Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że to kolejne zdarzenie drogowe z udziałem ciężarówki. Uszkodzone koło w przyczepie, nagłe hamowanie, przewrócona cysterna z mlekiem w przydrożnym rowie. Jednak bardzo szybko okazało się, że w tej historii problem jest znacznie poważniejszy niż sam ładunek rozlany na poboczu.
Za kierownicą siedział 44-letni mężczyzna, który – jak wykazało badanie – miał w organizmie blisko 3 promile alkoholu. W tym momencie nie mówimy już o błędzie czy chwilowej nieuwadze. To sytuacja skrajna, która uruchamia szereg pytań o świadomość, odpowiedzialność i granice ludzkiego rozsądku.
Czy on w ogóle wiedział, co się dzieje?
Cała sytuacja zaczęła się od spostrzeżenia policjantów z oddziału prewencji, którzy w Dąbrowie Białostockiej zauważyli ciężarówkę z wyraźnie uszkodzonym kołem w przyczepie. Już sam ten fakt powinien wzbudzić czujność kierowcy.
Pojawia się więc pierwsze, kluczowe pytanie: czy mężczyzna w ogóle zdawał sobie sprawę z tego, że zestaw, którym się porusza, nie nadaje się do dalszej jazdy? Przy tak wysokim stężeniu alkoholu trudno mówić o pełnej kontroli nad sytuacją. Możliwe, że sygnały ostrzegawcze po prostu do niego nie docierały.
Gwałtowna reakcja czy brak kontroli?
Kiedy funkcjonariusze podjęli próbę zatrzymania pojazdu, kierowca zjechał na pobocze i nagle zahamował. To właśnie wtedy uszkodzona przyczepa przewożąca mleko przewróciła się do rowu.
Czy była to próba szybkiego zatrzymania się, czy raczej efekt braku koordynacji i paniki? Trudno nie odnieść wrażenia, że w tej sytuacji alkohol odegrał kluczową rolę. Przy niemal 3 promilach zdolność oceny sytuacji, refleks i koordynacja ruchowa są poważnie zaburzone. Reakcje stają się albo opóźnione, albo przesadnie gwałtowne – i często zupełnie nieadekwatne do tego, co dzieje się na drodze.
Trzy promile to nie „dzień po”
Warto to wyraźnie podkreślić – w środowisku kierowców zawodowych przypadki prowadzenia pojazdów pod wpływem alkoholu zdarzają się rzadko. Jeśli już dochodzi do takich sytuacji, najczęściej mowa o tzw. syndromie dnia wczorajszego, kiedy kierowca nie zdążył jeszcze w pełni wytrzeźwieć.
Tutaj jednak nie ma o tym mowy. Blisko 3 promile alkoholu w organizmie oznaczają stan głębokiego upojenia. To poziom, przy którym wiele osób ma poważne problemy z utrzymaniem równowagi, a co dopiero z prowadzeniem zestawu ciężarowego.
Co dzieje się w głowie kierowcy?
To prowadzi do kolejnego pytania – co kieruje człowiekiem, który w takim stanie decyduje się wsiąść za kierownicę? Czy po przekroczeniu pewnego progu alkohol rzeczywiście „wyłącza” racjonalne myślenie?
Wiele na to wskazuje. Przy niższych wartościach alkoholu pojawia się jeszcze wahanie, kalkulacja ryzyka, próba oceny sytuacji. Jednak przy tak wysokim stężeniu może pojawić się złudne poczucie pewności siebie i przekonanie o własnej nieomylności. To wyjątkowo niebezpieczna mieszanka, szczególnie w połączeniu z odpowiedzialnością za wielotonowy pojazd.
Odpowiedzialność większości i wyjątki, o których trzeba mówić
Nie można jednak zapominać o najważniejszym – to przypadek odosobniony. Zdecydowana większość kierowców zawodowych to osoby świadome swojej roli, odpowiedzialne i zdające sobie sprawę z konsekwencji swoich decyzji.
Właśnie dlatego takie sytuacje trzeba nagłaśniać. Nie po to, by stygmatyzować całe środowisko, ale by pokazywać, jak ogromne zagrożenie niesie za sobą jedna skrajnie nieodpowiedzialna decyzja.
W tym przypadku „rozlane mleko” to tylko symbol. Prawdziwe konsekwencje dla kierowcy będą znacznie poważniejsze – od utraty prawa jazdy po odpowiedzialność karną, która może zakończyć się nawet karą pozbawienia wolności.
Źródło: Policja










