Ciężarówka bez jednego koła w naczepie, uszkodzone ogumienie i zakaz dalszej jazdy. Taki obraz zastali inspektorzy Inspekcji Transportu Drogowego podczas kontroli przeprowadzonej na drodze ekspresowej S8 w okolicach Rzgowa.
Sprawa zwraca uwagę nie tylko ze względu na fatalny stan techniczny pojazdu. To również kolejny przykład sytuacji, w której pojawia się pytanie dobrze znane w branży transportowej: gdzie kończy się odpowiedzialność kierowcy, a zaczyna odpowiedzialność przewoźnika?
Naczepa jechała bez jednego koła
Podczas kontroli zespołu pojazdów należącego do krajowego przewoźnika wykonującego transport drogowy rzeczy inspektorzy stwierdzili szereg nieprawidłowości związanych ze stanem technicznym naczepy.
Najbardziej rzucającym się w oczy problemem był brak jednego z kół. Jak wyjaśnił kierowca, podczas jazdy doszło do awarii łożyska piasty. Aby umożliwić dalszy przejazd do bazy przedsiębiorstwa, uszkodzone koło zostało zdemontowane.
Na tym jednak problemy się nie kończyły. Kontrola wykazała również znaczne zużycie bieżnika oraz poważne uszkodzenia opon znajdujących się na pozostałych osiach naczepy. Zdaniem inspektorów stan ogumienia wskazywał na długotrwałą eksploatację pojazdu pomimo występujących usterek technicznych.
W efekcie wydano zakaz dalszej jazdy, zatrzymano dowód rejestracyjny pojazdu i wszczęto postępowanie administracyjne wobec przedsiębiorcy.
Przepisy są jednoznaczne
Z prawnego punktu widzenia sprawa wydaje się prosta. Stan techniczny pojazdu musi spełniać wymagania określone w przepisach, a właściciel pojazdu ma obowiązek utrzymywać go w należytym stanie. To właśnie dlatego po kontrolach drogowych bardzo często postępowania administracyjne prowadzone są wobec przedsiębiorców wykonujących przewóz.
Jednocześnie przepisy nakładają również obowiązki na kierowcę. Przed rozpoczęciem jazdy powinien on sprawdzić stan pojazdu i nie wyjeżdżać w trasę, jeżeli jego stan techniczny może zagrażać bezpieczeństwu ruchu drogowego. Na papierze podział odpowiedzialności wydaje się więc klarowny. W praktyce sytuacja bywa znacznie bardziej skomplikowana.
Teoria i codzienność transportu
W branży transportowej od lat powraca ten sam problem. Kierowca formalnie ma prawo odmówić wykonania przewozu niesprawnym pojazdem. Pytanie brzmi jednak, jakie konsekwencje może to wywołać w rzeczywistości.
Nie jest tajemnicą, że część firm funkcjonuje pod ogromną presją terminów i kosztów. Brak wolnych pojazdów, napięte harmonogramy oraz oczekiwania klientów sprawiają, że decyzje dotyczące napraw nie zawsze zapadają tak szybko, jak życzyliby sobie kierowcy.
W takich sytuacjach pojawia się dylemat. Z jednej strony kierowca wie, że stan techniczny pojazdu budzi zastrzeżenia. Z drugiej ma świadomość, że odmowa wykonania zadania może oznaczać konflikt z pracodawcą lub utratę źródła dochodu.
To właśnie dlatego podczas kontroli funkcjonariusze bardzo często słyszą podobne wyjaśnienia. Kierowcy tłumaczą, że awaria wystąpiła niedawno, jadą do warsztatu albo otrzymali polecenie powrotu do bazy.
„Jeszcze pojeździ”
Temat ogumienia od lat przewija się w rozmowach kierowców zawodowych. Rosnące koszty prowadzenia działalności sprawiają, że dla wielu przedsiębiorstw opony stały się jednym z najważniejszych wydatków eksploatacyjnych.
Efekt jest taki, że niektóre pojazdy poruszają się na ogumieniu eksploatowanym niemal do granic możliwości. Każda kolejna naprawa ma odsunąć w czasie kosztowną wymianę, a decyzja o zakupie nowych opon często zapada dopiero wtedy, gdy dalsza eksploatacja staje się niemożliwa.
W przypadku kontroli na S8 inspektorzy nie mieli jednak wątpliwości. Stan techniczny naczepy wskazywał na problemy, które nie pojawiły się nagle kilka kilometrów wcześniej.
Kto odpowiada w razie kontroli?
Choć postępowanie administracyjne zostało wszczęte wobec przedsiębiorcy, to właśnie kierowca jako pierwszy spotyka się z kontrolującymi. To on musi tłumaczyć stan pojazdu, przedstawiać dokumenty i odpowiadać na pytania funkcjonariuszy.
Z tego powodu wielu kierowców zwraca uwagę na pewien paradoks. Formalnie za utrzymanie floty odpowiada przedsiębiorca, jednak to osoba siedząca za kierownicą jako pierwsza ponosi konsekwencje ujawnienia nieprawidłowości podczas kontroli drogowej.
Kontrola przeprowadzona na S8 pokazuje również, że granica pomiędzy odpowiedzialnością kierowcy i przewoźnika nie zawsze jest tak oczywista, jak mogłoby się wydawać. Przepisy określają obowiązki obu stron, jednak codzienność transportowa często stawia kierowców przed decyzjami, których nie da się sprowadzić wyłącznie do zapisów ustaw i rozporządzeń.
Jedno pozostaje bezdyskusyjne. Pojazd poruszający się bez jednego koła oraz z uszkodzonym ogumieniem stanowi zagrożenie nie tylko dla kierowcy, ale również dla wszystkich pozostałych uczestników ruchu drogowego.
Źródło: WITD Łódź










