Zbliża się 1 listopada. Już wiem, że w tym roku nie uda mi się zjechać do kraju i odwiedzić grobów bliskich. Zostanę gdzieś na trasie, w kabinie ciężarówki. Wieczorem, kiedy człowiek ma trochę czasu, zaczynają przychodzić do głowy różne myśli. Ten list kierowcy zawodowego jest właśnie próbą podzielenia się kilkoma z nich z innymi kierowcami.
Za kierownicą pracuję od ośmiu lat. Wcześniej przez dwa lata jeździłem busami po Europie. Nie narzekam na swoją pracę. Lubię ją, robię to, co chciałem robić. Ale jest coś, co za każdym razem, kiedy wychodzę z domu, przypomina mi, że ta praca ma również swoją drugą stronę.
Żegna mnie czteroletnia Zosia. Niby zwykłe pożegnanie, jakich wiele. Dziecko macha na do widzenia, tata wsiada do samochodu i rusza w trasę. A jednak za każdym razem coś ściska człowieka w środku. Bo wiem, że wyjeżdżam na kilka dni, czasem dłużej, a ona zostaje i czeka na mój powrót.
Na drodze widziałem już niejedno. Wypadki, rozbite samochody, tragedie, po których zostają zamknięte pasy ruchu, służby ratunkowe i czyjeś życie wywrócone do góry nogami. W takich sytuacjach chyba każdy kierowca przez chwilę myśli: dobrze, że to nie ja. Dobrze, że tym razem wracam dalej do swojej trasy.
Tylko że przecież każdy z nas wyjeżdża z domu z przekonaniem, że wróci. Nikt nie wsiada do ciężarówki czy busa, myśląc, że może to być jego ostatnia podróż. A jednak nie wszyscy wracają.
I właśnie wtedy pojawia się pytanie: czy swoim codziennym zachowaniem na drodze sami nie utrudniamy sobie tego powrotu?
Nie zamierzam pisać kolejnego tekstu o tym, jak jeżdżą kierowcy samochodów osobowych. Odpowiedzialności nie chcę też zrzucać na innych. Wśród nas, kierowców ciężarówek i busów, również są osoby, które za nic mają bezpieczeństwo. Każdy, kto jeździ zawodowo, wie, o czym mówię. Widzimy przecież, co czasami dzieje się na drogach i wyprawia na parkingach, głównie w weekendy. Nie trzeba nikomu opowiadać.
Nikogo nie zamierzam jednak pouczać. Nie będę apelował, żeby każdy zdjął nogę z gazu, zachował odstęp czy był bardziej życzliwy. Ci, którzy na co dzień kierują się takimi zasadami, nie potrzebują kolejnego przypomnienia. A ci, którzy uważają, że przepisy i bezpieczeństwo są dla innych, pewnie i tak nie zmienią zdania po przeczytaniu mojego listu.
Dla wielu z nas będzie to czas odwiedzin na cmentarzach, wspominania bliskich i spotkań z rodziną. Wśród osób, które odeszły, są również ci, którzy kiedyś wyjechali w trasę i już z niej nie wrócili. Nie zawsze ich znaliśmy. Czasem byli to kierowcy spotkani na parkingu, czasem ludzie, których mijaliśmy na drodze. Ale ich historie przypominają, jak niewiele potrzeba, żeby zwykły dzień pracy zakończył się tragedią.
Może więc warto zacząć od drobiazgów. Czasem wystarczy odpuścić jedno oczko na autostradzie, kiedy ktoś nas wyprzedza. Innym razem wystarczy mrugnąć światłami, żeby drugi kierowca mógł spokojnie włączyć się do ruchu. Ważna jest też odrobina cierpliwości, kiedy ktoś przed nami popełni błąd albo jedzie wolniej, niż byśmy chcieli.
To nie są wielkie rzeczy. Nie kosztują pieniędzy ani dodatkowego czasu. Nie twierdzę, że taki gest na pewno komuś uratuje życie. Może jednak sprawić, że na drodze będzie trochę mniej nerwów, pośpiechu i niepotrzebnego ryzyka.
Pewnie ktoś napisze, że siedzę wieczorem w kabinie, naszła mnie nostalgia i dlatego wymyślam takie rzeczy. Żeby było jasne: nie piszę tego po alkoholu. Zdarza mi się wypić piwo czy coś mocniejszego, ale po pracy, po powrocie do domu, przy grillu czy w gronie znajomych. Nigdy w trasie. Alkohol i prowadzenie samochodu nie mają ze sobą nic wspólnego. I nie powinny mieć.
Trudno powiedzieć, ilu kierowców zgodzi się z tym, co napisałem. Być może nikt nie zmieni swojego zachowania po przeczytaniu tych kilku zdań. Nie mam takiego złudzenia. Chciałbym tylko, żeby każdy z nas czasem zadał sobie pytanie, czy naprawdę warto się tak szarpać, spieszyć i ryzykować.
Bo przecież po drugiej stronie trasy ktoś czeka. Żona, mąż, dzieci, rodzice. Ktoś, kto chce po prostu usłyszeć, że już jesteśmy w drodze do domu.
Każdy z nas chciałby wrócić. Zróbmy więc czasem trochę więcej, żeby tak właśnie było.
Szerokości i bezpiecznych powrotów.
Piotrek










