Ruch, który zmienił wszystko i pokazał, że warto wyjść z ciężarówki i trochę poćwiczyć

Ruch, który zmienił wszystko i pokazał, że warto wyjść z ciężarówki i trochę poćwiczyć

Cześć, witam ponownie. Może niektórzy z Was mnie już kojarzą 😉 Mam na imię Natalia i miałam już przyjemność gościć w tym portalu powiadając o swoich początkach za kierownicą ciężarówki.

Dziś chciałabym się podzielić z Wami swoją drugą wielką pasją, jaką jest aktywność fizyczna, którą godzę w wykonywanym zawodem.

Wielu kierowców mówi, że przy tym zawodzie grafik jest tak napięty, że nie ma czasu absolutnie na nic. Ja pokazuję, że jednak można to pogodzić z aktywnością fizyczną – choć u mnie wcale nie zaczęło się od ciężarówki.

Jeszcze kilka lat temu byłam typowym kanapowcem. Raczej leniwa, bez potrzeby ruchu. Wszystko zmieniło się wtedy, gdy pojawiły się dzieci. Zaczęliśmy więcej spacerować, wychodzić razem na świeże powietrze. Od spacerów przeszłam do truchtania, potem do biegania, aż w końcu do zawodów.

Dołączyłam do miejskiej grupy sportowej, a w zeszłym roku założyliśmy własną ekipę biegową – Run Team Drwęca Golub-Dobrzyń. To klub typowo biegowy, choć mamy też inne sportowe zajawki. Udało nam się nawet pozyskać środki, dzięki czemu mamy swoje koszulki, bluzy i barwy. To naprawdę motywuje.

Jeśli chodzi o samą pracę w transporcie, to ja od początku miałam sporo ruchu. Zarówno w poprzedniej firmie, jak i w obecnej, wykonuję dużo pracy fizycznej – ręczne załadunki, rozładunki, manewry pod rampami, bokiem, tyłem. Na „przerzutach” kilometrów się nie nabiega, ale samej aktywności w ciągu dnia nie brakuje.

Poza tym mam taki charakter, że długo w jednym miejscu nie usiedzę. Jeśli trafi się dłuższe czekanie, to po prostu mnie nosi. Wracam z pracy, robię szybki obiad i idę na trening. Trenuję po pracy, nie w trakcie – mam ten komfort, że codziennie zjeżdżam do domu i mogę skorzystać z miejskiej siłowni albo wyjść pobiegać.

Jestem aktywna właściwie codziennie. Trzy – cztery razy w tygodniu biegam, a sześć razy w tygodniu chodzę na siłownię. Te aktywności wchodzą w krew tak bardzo, że organizm sam się ich domaga. Bez ruchu po prostu czegoś brakuje.

Pamiętam zdjęcie sprzed lat – ważyłam wtedy ponad 90 kilogramów przy wzroście 175 cm. Dziś ważę około 64 kilogramów. To ponad 30 kilo różnicy. Zaczynałam bardzo ostrożnie: trzy kilometry, marszobiegi, na raty. Potem przyszły piątki biegane ciągiem, aż w końcu dłuższe dystanse. Mój obecny rekord to 53 kilometry. Mam za sobą maraton i starty w ultramaratonach. W tym roku kończę 40 lat i marzy mi się przebiec 100 kilometrów – taki prezent na czterdziestkę.

Do biegania doszedł też rower szosowy. Mój syn trenuje kolarstwo i to on mnie w to wciągnął. Wystartowałam nawet w triathlonie (na jednej ósmej dystansu) i w duathlonie w Gdańsku.

Na siłowni spędzam średnio półtorej godziny. Treningi są typowo siłowe. Nie skupiam się jeszcze na ciężarach, bardziej na technice. Trenuje mnie kolega, z którym razem biegamy – on ma już osiem lat doświadczenia na siłowni i to on mnie wciągnął w ten świat.

Aktywność fizyczna ogromnie wpłynęła na moje samopoczucie w kabinie. Mam niespożytą energię – jadę, słucham głośno muzyki, śpiewam, tańczę. Plecy nie bolą, głowa pracuje zupełnie inaczej.

Uważam, że ruch w tym zawodzie jest absolutnie potrzebny. To inwestycja w przyszłość – w to, żeby na starość być sprawnym i samodzielnym. Praca kierowcy nie jest dla każdego. To zawód wymagający cierpliwości i odporności psychicznej, ale naprawdę potrafi zahartować.

Cdn.

Sprawdź także