Kontrole busów do 3,5 tony po raz kolejny obnażyły realia transportu. Przeładowane samochody dostawcze to nie wyjątek, ale codzienność. Wspólna akcja policji i ITD tylko potwierdziła to, o czym branża mówi od lat – problem jest powszechny i wciąż nierozwiązany.
Kontrola busów pod Lublinem. Wyniki nie pozostawiają złudzeń
W Kalinówce pod Lublinem policjanci ruchu drogowego wspólnie z inspektorami transportu drogowego przeprowadzili kontrolę pojazdów o dopuszczalnej masie całkowitej do 3,5 tony.
Na celowniku były przede wszystkim przeładowane busy oraz pojazdy niesprawne technicznie. Efekt? Skontrolowano 30 pojazdów. W 20 przypadkach stwierdzono przekroczenie dopuszczalnej masy całkowitej. To niemal 70% wszystkich kontroli.
Najbardziej skrajne przypadki pokazują skalę zjawiska – busy ważące 6,4 i 6,5 tony, czyli prawie dwa razy więcej niż dopuszczają przepisy.
Takie wyniki nie są wyjątkiem. Kontrole w różnych częściach kraju regularnie pokazują, że przeładowane busy to stały element transportowej rzeczywistości. Samochody dostawcze do 3,5 tony, które w teorii mają być lekkim transportem, w praktyce często funkcjonują jak pełnoprawne ciężarówki – tyle że bez tych samych ograniczeń. Bez tachografów, bez czasu pracy, bez wielu obowiązków, które dotyczą transportu ciężkiego. Za to z ładunkiem, który często nie ma nic wspólnego z dopuszczalną masą.
Dlaczego przewoźnicy nadal ryzykują?
Tu pojawia się pytanie, które wraca po każdej takiej akcji: dlaczego mimo kontroli i kar przeładowania busów nadal są tak powszechne?
Odpowiedź jest brutalnie prosta – bo to się opłaca. Więcej towaru na jednym kursie oznacza niższe koszty i większy zysk. W realiach ostrej konkurencji wielu przewoźników balansuje na granicy ryzyka, traktując ewentualne mandaty jako koszt działalności.
Jeśli kara finansowa jest niższa niż potencjalny zarobek, rachunek biznesowy dla części firm pozostaje oczywisty.
Kierowca bierze na siebie ryzyko
Choć to kierowca siedzi za kierownicą przeładowanego busa, w praktyce rzadko jest osobą decyzyjną. Dostaje zlecenie, odbiera ładunek i rusza w trasę. To przewoźnik organizuje transport i podejmuje decyzję, ile faktycznie trafi na auto. A konsekwencje? Mandat, zatrzymany dowód rejestracyjny, zakaz dalszej jazdy, a w najgorszym przypadku – sytuacja na drodze, nad którą trudno zapanować. Bo przeładowany samochód dostawczy to nie tylko problem przepisów, ale realne zagrożenie.
Pojazd przekraczający dopuszczalną masę całkowitą inaczej się prowadzi, gorzej hamuje i jest bardziej podatny na awarie. To szczególnie niebezpieczne przy wyższych prędkościach lub w sytuacjach awaryjnych. Mimo to takie busy codziennie poruszają się po drogach – często niewidoczne dla systemu kontroli, dopóki nie trafią na akcję służb.
Kontrole są. Efekty – wciąż te same
W wyniku działań pod Lublinem nałożono 21 mandatów, zatrzymano dowody rejestracyjne i zakazano dalszej jazdy przeciążonym pojazdom. Procedury zadziałały. Ale problem nie zniknął. Bo każda taka akcja pokazuje to samo – przeładowane busy w Polsce to nie incydent, tylko systemowy problem, który mimo kontroli wciąż funkcjonuje bez większych zmian.
Źródło: Policja










