Na Podkarpaciu kierowca ciężarówki stracił panowanie nad pojazdem po rozerwaniu opony, zjechał z drogi i przewrócił się na bok; niestety jego życia nie udało się uratować.
Na miejscu policjanci przeprowadzili oględziny, zabezpieczyli ślady i wykonali czynności, które pozwolą ustalić dokładne okoliczności zdarzenia. Postępowanie trwa.
Na obecnym etapie nie są znane przyczyny rozerwania opony w tym konkretnym pojeździe. Poniższe rozważania mają charakter ogólny i odnoszą się do realiów transportu ciężkiego jako całości. Nie ferujemy wyroków ani wobec kierowcy, ani wobec przewoźnika – ostateczne ustalenia należą wyłącznie do organów prowadzących postępowanie.
Co – ogólnie – może doprowadzić do rozerwania opony?
W praktyce transportowej istnieje kilka czynników, które mogą prowadzić do wystrzału opony niezależnie od pogody i rodzaju drogi. Najczęściej wskazuje się na niewłaściwe ciśnienie w ogumieniu. Zbyt niskie lub nierównomierne powoduje nadmierną pracę boków opony, jej przegrzewanie od wewnątrz oraz postępujące zmęczenie materiału. To właśnie ten czynnik bardzo często pojawia się w analizach podobnych zdarzeń.
Znaczenie ma również wiek i tzw. zmęczenie materiału. Opona może z zewnątrz wyglądać na jeszcze sprawną, a jednocześnie posiadać mikrouszkodzenia konstrukcyjne, niewidoczne podczas pobieżnych oględzin.
Nie można też wykluczyć wcześniejszego uszkodzenia mechanicznego. Najechanie na krawężnik, ubytek w jezdni lub twardy przedmiot nie zawsze skutkuje natychmiastową awarią. Czasem opona pęka dopiero po przejechaniu kolejnych kilometrów.
Kolejnym czynnikiem bywa przeciążenie osi lub nierównomierny rozkład ładunku. Nawet przy prawidłowej masie całkowitej pojazdu jedna z osi może być obciążona ponad normę, co znacząco wpływa na pracę ogumienia.
Wreszcie możliwy jest gwałtowny ubytek powietrza spowodowany awarią zaworu, nieszczelnością felgi lub nagłym rozszczelnieniem samej opony.
Podkreślmy raz jeszcze: to są ogólne scenariusze znane z praktyki branży, a nie opis tego, co wydarzyło się w Zarszynie.
Wystrzał opony zawsze zaskakuje
Rozerwanie opony w czasie jazdy jest dla kierowcy zdarzeniem nagłym i ekstremalnie trudnym do opanowania. Huk, szarpnięcie zestawu i utrata stabilności sprawiają, że nawet doświadczony kierowca ma ułamki sekund na reakcję. W przypadku pojazdu ciężarowego margines błędu praktycznie nie istnieje. Kilkanaście lub kilkadziesiąt ton masy zaczyna zachowywać się w sposób nieprzewidywalny.
Opony „dojeżdżane do końca” – problem całej branży
Nie oszukujmy się – każdy kierowca zawodowy widział w trasie opony eksploatowane do granic możliwości. Minimalny bieżnik, stare łaty zamiast wymiany, ciśnienie sprawdzane „na oko”, a z bazy słyszane: „jeszcze pojeździsz”. To jednak problem systemowy, a nie zarzut wobec konkretnej firmy czy konkretnego wypadku. Presja kosztów w transporcie jest realna, ale rachunek bywa brutalny: oszczędność kilku tysięcy złotych kontra ludzkie życie.
Kto odpowiada za stan ogumienia?
Podczas kontroli drogowej mandat może otrzymać kierowca, bo to on prowadzi pojazd. Odpowiedzialność za stan techniczny floty spoczywa jednak przede wszystkim na przewoźniku – to on decyduje o serwisach, wymianach i dopuszczeniu pojazdu do ruchu. Kierowca ma obowiązek wykonania codziennego obchodu i zgłoszenia nieprawidłowości. Jeśli świadomie rusza w trasę niesprawnym pojazdem, część odpowiedzialności spada również na niego.
Co zrobić, by takich tragedii było jak najmniej?
Wypadek w Zarszynie to kolejny dramatyczny sygnał ostrzegawczy. Jeśli branża chce realnie ograniczyć podobne zdarzenia, potrzebna jest zmiana podejścia do bezpieczeństwa – od regularnej i rzetelnej kontroli ciśnienia w ogumieniu, przez wymianę opon zanim osiągną granice zużycia, po realną odpowiedzialność przewoźników za stan techniczny floty. Równie ważne jest wsparcie kierowców, którzy mają odwagę odmówić wyjazdu niesprawnym pojazdem, zamiast być zmuszanymi do „jazdy za wszelką cenę”.
Żaden termin, żadna stawka i żaden kontrakt nie są warte ludzkiego życia.
Źródło: Policja










