Nie jestem z tych osób, które od dziecka marzyły, bo zostać kierowcą, ale tak potoczyło się moje życie.
Należę do tych, którą przede wszystkim interesuje świat i poznawanie nowych miejsc. Bez wątpienia to właśnie dlatego skończyłam na Uniwersytecie Wrocławskim kierunek przyrodniczy i zdobyłam tytuł magistra geografii. Studia były fantastyczne… ale co można robić po geografii? Prawdopodobnie najwięcej, co mam teraz z tym wspólnego, to tytuł „mgr” – kojarzący się z magazynierem, kiedy trzeba sobie ładować na naczepę palety wózkiem paletowym… 😀 W zawodzie kierowcy najbardziej mnie pociągała możliwość poznania świata, przemieszczania się, okazja by połączyć przyjemne z pożytecznym. I na pewno się nie zawiodłam na moich oczekiwaniach, chociaż wiem, że większość kierowców ma inne priorytety.

Najbardziej lubię mój weekend w trasie, który przypada raz w miesiącu. Nie zawsze mam wpływ na to, gdzie zaparkuję, ale zdarza się, że mogę go zaplanować. A kiedy nie mam – też zawsze znajdę w okolicy coś ciekawego do zobaczenia, nawet jeśli trzeba podjechać jakimś środkiem lokomocji. I właśnie wtedy, gdy większość kierowców na parkingu instaluje na ciągnikach swoje anteny satelitarne, by zadekowani w kabinie spędzić cały weekend przed ekranem, albo też gdy inni lecą w sobotę rano do najbliższego „Lidla”, aby urządzić sobie zakrapianego grilla na parkingu i snuć się na czterech aż do niedzielnego wieczoru – ja pakuję plecak, włączam w telefonie mapy i wyruszam na zwiedzanie okolicy, w której dane mi było się zatrzymać.

Na studiach miałam różne przedmioty i poznawałam naprawdę szczegółowe aspekty geografii, geologii, geomorfologii, kartografii, jednak to praca kierowcy zawodowego sprawiła, że bez problemu potrafię umiejscowić na mapie Europy: Hamburg, Frankfurt, Nancy, Liege, Sittard, Plzen, Karlsruhe czy San Sebastian. Wiem, że na krzyżówce A1 i A2 w Niemczech stoi pomnik helikoptera i ratowników-aniołów, wiem że A3 jest górzysta, a A7 jeszcze niedawno cała w korkach z powodu kilkuletnich remontów, teraz bez problemu po nowym asfalcie prowadzi z południa na samą północ Niemiec. Wiem, że przez Francję można w 9 godzin przelecieć dużo więcej kilometrów niż przez pełne korków Niemcy, że w Belgii nie można wyprzedzać podczas deszczu i znam na pamięć umiejscowienie większości radarów przy głównych szlakach. Ale przede wszystkim odkryłam wiele perełek pośród europejskich miast, do których nigdy nie trafiłabym ot tak sobie.

cdn.










