Fałszywe prawa jazdy w transporcie to nie jest nowy temat. Służby od lat wykrywają przypadki kierowców posługujących się podrobionymi dokumentami — i to zarówno wśród cudzoziemców, jak i obywateli Polski.
Najczęściej chodzi o dokumenty z krajów wschodnich, takich jak Ukraina czy Białoruś. To kierunek dobrze znany i regularnie kontrolowany. Problem w tym, że rzeczywistość rynku transportowego się zmienia, a razem z nią zmienia się też skala i „geografia” takich przypadków.
Coraz częściej pojawiają się sytuacje, które jeszcze kilka lat temu byłyby raczej wyjątkiem niż normą.
Dokument z Zimbabwe i kontrola przy granicy
Podczas kontroli prowadzonej przez funkcjonariuszy Straży Granicznej w rejonie Gubinka zatrzymano samochód dostawczy jadący od strony Niemiec. Za kierownicą siedział 53-letni obywatel Zimbabwe.
Sam przebieg kontroli początkowo nie wzbudzał większych zastrzeżeń. Mężczyzna posiadał dokumenty uprawniające do przekroczenia granicy. Dopiero w trakcie dalszych czynności okazał prawo jazdy, które wzbudziło wątpliwości funkcjonariuszy. Jak się okazało, dokument był podrobiony na wzór oryginalnego blankietu i nigdy nie został wydany przez władze Zimbabwe.
Sprawa zakończyła się zatrzymaniem kierowcy, który przyznał się do zarzutu i dobrowolnie poddał karze. Otrzymał 8 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata.
Transport w Europie zmienia się szybciej niż przepisy
Tego typu przypadki pokazują jedną rzecz bardzo wyraźnie — transport drogowy w Europie jest dziś znacznie bardziej międzynarodowy niż jeszcze kilka lat temu.
Na drogach spotykają się kierowcy z różnych części świata, coraz częściej również spoza Europy. Dla wielu firm to sposób na uzupełnienie braków kadrowych, które od dawna są jednym z największych problemów branży. To naturalnie oznacza, że służby kontrolne muszą być przygotowane na weryfikację dokumentów, z którymi wcześniej praktycznie nie miały styczności.
Bo czym innym jest sprawdzenie prawa jazdy z kraju sąsiedniego, a czym innym dokumentu wydanego — przynajmniej teoretycznie — na drugim końcu świata.
Szkolenia zamiast domysłów
Dlatego funkcjonariusze Straży Granicznej i innych służb regularnie przechodzą szkolenia, które pozwalają im rozpoznawać fałszywe dokumenty z różnych państw.
To nie jest kwestia „wyczucia”. W praktyce chodzi o znajomość zabezpieczeń, wzorów dokumentów, detali graficznych i sposobów, w jakie fałszerze próbują je odtworzyć. W przypadku takich krajów jak Zimbabwe trudno mówić o codziennym doświadczeniu. Tym bardziej znaczenie mają procedury i wiedza, która pozwala wychwycić nieprawidłowości.
Problem, który nie znika
Fałszywe prawa jazdy to nie incydenty, tylko powtarzający się problem, z którym służby mają do czynienia regularnie.
Zmienia się jedynie jego skala i kierunki.
Jeszcze niedawno dominowały dokumenty z najbliższego regionu. Dziś coraz częściej pojawiają się przypadki, które pokazują, jak bardzo transport drogowy stał się globalny — i jak bardzo system kontroli musi za tym nadążać.
Bo na końcu nie chodzi o sam dokument. Chodzi o to, kto faktycznie siedzi za kierownicą i czy naprawdę ma uprawnienia, żeby tam być.
Źródło: Nadodrzański Oddział SG










