Na pierwszy rzut oka była to rutynowa kontrola drogowa. Na drodze krajowej nr 19 w Białymstoku inspektorzy z podlaskiego Wojewódzkiego Inspektoratu Transportu Drogowego zatrzymali dwa zestawy należące do jednego tureckiego przewoźnika. Obie ciężarówki z naczepami chłodniczymi wracały z rozładunku mrożonych ryb i kierowały się po kolejny ładunek do Warszawy. Decyzja o jednoczesnym zatrzymaniu obu pojazdów szybko okazała się strzałem w dziesiątkę.
Lawina naruszeń czasu pracy
Choć kontrola ujawniła również nieprawidłowości techniczne, to kluczowe okazały się dane z tachografów. Analiza zapisów z ostatnich 29 dni pokazała skalę problemu, która trudno uznać za przypadkową.
W jednym przypadku stwierdzono 17 naruszeń norm czasu pracy, w drugim aż 20. Chodziło praktycznie o pełne spektrum wykroczeń – od przekroczeń dziennego czasu prowadzenia pojazdu, przez skracanie odpoczynków, aż po nieprawidłowe przerwy. Tak duża liczba naruszeń w tak krótkim okresie jasno pokazuje jedno: przepisy dotyczące czasu pracy kierowców nie były traktowane poważnie.
Problem, który trwa tygodniami
Ta kontrola dobrze obrazuje szersze zjawisko widoczne na europejskich drogach. W przypadku kierowców spoza Unii Europejskiej – w tym szczególnie z Turcji – podejście do norm czasu pracy bywa znacznie bardziej liberalne niż u przewoźników funkcjonujących na co dzień w unijnym systemie kontroli.
Dopóki zestaw nie trafi na kontrolę w jednym z krajów UE, takie praktyki mogą trwać tygodniami. Tachograf rejestruje wszystko, ale brak bieżącej kontroli powoduje, że naruszenia się kumulują. Efekt? Gdy pojazd w końcu zostaje zatrzymany, skala wykroczeń bywa wręcz rekordowa.
Dokładnie tak było w tym przypadku.
Mandaty dla kierowców i poważne konsekwencje dla firmy
Konsekwencje okazały się dotkliwe na wielu poziomach. Kierowców ukarano łącznie 37 mandatami gotówkowymi na kwotę 21 tysięcy złotych.
To jednak tylko część problemu. Równolegle wszczęto cztery postępowania administracyjne wobec przewoźnika. Kary mogą sięgnąć maksymalnych stawek przewidzianych ustawą, co w praktyce oznacza dziesiątki tysięcy złotych obciążenia dla firmy oraz osób zarządzających transportem. Dodatkowo pojazdy zostały skierowane na parking strzeżony do czasu uregulowania należności kaucyjnych.
„Liberalne” podejście nie działa
Ta kontrola to kolejny dowód na to, że ignorowanie przepisów dotyczących czasu pracy kierowców prędzej czy później kończy się poważnymi konsekwencjami. Nie chodzi wyłącznie o mandaty. To również ryzyko utraty reputacji, problemy administracyjne i realne zagrożenie dla bezpieczeństwa na drodze. System kontroli w Unii Europejskiej jest coraz bardziej szczelny, a dane z tachografów nie pozostawiają miejsca na interpretację.
Wnioski są proste: nawet jeśli przez pewien czas udaje się uniknąć kontroli, rachunek i tak przychodzi. I często jest bardzo wysoki.
Źródło: WITD Białystok










