Kiedy na poboczu stoi ciężarówka, a zestaw kończy jazdę w przydrożnym rowie, pierwsza myśl wielu kierowców jest podobna. Zasłabnięcie. Problemy zdrowotne. Nagłe pogorszenie samopoczucia. Zwłaszcza teraz, gdy wysokie temperatury potrafią dać się we znaki nawet doświadczonym zawodowcom.
Niestety, nie tym razem.
Jak ustalili policjanci z Kłodzka, za kierownicą zestawu siedział kierowca, który miał w organizmie aż 2,91 promila alkoholu.
To nie jest historia o pechowym zdarzeniu drogowym. To historia o skrajnie nieodpowiedzialnej decyzji, która mogła zakończyć się tragedią.
To incydent. Ale właśnie dlatego trzeba o nim mówić
Nie ma sensu udawać, że takie sytuacje są codziennością w transporcie drogowym. Nie są.
Zdecydowana większość kierowców zawodowych to profesjonaliści, którzy każdego dnia wykonują swoją pracę odpowiedzialnie i bezpiecznie. Tym bardziej takie przypadki powinny być nagłaśniane i jednoznacznie piętnowane. Bo jedna osoba potrafi w kilka minut zniszczyć opinię budowaną przez tysiące uczciwie pracujących kierowców. A przede wszystkim może doprowadzić do tragedii, której nie da się już cofnąć.
Ciężarówka zjechała do rowu
Do zdarzenia doszło w Szalejowie Górnym na drodze krajowej nr 8. Kierujący samochodem ciężarowym z naczepą stracił panowanie nad pojazdem i zjechał do przydrożnego rowu.
Na miejsce przyjechali policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Kłodzku. Już podczas pierwszych czynności funkcjonariusze wyczuli od 62-letniego mieszkańca powiatu kłodzkiego silną woń alkoholu. Badanie alkomatem rozwiało wszelkie wątpliwości. Mężczyzna miał 2,91 promila alkoholu w organizmie.
To poziom, przy którym mówimy już nie o wypitym piwie do obiadu czy lampce wina poprzedniego wieczoru. Takie stężenie świadczy o bardzo poważnym stanie nietrzeźwości.
Tym razem skończyło się na rowie
W tej historii jest jednak jeden pozytywny element.
Ciężarówka zakończyła jazdę w przydrożnym rowie, a nie na samochodzie osobowym, autobusie czy przejściu dla pieszych. Kilkudziesięciotonowy zestaw prowadzony przez kierowcę z blisko trzema promilami alkoholu w organizmie to scenariusz, którego nie chciałby spotkać żaden uczestnik ruchu drogowego.
Można sobie tylko wyobrazić, jak mogły wyglądać skutki, gdyby do zdarzenia doszło kilkaset metrów wcześniej lub później, w miejscu o większym natężeniu ruchu.
Szybki wyrok
62-latek został zatrzymany i już następnego dnia stanął przed Sądem Rejonowym w Kłodzku. Sprawa została rozpoznana w trybie przyspieszonym.
Sąd uznał mężczyznę za winnego kierowania pojazdem w stanie nietrzeźwości. Wymierzył mu karę grzywny, orzekł trzyletni zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych oraz zobowiązał do zapłaty 5 tys. zł świadczenia na Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej i 5 tys. zł nawiązki na rzecz Skarbu Państwa.
Niezależnie od tego przepisy przewidują za prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości również karę do trzech lat pozbawienia wolności.
Takie zachowania uderzają w całe środowisko
Kierowcy zawodowi od lat walczą ze stereotypami. Słyszą, że jeżdżą niebezpiecznie, że lekceważą przepisy czy stanowią zagrożenie na drogach.
Statystyki i codzienność pokazują jednak coś zupełnie innego. Zdecydowana większość wykonuje swoją pracę odpowiedzialnie i bezpiecznie. Dlatego właśnie przypadki takie jak ten nie mogą być zamiatane pod dywan. Nie dlatego, że są typowe. Właśnie dlatego, że są wyjątkowe.
Bo 2,91 promila nie bierze się z przypadku. A za kierownicą kilkudziesięciotonowego zestawu nie ma miejsca ani na alkohol, ani na tłumaczenia.
Źródło: Policja










