Sylwester 2025 roku w Szczecinie zapisał się nie tylko pokazami fajerwerków. Na ul. Stalmacha doszło do zdarzenia, które na długie godziny sparaliżowało komunikację tramwajową i stało się kolejnym ostrzeżeniem dla branży transportowej. Zestaw uszkodził sieć trakcyjną tramwajów, powodując wstrzymanie ruchu i konieczność zaangażowania wielu służb.
Jak ustalono po kontroli, nie był to nieszczęśliwy przypadek, lecz efekt rażących zaniedbań przy realizacji przewozu ponadnormatywnego.
Ponadgabrytowy transport bez zezwoleń i bez pilotażu
Kontrola przeprowadzona przez Wojewódzki Inspektorat Transportu Drogowego w Szczecinie wykazała, że pojazd poruszał się jako zestaw ponadnormatywny o znacząco przekroczonych wymiarach zewnętrznych. Przekroczenia dotyczyły długości, szerokości oraz wysokości pojazdu.
Dokładnie:
- długość była większa o 3,1 metra,
- szerokość przekraczała dopuszczalne normy o 0,55 metra,
- wysokość zestawu była większa aż o 0,92 metra.
To właśnie nadmierna wysokość doprowadziła do kontaktu z trakcją tramwajową.
Przewoźnik nie posiadał wymaganego zezwolenia na wykonywanie tego rodzaju przewozu, a dodatkowo naruszone zostały przepisy dotyczące obowiązkowego pilotażu. W praktyce oznaczało to, że pojazd, który nie powinien znaleźć się na tej trasie, poruszał się po miejskich ulicach bez jakiegokolwiek zabezpieczenia.
Sytuacja była na tyle poważna, że dojazd zestawu do bezpiecznego miejsca postoju możliwy był wyłącznie przy udziale Policji oraz pogotowia technicznego Tramwajów Szczecińskich. Pracownicy techniczni musieli unosić sieć trakcyjną bezpośrednio przed jadącym pojazdem, aby zapobiec kolejnym uszkodzeniom.
Zerwana trakcja to realne zagrożenie, nie tylko utrudnienia
W takich przypadkach najczęściej mówi się o opóźnieniach i paraliżu komunikacji miejskiej. Tymczasem zerwanie sieci trakcyjnej to przede wszystkim realne zagrożenie dla zdrowia i życia ludzi. Trakcja tramwajowa pracuje pod napięciem sięgającym kilkuset woltów, a zerwane przewody mogą pozostawać pod napięciem aż do momentu ich odłączenia przez służby.
Kontakt przewodu z pojazdem, jezdnią lub osobami postronnymi może prowadzić do tragicznych skutków. To nie jest infrastruktura, którą można bagatelizować lub traktować jak zwykłą przeszkodę na drodze.
„ITD czepia się centymetrów”? Tu nie ma o czym dyskutować
W środowisku kierowców zawodowych często pojawiają się głosy, że inspektorzy ITD nadmiernie skupiają się na pomiarach i „szukają dziury w całym”. Takie opinie mają sens przy minimalnych przekroczeniach, ale w Szczecinie nie mówimy o centymetrach.
Przekroczenia sięgające kilkudziesięciu centymetrów i metrów, zwłaszcza niemal metra wysokości, nie są błędem pomiarowym ani różnicą wynikającą z ugięcia zawieszenia. To wartości, które mają bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo ruchu i wymagają zupełnie innego trybu organizacji przewozu, w tym odpowiedniej trasy, zezwoleń i pilotażu.
W tym przypadku reakcja inspektorów była nie tylko uzasadniona, ale wręcz konieczna.
Czy kierowca mógł nie wiedzieć, czym jedzie?
To pytanie pojawia się zawsze przy tego typu zdarzeniach. Teoretycznie można sobie wyobrazić sytuację, w której kierowca otrzymuje pojazd i wykonuje polecenie przejazdu. W praktyce jednak różnica blisko metra wysokości, zwiększona szerokość oraz wyraźnie dłuższy zestaw są zauważalne już od pierwszych kilometrów trasy.
Każdy doświadczony kierowca zawodowy widzi, że prowadzi pojazd odbiegający od standardowych wymiarów. Jednocześnie trzeba jasno zaznaczyć, że to nie kierowca organizuje zezwolenia, trasę przejazdu czy pilotaż. Z tego powodu odpowiedzialność administracyjna w takich sprawach nie spoczywa na nim.
Dlaczego nie ma informacji o karze dla kierowcy, ale odpowiedzialność i tak jest dotkliwa
W komunikacie po kontroli nie pojawia się informacja o mandacie lub karze nałożonej bezpośrednio na kierowcę. Dla wielu osób może to wyglądać jak brak konsekwencji, jednak wynika to wprost z przepisów regulujących przewozy ponadnormatywne.
W tego typu sprawach zasadnicza odpowiedzialność nie dotyczy osoby siedzącej za kierownicą, lecz podmiotów, które zorganizowały przewóz. Dlatego Wojewódzki Inspektorat Transportu Drogowego wszczął postępowania administracyjne zarówno wobec przewoźnika, jak i załadowcy przewożonego towaru.
To przewoźnik odpowiada za legalność przejazdu, a załadowca za dopuszczenie do wyjazdu pojazdu o niedozwolonych gabarytach. Brak kary dla kierowcy na tym etapie nie oznacza pobłażliwości. Oznacza jedynie, że prawo jasno wskazuje, kto ponosi główną odpowiedzialność finansową i administracyjną. W praktyce kary nakładane na przewoźnika i załadowcę mogą być bardzo wysokie, zwłaszcza gdy doszło do uszkodzenia infrastruktury i paraliżu komunikacji miejskiej.
To ważny sygnał dla całej branży: odpowiedzialność za „ponadnormę” nie kończy się na firmie transportowej. Załadowca również odpowiada za skutki takiego przejazdu.
Wnioski dla branży transportowej
Zdarzenie z ul. Stalmacha to kolejny przykład, że przewóz ponadnormatywny realizowany bez zezwoleń, pilotażu i planowania trasy zawsze kończy się źle. Czasem skutkiem są tylko kary finansowe, innym razem paraliż miasta i realne zagrożenie dla ludzi.
Problemem nie są „czepiający się centymetrów” inspektorzy, lecz presja czasu, brak odpowiedzialności i próby omijania przepisów. W Sylwestra w Szczecinie iskrzyło dosłownie. Na szczęście obyło się bez ofiar, ale finał i tak okazał się bardzo kosztowny – i będzie miał swoje konsekwencje dla więcej niż jednego podmiotu.
Źródło: WITD Szczecin










