Kombinował z tacho, ale zdradził go fakt, że „odpoczywał” na… pustym parkingu

Kombinował z tacho, ale zdradził go fakt, że „odpoczywał” na… pustym parkingu

Próby manipulacji tachografami to dla inspektorów ITD chleb powszedni. Kierowcy od lat prześcigają się w pomysłach, jak ukryć dodatkową jazdę, „odbić” brakujące przerwy czy ominąć ograniczenia czasu pracy. Przerobione gniazdka zapalniczki, schowane przełączniki, piloty, a nawet specjalne sekwencje wciskania hamulca i gazu – katalog metod jest długi, a kreatywność niektórych zatrważająca. Jednak im bardziej rośnie surowość kar, tym bardziej zaskakuje fakt, że wciąż są tacy, którzy ryzykują. I to często w sposób, który trudno tłumaczyć przypadkiem.

Tak było niedawno w miejscowości Babiak, na drodze wojewódzkiej nr 513. Inspektorzy zatrzymali zestaw przewożący pszenicę. Rutynowa kontrola szybko przerodziła się w coś więcej, gdy kierowca oświadczył, że odbierał przerwę na pobliskim parkingu. Problem w tym, że zaledwie chwilę wcześniej inspektorzy sami przejeżdżali obok tego miejsca – i nie było tam ani jednej ciężarówki. Ten drobny szczegół wystarczył, aby połączyli fakty i nabrali podejrzeń.

Dalsze czynności ujawniły, że intuicja ich nie zawiodła. W pojeździe znajdowała się przeróbka instalacji tachografu, pozwalająca na włączanie i wyłączanie urządzenia za pomocą odpowiedniej kombinacji przycisków. Kierowca przyznał, że używał tego wyłącznika między 8:00 a 9:15 – czyli dokładnie wtedy, gdy jechał, lecz tachograf „widniał” jako odpoczynek. Włączył urządzenie ponownie około trzy kilometry przed zatrzymaniem przez patrol ITD.

Przeprowadzona próba drogowa potwierdziła ingerencję, a pojazd skierowano do serwisu w celu wymiany tachografu na sprawny i zgodny z przepisami. Na miejsce wezwano także policję z uwagi na podejrzenie popełnienia przestępstwa z art. 306 Kodeksu karnego (fałszowanie dokumentów). Sam kierowca został ukarany mandatem w wysokości 2000 zł, a jego prawo jazdy zatrzymano na 3 miesiące.

Dlaczego wciąż ryzykują?

To pytanie regularnie powraca w branży. Kary są wysokie, ryzyko utraty uprawnień realne, a technologia kontroli – coraz bardziej zaawansowana. Dlaczego więc część kierowców nadal decyduje się na takie praktyki? Czy to desperacja? Rutyna? A może niepisana zgoda szefów, którzy wolą „nie wiedzieć”, byle towar dojechał na czas?

Tego konkretnego przypadku nie da się jednoznacznie przypisać presji firmy – kierowca nie wskazał nikogo poza sobą. Ale w środowisku nie brakuje głosów, że część przewoźników tylko po cichu udaje zaskoczenie, kiedy inspektorzy ujawniają manipulacje. Ostatecznie jednak to kierowca ponosi konsekwencje: utrata prawa jazdy, mandat, wpis do ewentualnego postępowania karnego.

Jedno jest pewne – inspektorzy ITD są coraz bardziej czujni, a ich doświadczenie i umiejętność łączenia pozornie nieistotnych faktów często wystarczają, by wykryć nawet sprytnie ukryte sztuczki. W tym przypadku wystarczył… pusty parking.

Źródło: WITD Olsztyn

Sprawdź także