Natalię mieliście okazję już poznać. O jej początkach za kierownicą ciężarówki i aktywności fizycznej, którą łączy z codzienną pracą już pisaliśmy.
Straż pożarna pojawiła się w moim życiu tak samo jak wiele innych rzeczy — jako impuls. Po prostu poczułam, że chcę spróbować. Dziś jestem członkiem Ochotniczej Straży Pożarnej w Nowogrodzie.
Żeby dołączyć, nie wystarczy już tylko chcieć. Trzeba przejść odpowiednie szkolenia i kursy, zwłaszcza z zakresu podstawowego ratownictwa. Mam je za sobą i jestem aktywnym członkiem jednostki.

Uczestniczę w akcjach. U nas działa to dość prosto — kto pierwszy, ten lepszy. Jest wezwanie i pogoń za miejscem w samochodzie. Czasem jestem za kierownicą, a czasem działam już bezpośrednio w akcji. Mamy kilku kierowców z uprawnieniami do pojazdów uprzywilejowanych, ale wielu chłopaków pracuje w Państwowej Straży Pożarnej, więc nie zawsze są dyspozycyjni. Wtedy wchodzę ja — trochę „awaryjnie”, ale zawsze na gotowo.
Jeżdżę Volvo. Zdarzają się sytuacje, gdzie dojazd nie jest prosty, miejsca jest mało i trzeba się nagimnastykować. Właśnie takie rzeczy lubię najbardziej. Wyzwania mnie napędzają.

Z sikawką też biegam. Moja pierwsza akcja to był pożar budynku mieszkalnego, więc od razu rzucono mnie na głęboką wodę. I dobrze. W akcji czuję się nawet lepiej niż za kierownicą.
Naturalnym przedłużeniem tych wszystkich aktywności jest inicjatywa Be Active Trucker. Nie pamiętam dokładnie, jak na nią trafiłam — pewnie Facebook podsunął mi jakiś artykuł albo post. Dołączyłam do grupy, zamówiłam klubową koszulkę.

Jestem raczej obserwatorką, ale zdarza mi się coś wrzucić, dodać relację, oznaczyć grupę. Mam też prywatny kontakt z kilkoma osobami, głównie z dziewczynami, choć nie tylko. Brałam udział w charytatywnej sztafecie biegowej do Portugalii i wtedy poznałam Tomka z Hiszpanii. Byliśmy w tej samej okolicy — udało się spotkać, pogadać, zrobić zdjęcie. W tej inicjatywie wszystko kręci się bardziej wokół idei niż nazwisk.

Jeśli chodzi o jedzenie, to od siedmiu lat jestem wegetarianką – nie weganką. Staram się ograniczać nabiał, zwłaszcza mleko, ale dieta jest bogata w białko i węglowodany, bo przy takiej aktywności to po prostu konieczne. Nie liczę kalorii i nie trzymam się restrykcji. Fast foody przestały mi smakować.

Mój typowy dzień wygląda prosto: na śniadanie jajka z warzywami, na obiad ryż z warzywami i tofu albo kotleciki sojowe, na kolację coś wysokobiałkowego, np. placki z serka wiejskiego i banana – zwykle już po treningach. Do tego owoce w ciągu dnia… i niestety słodycze. Wszystkie. Czekolady, batony, lody.
W domu tylko ja jestem wegetarianką. Gotuję dla wszystkich osobno – czasem na trzy albo cztery garnki. Bez próbowania, „na oko”, ale jakoś zawsze wychodzi.

Te wszystkie role — kierowca, sportowiec, strażak — łączy jedno: ruch. Nawet w samej pracy potrafi być go naprawdę dużo. Kiedyś, pracując na przerzutach, policzyłam, ile razy w ciągu jednego dnia wsiadam i wysiadam z kabiny. Wyszło 72 razy. Góra–dół, góra–dół.
Dlatego gdy ktoś mówi, że kierowca tylko siedzi, wiem jedno — rzeczywistość bywa zupełnie inna.
Serdecznie pozdrawiam i do zobaczenia w trasie 😉
Natalia











