Ta sytuacja zaczyna się dość typowo, ale szybko wychodzi poza schemat. Inspektorzy mazowieckiej ITD zatrzymują na jednej z głównych ulic Radomia ciągnik siodłowy z naczepą niskopodwoziową. Już sam zestaw nie należy do codziennych – a to w praktyce oznacza jedno: większe zainteresowanie służb i większe prawdopodobieństwo kontroli.
Kierowca realizował krajowy transport i zdążył przejechać ponad 100 kilometrów, zanim został zatrzymany. W tym momencie wszystko jeszcze mieści się w granicach „codzienności” transportowej. Do czasu sprawdzenia danych.
Zakaz sądowy i brak uprawnień
Weryfikacja w systemach nie pozostawia wątpliwości – kierowca miał zatrzymane prawo jazdy oraz sądowy zakaz prowadzenia pojazdów. Mimo to prowadził ciężarówkę z naczepą.
To już nie jest wykroczenie, ale przestępstwo. Zgodnie z art. 244 Kodeksu karnego, złamanie sądowego zakazu prowadzenia pojazdów zagrożone jest karą od 3 miesięcy do nawet 5 lat pozbawienia wolności. Do tego dochodzi grzywna, a w praktyce sądy często orzekają także kolejny, jeszcze dłuższy zakaz prowadzenia pojazdów.
Warto podkreślić, że w takich przypadkach nie ma znaczenia, czy kierowca „tylko podjechał kawałek”, czy przejechał kilkaset kilometrów. Sam fakt prowadzenia pojazdu wbrew zakazowi uruchamia odpowiedzialność karną.
Naruszenia czasu pracy – dokładanie do problemu
Jakby tego było mało, analiza danych z tachografu pokazała kolejne naruszenia. Kierowca przekroczył maksymalny czas prowadzenia pojazdu bez wymaganej przerwy i nie zrealizował prawidłowego dziennego odpoczynku.
To pokazuje pewien schemat: jeśli ktoś ignoruje tak fundamentalny zakaz jak sądowy zakaz prowadzenia pojazdów, często idą za tym kolejne naruszenia. W tym przypadku mamy klasyczne „nadrabianie” – jazdę ponad normy, bez wymaganych przerw.
Efekt? Mandaty na miejscu i dalsze konsekwencje w postępowaniu administracyjnym.
Gdzie w tym wszystkim jest przewoźnik?
I tu dochodzimy do najciekawszego, ale też najtrudniejszego wątku.
Bo o ile odpowiedzialność kierowcy jest oczywista, o tyle pojawia się pytanie: jak to możliwe, że osoba z sądowym zakazem prowadzenia pojazdów w ogóle wsiadła za kierownicę w ramach wykonywania transportu?
Nie ma dziś przepisu, który automatycznie i obligatoryjnie informowałby pracodawcę o tym, że jego kierowca utracił uprawnienia lub został objęty zakazem. Kierowca mógł zostać zatrudniony kilka lat wcześniej i w międzyczasie stracić prawo jazdy.
Ale to nie oznacza, że przewoźnik jest całkowicie „poza systemem”.
Narzędzia są – pytanie, czy ktoś z nich korzysta
Obecnie funkcjonują rozwiązania, które pozwalają na bieżąco weryfikować uprawnienia kierowców – także zdalnie, w trybie online. Pracodawca może cyklicznie sprawdzać, czy jego pracownik nadal posiada ważne prawo jazdy i czy nie został objęty zakazem. To nie jest już kwestia możliwości technicznych, tylko organizacji pracy i procedur w firmie.
Brak takiej kontroli nie jest może wprost nazwany przestępstwem, ale w praktyce może prowadzić do bardzo poważnych konsekwencji – właśnie takich jak w tej sprawie.
Odpowiedzialność przedsiębiorcy
W opisywanym przypadku inspektorzy sporządzili protokół, a wobec przedsiębiorcy zostanie wszczęte postępowanie administracyjne. To oznacza realne ryzyko kar finansowych za naruszenia przepisów transportowych.
Ale to nie wszystko.
Jeżeli okaże się, że przewoźnik dopuścił do wykonywania transportu przez osobę bez wymaganych uprawnień, może to zostać potraktowane jako poważne naruszenie warunków wykonywania działalności transportowej. W skrajnych przypadkach w grę wchodzą konsekwencje dotyczące dobrej reputacji przedsiębiorcy – a to już bezpośrednio wpływa na możliwość dalszego prowadzenia działalności.
Do tego dochodzą kary za naruszenia czasu pracy kierowców, które również obciążają firmę.
Jeden przypadek, kilka poziomów odpowiedzialności
Ta historia jest o tyle „klarowna”, że trudno tu mówić o przypadku czy nieświadomości. Kierowca świadomie złamał sądowy zakaz i przepisy o czasie pracy. Ale jednocześnie pokazuje coś jeszcze – systemową lukę po stronie organizacji transportu.
Bo ostatecznie to nie tylko historia jednego kierowcy. To także pytanie o nadzór, procedury i realną kontrolę w firmach transportowych. I o to, czy w dobie dostępnych narzędzi naprawdę można jeszcze mówić, że „nie dało się sprawdzić”.
Źródło: WITD Radom










