Są sytuacje, które trudno nawet skomentować bez chwili zastanowienia. Bo co właściwie musi się wydarzyć w głowie kierowcy zawodowego, żeby przy ponad promilu alkoholu w organizmie wsiąść za kierownicę zestawu… i jeszcze próbować się tłumaczyć? I to w taki sposób.
„Bo ja się spieszę… na myjnię”
Zacznijmy od faktów. Na drodze krajowej nr 92, słubiccy policjanci prowadzili poranne działania „Trzeźwość”. W piątek, 10 kwietnia, zatrzymali do kontroli zestaw, za kierownicą którego siedział 43-letni mieszkaniec Pabianic. Standard. Badanie alkomatem – i nagle robi się mniej standardowo, bo wynik przekracza promil.
Czyli nie „wczorajsze piwo”. Nie „resztki”. Tu ktoś naprawdę musiał solidnie „przyłożyć” wcześniej. Czwartek wieczór? Noc? Trudno powiedzieć. Pewne jest jedno – rano ten człowiek nie był trzeźwy.
I teraz najlepsze.
Kierowca tłumaczy, że wraca z Niemiec i… spieszy się na myjnię. Na myjnię!
Trudno oprzeć się wrażeniu, że w tym momencie nawet sami policjanci mogli przez sekundę nie wiedzieć, czy dobrze usłyszeli. Bo co to właściwie znaczy? Że jeśli ktoś jedzie umyć ciężarówkę, to obowiązują go inne przepisy? Że myjnia to jakiś punkt „neutralny”, gdzie można dojechać w dowolnym stanie?
A może w głowie kierowcy pojawiła się myśl, że jak poda jakiś „konkretny cel”, to sytuacja zrobi się mniej poważna? Nie zrobiła się.
Absurd, który trudno racjonalnie wytłumaczyć
Tu nie chodzi nawet o sam fakt jazdy po alkoholu – bo niestety, choć rzadko, takie przypadki się zdarzają. Bardziej zastanawia poziom oderwania od rzeczywistości.
Ponad promil alkoholu i decyzja: jadę. Kontrola drogowa i decyzja: tłumaczę się myjnią.
Czy to była próba improwizacji? Nerwy? A może autentyczne przekonanie, że to ma sens? Bo jeśli ktoś zawodowo prowadzi ciężarówkę, zna przepisy, zna konsekwencje, zna realia kontroli drogowych – to trudno uwierzyć, że naprawdę liczył na to, że takie wyjaśnienie cokolwiek zmieni.
Konsekwencje są bardzo konkretne
Tu już nie ma miejsca na żarty. Sprawa trafi do sądu i katalog konsekwencji jest dobrze znany, ale warto go przypomnieć, bo często w policyjnych komunikatach jest to potraktowane skrótowo.
Mówimy o przestępstwie, nie wykroczeniu.
W praktyce oznacza to:
– do 3 lat pozbawienia wolności,
– obowiązkowy zakaz prowadzenia pojazdów – minimum 3 lata (a często znacznie dłużej),
– wysoka grzywna,
– w przypadku kierowcy zawodowego – realny koniec pracy w branży, przynajmniej na jakiś czas.
Jedna decyzja. Jedna jazda. Jedno zatrzymanie.
To nie codzienność – i właśnie dlatego o tym piszemy
Takie sytuacje nie są normą wśród kierowców zawodowych. I trzeba to jasno powiedzieć. Zdecydowana większość ludzi za kierownicą ciężarówek doskonale zdaje sobie sprawę z odpowiedzialności. Ale właśnie dlatego takie przypadki uderzają jeszcze mocniej.
Bo kiedy ktoś z ponad promilem jedzie zestawem i tłumaczy się… myjnią, to trudno przejść obok tego obojętnie. To już nie jest tylko błąd. To jest historia, która brzmi jak coś z kiepskiego żartu – tyle że wydarzyła się naprawdę.
Źródło: Policja










