Kierowcą zostałam z zamiłowania. Mam to w genach. W swoją pierwszą trasę w 2017 roku pojechałam ze swoim chłopakiem, który jako pierwszy dał mi podjechać, jak byliśmy sami na zamkniętej firmie, poczułam że to jest to, z czym wiąże swoją przyszłość. Wiedziałam, że praca typowo biurowa, siedzącą w jednym miejscu nie jest dla mnie. W 2018 roku poinformowałam rodziców, że podjęłam decyzję o zrobieniu prawa jazdy i tak zaczęła się moja przygoda, a raczej sens życia.

Początkowo jeździłam po kraju na ruchomej podłodze, potem przesiadłam się na międzynarodówkę. Początki nie należały do łatwych, bo jako kobieta bez doświadczenia, na dodatek ze wschodniej Polski, miałam problem ze znalezieniem kogoś, kto da mi szansę. Kobiety za kierownicą dalej budzą uczucie zdziwienia, czasem zachwytu. Wielokrotnie słyszałam, że jako kobieta sobie nie poradzę ,bo w tym zawodzie są sytuację kryzysowe, ale nie poddałam się. Jeździłam na ruchomej podłodze, na kontenerach i firance. W tamtym czasie miałam zaliczone już 24 kraje ciężarówką.

W 2020 roku, w czasie panującej pandemii moje życie legło w gruzach. Wracając osobówką we Włoszech, śpiąc jako pasażer byłam poszkodowana w wypadku osobowym. Po trzytygodniowym pobycie w szpitalu wróciłam do Polski, ale na wózku inwalidzkim. Miałam bardzo ciężkie obrażenia, trwała walka o uratowanie mojej prawej nogi, która ucierpiała najbardziej. Dzięki pomocy przede wszystkim ze strony kierowców oraz zaprzyjaźnionych portali, z którymi miałam przyjemność wcześniej współpracować i rehabilitacja, która była bardzo trudna i bolesna po 9 miesiącach wróciłam za kółko…

cdn.










