny przebieg, ale zupełnie inne skutki. W obu przypadkach zagrożenie było jednak identyczne.

Dlaczego problem wciąż wraca?

Choć przepisy jasno wskazują, że pojazd musi być przygotowany do bezpiecznego udziału w ruchu, w praktyce kierowcy często stają przed realnym problemem. Wejście na dach naczepy bez zabezpieczeń to poważne ryzyko urazu. Dostęp do ramp i infrastruktury umożliwiającej bezpieczne usunięcie lodu wciąż jest ograniczony, a presja czasu i terminów działa na niekorzyść bezpieczeństwa.

Tragicznie przekonał się o tym niedawno 58-letni kierowca w Lesznie, który podczas prac przy pługopiaskarce wszedł na jej konstrukcję i spadł z części ładunkowej, ponosząc śmierć na miejscu.

Ten wypadek pokazuje wprost, jak cienka jest granica między rutynową czynnością a tragedią, gdy praca na wysokości odbywa się bez odpowiednich zabezpieczeń.

Do tego dochodzą sytuacje, w których lód odrywa się dopiero w trakcie jazdy – po kilkunastu kilometrach, gdy zmienia się temperatura lub pojazd wpada w wibracje. Nawet kierowcy, którzy starają się przygotować zestaw do drogi, nie zawsze mają pełną kontrolę nad tym, co stanie się później.

Co mówią przepisy?

Zgodnie z art. 66 ust. 1 pkt 1 i 5 ustawy Prawo o ruchu drogowym, pojazd uczestniczący w ruchu musi być utrzymany w taki sposób, aby:

  • nie zagrażał bezpieczeństwu osób nim jadących oraz innych uczestników ruchu,
  • zapewniał kierującemu odpowiednie pole widzenia.

Konsekwencje prawne w przypadku niedopełnienia tych obowiązków są zróżnicowane:

  • grzywna do 3 000 zł,
  • w razie stworzenia zagrożenia bezpieczeństwa – odpowiedzialność z art. 86 §1 Kodeksu wykroczeń (mandat co najmniej 1 500 zł lub skierowanie sprawy do sądu),
  • przy poważnych obrażeniach – art. 177 Kodeksu karnego, przewidujący karę do 3 lat pozbawienia wolności,
  • a w przypadku śmierci – nawet do 8 lat więzienia.

Czy przepisy nie są zbyt liberalne?

W praktyce większość takich zdarzeń kończy się mandatami, które dla części firm transportowych i kierowców stają się jedynie kosztem działalności. Tymczasem skutki spadającej tafli lodu mogą być dramatyczne i całkowicie niezależne od zachowania ofiary.

To rodzi pytanie, czy obecne sankcje rzeczywiście działają odstraszająco – oraz czy równolegle do kar państwo zapewnia kierowcom realne warunki do bezpiecznego wykonywania obowiązków. Bez ramp, platform i odpowiedniej infrastruktury wymaganie stuprocentowej skuteczności w usuwaniu lodu z naczep pozostaje w dużej mierze teorią.

Jedno jest pewne: problem nie zniknie sam.
A im dłużej będzie bagatelizowany, tym większe ryzyko, że kolejna tafla lodu nie skończy się jedynie na rozbitej szybie.

Źródło: Policja

Sprawdź także