Funkcjonariusze podlaskiej Krajowej Administracji Skarbowej (KAS) zatrzymali w Budzisku gruzińską ciężarówkę, która według dokumentów przewoziła marchew. Rutynowa kontrola na trasie S61 ujawniła jednak coś zupełnie innego – prawie 44 tys. paczek papierosów pochodzących z Białorusi.
Naczepę prześwietlono skanerem RTG, a następnie dokładnie skontrolowano. Pod workami z warzywami znajdowały się spreparowane skrzynie wypełnione kontrabandą. Do wykrycia przemytu pomogła również Luna – pies służbowy KAS wyszkolony do wykrywania wyrobów tytoniowych. Wartość rynkowa przejętych papierosów to około 750 tys. zł.
Za kierownicą siedział 28-letni obywatel Azerbejdżanu. Mężczyzna usłyszał zarzuty z kodeksu karnego skarbowego i odpowie przed sądem. Grozi mu wysoka grzywna, a nawet do 5 lat więzienia.
A co mógł zrobić kierowca?
I tu pojawia się pytanie, które często zadają sobie kierowcy zawodowi: czy naprawdę miał szansę coś zauważyć?
- Odebrał towar.
- Przeliczył palety.
- Sprawdził dokumenty – wszystko się zgadzało.
- Na wierzchu faktycznie była marchew.
Co więcej, skrzynie były tak przygotowane, że nawet gdyby zajrzał do naczepy, widziałby jedynie warzywa. Papierosy schowane pod spodem były nie do wykrycia bez specjalistycznego sprzętu.
Z punktu widzenia praktyki transportowej – kierowca nie miał realnych możliwości, żeby zorientować się, co faktycznie wiezie. Ale z punktu widzenia prawa – to on siedział za kierownicą i przekraczał granicę, więc automatycznie staje się pierwszym podejrzanym o udział w przemycie.
Komentarz eksperta
– Kierowca odpowiada za przewożony ładunek, ale prawo wymaga również ustalenia jego świadomości i udziału w procederze. Jeżeli udowodni, że działał w dobrej wierze, a dokumenty wyglądały poprawnie, sąd może uznać, że został wykorzystany – tłumaczy funkcjonariusz KAS. – Problem w tym, że w praktyce to właśnie kierowca jako pierwszy trafia „na celownik”, a udowodnienie braku winy bywa bardzo trudne.
Źródło: IAS w Białymstoku










