Służbowe psy „miały nosa”, ale co kierowało poczynaniami prokuratorów?

Służbowe psy „miały nosa”, ale co kierowało poczynaniami prokuratorów?

Dwa pozornie zwyczajne transporty – cebula i filtry samochodowe – okazały się przykrywką dla milionów złotych w papierosach bez akcyzy. Kierowcy zamiast wrócić na trasę, trafili na trzy miesiące do aresztu. Prokuratura jest pewna, że musieli wiedzieć… tylko skąd ta pewność?

Cebula, która pachniała inaczej

Budzisko, granica z Litwą. Funkcjonariusze podlaskiej KAS zatrzymują ciężarówkę na białoruskich numerach. 46-letni kierowca przekazuje dokumenty na przewóz cebuli. Rutynowa kontrola zmienia się jednak w akcję specjalną. W kartonach z warzywami ukryto 91 tysięcy paczek papierosów z białoruskimi znakami akcyzy – kontrabanda o wartości ponad 1,5 mln zł. W akcji pomaga wyszkolony pies służbowy, który w kilka chwil wyczuwa charakterystyczny zapach tytoniu.

Filtry, które nie filtrowały

Kilka dni później, w tym samym Budzisku, na drodze S61 celnicy zatrzymują litewską ciężarówkę jadącą z Estonii. Dokumenty mówią o filtrach samochodowych. Prześwietlenie i szczegółowa rewizja ujawniają jednak coś więcej: 350 tysięcy paczek papierosów bez polskich znaków akcyzy. Wartość – prawie 6 milionów złotych. Towar maskujący? Jedynie atrapa, która nie oszuka psa o imieniu Hera.

Z pola i z magazynu – prosto do aresztu

W obu przypadkach scenariusz był podobny. Po zabezpieczeniu kontrabandy, funkcjonariusze Służby Celno-Skarbowej przekazali sprawy Prokuraturze Rejonowej w Suwałkach. Tam zapadła decyzja: wnioskujemy o tymczasowy areszt dla kierowców na trzy miesiące. Sąd przychylił się do wniosku. Maksymalny wymiar kary w obu przypadkach – do 10 lat więzienia.

Skąd ta pewność?

I tu rodzi się pytanie, które elektryzuje środowisko kierowców: jeśli ktoś wiezie towar z legalnymi dokumentami, a ktoś inny „dokłada” przemyt, to czy zawsze oznacza to winę? Aby sąd zgodził się na areszt, prokuratura musi przedstawić mocne przesłanki. To mogą być nagrania z załadunku, dane GPS, analiza czasu pracy, odczyty z telefonu czy wcześniejsze ustalenia operacyjne. Takich szczegółów jednak w oficjalnych komunikatach brak.

Czy kierowcy rzeczywiście byli częścią przemytniczego planu? A może stali się kozłami ofiarnymi w transporcie, w którym towar „maskujący” był tylko przykrywką dla kogoś innego? Na te pytania odpowiedzi na razie brak. Pewne jest jedno – w walce z kontrabandą wyszkolone psy są niemal nieomylne, a gdy ich nos „coś poczuje”, konsekwencje mogą być bardzo poważne.

Źródło: IAS Białystok

Sprawdź także