Na trasie S61 w rejonie Budziska funkcjonariusze Służby Celno-Skarbowej zatrzymali do kontroli ciężarówkę jadącą z Łotwy. Z dokumentów wynikało, że w cysternie znajduje się ponad 31 tys. litrów oleju smarowego. Już wstępne czynności kontrolne wzbudziły jednak wątpliwości, które szybko potwierdziły badania laboratoryjne.
Próbki przewożonego towaru sprawdzono w Mobilnym Laboratorium Paliw Ciekłych oraz w laboratorium celnym. Wynik był jednoznaczny: zamiast deklarowanego oleju smarowego w cysternie znajdował się olej opałowy.
Towar o innym statusie, inne obowiązki
Różnica nie sprowadza się wyłącznie do nazwy. Olej opałowy to wyrób akcyzowy objęty konkretnymi zasadami przemieszczania pomiędzy państwami Unii Europejskiej. Taki transport powinien odbywać się w systemie EMCS, na podstawie dokumentu e-AD albo po wcześniejszym rozliczeniu akcyzy.
W tym przypadku nie spełniono żadnego z tych warunków. Szacunkowa należność podatkowa sięga blisko 58 tys. zł. Cysterna została zajęta, a sprawa trafiła do postępowania karnego skarbowego.
To nie wygląda na przypadek
Ten schemat nie jest nowy. Zamiast prostego naruszenia przepisów mamy raczej do czynienia z próbą ich obejścia. Na papierze pojawia się produkt o innym statusie akcyzowym, mniej problematyczny w transporcie, podczas gdy faktycznie przewożony jest towar objęty znacznie bardziej rygorystycznymi regulacjami.
To działanie rozpisane wcześniej, na etapie organizacji transportu. Decyzje zapadają zanim pojazd wyjedzie w trasę. Kierowca w tym układzie pojawia się na końcu całego łańcucha.
Kierowca wiedział czy nie?
I tu dochodzimy do najciekawszego wątku. W komunikacie nie pojawia się żadna informacja o odpowiedzialności kierowcy. Mowa jest o wszczęciu postępowania wobec organizatorów transportu, ale bez wskazywania osoby siedzącej za kierownicą.
To nie jest przypadek. Kierowca cysterny nie uczestniczy w analizie chemicznej produktu podczas załadunku. Nie ma narzędzi, by sprawdzić, co faktycznie trafia do komór. W praktyce opiera się na dokumentach przewozowych i informacjach przekazanych przez załadowcę.
Jeżeli w dokumentach wpisano olej smarowy, a do zbiornika trafia coś innego, kierowca nie ma możliwości zweryfikowania tego w trasie.
Brak zarzutów też coś mówi
Milczenie w komunikacie bywa znaczące. Skoro nie wskazano kierowcy jako podejrzanego, można zakładać, że na tym etapie postępowania nie ma dowodów na jego świadomy udział w procederze.
Nie oznacza to jednak pełnego wyłączenia z odpowiedzialności. W przypadku udowodnienia, że kierowca wiedział o nieprawidłowościach lub brał udział w działaniu, konsekwencje mogą objąć również jego. Prawo karne skarbowe nie wyklucza takiego scenariusza.
Ostatnie ogniwo łańcucha
Sprawa z Budziska po raz kolejny pokazuje, jak wygląda rzeczywistość w transporcie specjalistycznym. Kabina ciężarówki bywa ostatnim etapem decyzji podejmowanych znacznie wcześniej — przez nadawcę, zleceniodawcę czy organizatora przewozu.
I choć to kierowca jest tym, którego zatrzymuje się do kontroli, nie zawsze jest tym, który ma realny wpływ na to, co faktycznie znajduje się w cysternie.
Źródło: IAS Białystok










