W czasie majówki ciął plandeki i brał, co było pod ręką. Straty niewielkie, konsekwencje ogromne

W czasie majówki ciął plandeki i brał, co było pod ręką. Straty niewielkie, konsekwencje ogromne

Początek maja w transporcie oznacza jedno – przymusowe postoje. Ograniczenia ruchu dla ciężarówek sprawiają, że wiele zestawów musi zatrzymać się na dłużej niż zwykle. Często nie na dużych, strzeżonych parkingach, tylko tam, gdzie akurat uda się zjechać z trasy.

To tworzy specyficzną sytuację. Samochód stoi przez wiele godzin, czasem kilka dni, a wokół niewiele się dzieje. Dla jednych to przerwa w pracy, dla innych okazja.

Prosty schemat, który się powtarzał

Policjanci z Chojnowa zatrzymali 34-letniego mężczyznę, który w krótkim czasie włamywał się do naczep ciężarówek. Jego sposób działania nie był skomplikowany. Zrywał plomby, przecinał plandekę i wyjmował towar zapakowany w kartony.

Najpierw zniknęło dziewięć kartonów z filtrami o wartości około 10 tys. zł. Dwa dni później doszło do kolejnego włamania – tym razem straty oszacowano na około 5 tys. zł. Kilka godzin później sprawca ponownie wrócił do tego samego schematu i zabrał kolejne kartony z towarem, tym razem z lizakami.

Liczyło się tylko to, co było w zasięgu ręki

Zdarzenia wskazują na jedno – nie chodziło o konkretny, wcześniej upatrzony ładunek. Sprawca brał to, co znajdowało się w środku i co dało się szybko wynieść.

Tego typu sytuacje pokazują, że przy naczepach plandekowych dostęp do ładunku można uzyskać w bardzo prosty sposób. Wystarczy chwila i podstawowe narzędzia.

Cała seria zdarzeń zamknęła się kwotą ponad 16 tys. zł strat. Niewiele, patrząc na wartość ładunków przewożonych w transporcie drogowym. Znacznie poważniejsze mogą okazać się jednak konsekwencje dla sprawcy. 34-latek działał w warunkach recydywy. W takiej sytuacji przepisy przewidują zdecydowanie surowsze kary – nawet do 15 lat pozbawienia wolności.

Dłuższy postój, większe ryzyko

Warto jednak spojrzeć na tę sprawę nieco szerzej, poza sam schemat „okazji dla złodzieja”. Majówkowe ograniczenia ruchu dla ciężarówek oznaczają przymusowe postoje, ale nie zawsze widać w tym pełny obraz sytuacji konkretnego kierowcy i ładunku.

W policyjnym komunikacie nie ma informacji, czy pojazd stał dlatego, że kierowca celowo „przeczekał” długi weekend po załadunku, czy też po prostu nie zdążył dojechać na rozładunek przed wprowadzeniem zakazu ruchu. A to istotna różnica.

W jednym przypadku mamy zaplanowany postój, w drugim – sytuację wymuszoną przepisami i realiami tras w transporcie drogowym. Tym bardziej, że mówimy o ładunkach, które nie należały do szczególnie wrażliwych czy wysokiego ryzyka. A jednak finalnie stają się łatwym celem.

I tu pojawia się pytanie, które w branży wraca regularnie: czy przymusowe, wielogodzinne lub wielodniowe postoje w okresach świątecznych i wzmożonego ruchu nie tworzą dodatkowo warunków, w których ryzyko takich zdarzeń po prostu rośnie? Bo choć przepisy mają porządkować ruch drogowy, w praktyce często oznaczają jedno – zestaw stoi, a kierowca może tylko liczyć na to, że nic się nie wydarzy.

Źródło: Policja

Sprawdź także