Eksplozja CNG w czasie jazdy. Dostawczak rozerwany na S7 – co zawiodło?

Eksplozja CNG w czasie jazdy. Dostawczak rozerwany na S7 – co zawiodło?

To miał być rutynowy przejazd z ładunkiem pieczywa. Wczesny poranek, trasa S7 w kierunku Olsztynka, spokojny kurs jak wiele innych. Wszystko zmieniło się nagle, około godziny 7:00, w rejonie Frąknowa.

Kierowca dostawczego Iveco usłyszał głośny huk. Jak wynika z ustaleń policji, doszło do rozerwania jednej z butli CNG. Na zdjęciach widać, że uszkodzenia koncentrują się właśnie w rejonie podwozia i części ładunkowej. To nie jest obraz całkowicie zniszczonego pojazdu, ale efekt był na tyle poważny, że konstrukcja zabudowy została naruszona, a skrzynki z pieczywem wypadły na drogę.

Sytuacja wyglądała groźnie, choć skala zniszczeń nie była tak duża, jak mogłoby się wydawać po samym opisie „wybuchu”. Najważniejsze – nikt nie ucierpiał. Kierowca był trzeźwy, a ruch na trasie nie został zablokowany.

Jedna butla, duży efekt

Na pierwszy rzut oka widać coś jeszcze – nie doszło do „rozerwania auta” w całości, tylko do uszkodzenia jednego elementu, który pociągnął za sobą resztę konsekwencji.

Rozerwanie pojedynczej butli CNG wystarczyło, by naruszyć elementy zabudowy i spowodować utratę ładunku. W tego typu pojazdach zbiorniki są montowane pod ramą, więc siła uwolnionego ciśnienia działa bezpośrednio na konstrukcję nad nimi. Efekt nie musi oznaczać spektakularnego zniszczenia całego auta, ale może być wystarczający, by uszkodzić pakę i doprowadzić do takich sytuacji jak ta.

I dokładnie to widać w tym przypadku.

Gaz w transporcie to standard, ale fizyki się nie oszuka

CNG jest dziś czymś zupełnie normalnym w transporcie. Dostawczaki na gaz jeżdżą codziennie i w ogromnej większości przypadków nie dzieje się z nimi nic niepokojącego.

Problem polega na tym, że mówimy o paliwie przechowywanym pod bardzo wysokim ciśnieniem. Jeśli dochodzi do awarii zbiornika, energia uwalnia się natychmiast. Nie potrzeba pożaru ani klasycznej eksplozji, żeby doszło do poważnych uszkodzeń mechanicznych.

To właśnie dlatego nawet pojedyncza awaria może wyglądać groźnie i mieć realne skutki dla pojazdu.

Czy kierowca mógł temu zapobiec?

To jeden z tych przypadków, w których kierowca praktycznie nie ma narzędzi, żeby cokolwiek przewidzieć.

Z zewnątrz nie widać stanu technicznego butli ani tego, co dzieje się z nią pod wpływem czasu i eksploatacji. Takie elementy podlegają specjalistycznym kontrolom, a ewentualne problemy mogą rozwijać się bez żadnych wyraźnych sygnałów.

Jeżeli dochodzi do rozerwania zbiornika, dzieje się to nagle i bez ostrzeżenia. Kierowca może jedynie zareagować na skutki, ale nie na sam moment awarii.

Groźnie wyglądało, ale skończyło się na stratach

Patrząc na zdjęcia, widać wyraźnie, że sytuacja była poważna, ale daleka od katastrofy. Uszkodzona część zabudowy, elementy instalacji pod pojazdem i rozsypany ładunek pokazują, jak duże siły wchodzą w grę, nawet przy awarii jednego zbiornika.

Z drugiej strony – brak rannych i przejezdna droga to scenariusz, który w takich sytuacjach wcale nie jest oczywisty.

To zdarzenie dobrze pokazuje jedno: nawet przy codziennych, dobrze znanych rozwiązaniach, czasem wystarczy jeden element, żeby cała rutyna rozsypała się w kilka sekund.

Źródło: Policja

Sprawdź także