Czerwone światło, opadające rogatki i ciężarówka z drewnem. „Zagapiłem się” – tłumaczył kierowca

Czerwone światło, opadające rogatki i ciężarówka z drewnem. „Zagapiłem się” – tłumaczył kierowca

Na przejazdach kolejowych wszystko jest jasne. Czerwone światło oznacza jedno – stop. Nie „jeszcze zdążę”, nie „może się uda”, tylko zatrzymanie przed torami.

A jednak wciąż zdarzają się kierowcy, którzy próbują szczęścia.

We wtorek, 10 marca, na przejeździe kolejowym w rejonie miejscowości Połupin przy DK 29 kierowca ciężarówki przewożącej drewno wjechał na przejazd mimo czerwonego światła. Efekt był łatwy do przewidzenia – zestaw uszkodził pierwszą rogatkę i wyłamał drugą po czym odjechał z miejsca zdarzenia.

Informacja szybko trafiła do dyżurnego krośnieńskiej komendy. Policjanci natychmiast uruchomili patrole i zaczęli ustalać pojazd. Pomógł monitoring miejski – dzięki nagraniom szybko ustalono numery rejestracyjne ciągnika siodłowego marki Scania i naczepy, a także kierunek, w którym odjechał zestaw.

Zanim jednak patrol dotarł do kierowcy, wydarzyło się coś, co nie zawsze ma miejsce w takich sytuacjach.

Mężczyzna wrócił na przejazd.

„Zagapiłem się”. Tyle że to słowo brzmi trochę zbyt lekko

66-letni kierowca w rozmowie z policjantami tłumaczył, że zagapił się i dlatego wjechał na przejazd, uszkadzając pierwszą rogatkę.

Tyle że w przypadku kierowcy zawodowego słowo „zagapienie” brzmi dość łagodnie. W praktyce takie sytuacje bardzo często wyglądają inaczej – kierowca widzi sygnalizację, widzi opadające rogatki i podejmuje decyzję: spróbuję zdążyć.

Problem polega na tym, że na przejeździe kolejowym nie ma miejsca na takie kalkulacje.

Kiedy czerwone światło już miga, a rogatki zaczynają się opuszczać, wjazd na torowisko jest po prostu zabroniony. I to niezależnie od tego, czy prowadzimy osobówkę, autobus czy zestaw z kilkudziesięcioma tonami ładunku.

Jedna decyzja była jednak właściwa

Trzeba jednak uczciwie powiedzieć jedną rzecz. Kiedy kierowca znalazł się już na torach i zobaczył zamknięte zapory, zachował się dokładnie tak, jak zalecają policjanci i kolejarze.

Drugą rogatkę po prostu wyłamał.

Brzmi brutalnie, ale w sytuacji zagrożenia to właśnie właściwe rozwiązanie. Rogatki na przejazdach są konstruowane w taki sposób, aby w razie potrzeby można było je sforsować i opuścić torowisko. Lepiej uszkodzić zaporę niż zostać na torach.

Bo w starciu z pociągiem nawet ciężarówka nie ma najmniejszych szans.

Maszynista może jedynie rozpocząć hamowanie i czekać na to, co się wydarzy. Droga hamowania pociągu liczona jest bowiem w setkach metrów.

Uszkodzony pojazd i zatrzymany dowód

Choć konstrukcja rogatek pozwala na ich wyłamanie bez większych konsekwencji dla pojazdu, w tym przypadku nie obyło się bez uszkodzeń.

Gdy kierowca wrócił na miejsce zdarzenia, policjanci stwierdzili, że ciągnik siodłowy jest uszkodzony na tyle, że dalsza jazda nie powinna się odbywać bez sprawdzenia stanu technicznego pojazdu. W efekcie funkcjonariusze zatrzymali dowód rejestracyjny ciężarówki.

Na 66-latka nałożono również mandat w wysokości 2 tysięcy złotych oraz 15 punktów karnych.

Warto jednak pamiętać, że w przypadku recydywy kara może być znacznie wyższa. Jeśli kierowca ponownie dopuści się takiego samego wykroczenia w ciągu dwóch lat, mandat może wynieść już 4 tysiące złotych – liczba punktów karnych pozostaje natomiast taka sama i wynosi 15.

Policja patrzy na kierowców także z powietrza

O bezpieczeństwie na przejazdach kolejowych mówi się w Polsce od lat. Policja i służby kolejowe prowadzą kampanie informacyjne w ramach akcji takich jak „Bezpieczny przejazd” czy „Zatrzymaj się i żyj”.

Nie są to jednak wyłącznie akcje edukacyjne.

Funkcjonariusze coraz częściej kontrolują zachowanie kierowców przy przejazdach kolejowych z wykorzystaniem dronów. Z powietrza doskonale widać, czy kierowca rzeczywiście zatrzymał się przed znakiem STOP i linią zatrzymania, czy tylko symbolicznie zwolnił i przejechał przez tory bez upewnienia się, że droga jest wolna.

Policjanci przyznają, że to jeden z najczęstszych problemów. Kierowcy często ignorują znak STOP i przejeżdżają przez przejazd bez zatrzymania się oraz bez sprawdzenia, czy nie zbliża się pociąg.

Rutyna bywa najgroźniejsza

Statystyki są w tej kwestii bezlitosne. Zdecydowana większość zdarzeń na przejazdach kolejowych nie wynika z awarii infrastruktury czy błędów kolei, lecz z nieostrożności kierowców.

Najczęściej chodzi o lekceważenie sygnalizacji świetlnej, próby przejechania pod opadającymi rogatkami albo brak zatrzymania się przed znakiem STOP.

W Połupinie skończyło się na uszkodzonych rogatkach, zatrzymanym dowodzie rejestracyjnym i wysokim mandacie.

Ale wystarczy jedna sekunda błędnej decyzji, żeby taka historia zakończyła się znacznie gorzej. Na torach fizyki nie da się oszukać – a pociąg zawsze ma pierwszeństwo.

Źródło: Policja

Sprawdź także