Jeszcze nie opadł kurz po ostatnim zdarzeniu w tunelu na Zakopiance, o którym pisaliśmy w materiale:
Minęło raptem 10 dni – i znów ciężarówka pojawia się w roli głównej.
Koło, które mogło zabić
Tym razem – jak poinformowała Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad – w tunelu na trasie S7 doszło do wyjątkowo groźnego incydentu. Z przejeżdżającej ciężarówki odpadło koło. Sam fakt jego oderwania to jedno, ale to, co wydarzyło się chwilę później, mrozi krew w żyłach.
Koło uderzyło w ścianę tunelu, odbiło się i z dużą prędkością przeleciało tuż nad samochodem osobowym jadącym za ciężarówką.
Dosłownie sekundy dzieliły kierowcę osobówki od potencjalnej tragedii.
Reakcja kierowcy – szybka i zdecydowana
Na szczęście tym razem obyło się bez ofiar i uszkodzeń innych pojazdów. Duża w tym zasługa samego kierowcy ciężarówki, który – jak podkreślają drogowcy – zareagował natychmiast.
Zatrzymał pojazd, wrócił po oderwane koło i przy wsparciu służby drogowej zabezpieczył oś. Następnie, już pod kontrolą, wyjechał z tunelu na MOP, gdzie zamontowano brakujący element.
To działanie z pewnością pozwoliło uniknąć kolejnych niebezpiecznych sytuacji – zwłaszcza że pozostawione na jezdni koło w tunelu mogłoby stać się śmiertelną pułapką dla innych kierowców.
Dobre działanie… ale czy na pewno?
Nie ma wątpliwości, że kierowca nie miał wpływu na samo zdarzenie – awarie tego typu zdarzają się nagle i często bez wyraźnych sygnałów ostrzegawczych. Pytanie pojawia się jednak gdzie indziej.
Czy wejście do tunelu i samodzielne usuwanie elementu z jezdni to zawsze właściwa decyzja?
Z jednej strony – szybka reakcja i usunięcie zagrożenia. Z drugiej – potencjalne ryzyko dla samego kierowcy oraz innych uczestników ruchu, zwłaszcza w ograniczonej przestrzeni tunelu, gdzie każdy nieprzewidziany manewr może mieć poważne konsekwencje.
Koła nie odpadają bez powodu
Najbardziej intrygujące w tej historii jest jednak coś innego. Bo umówmy się – koła w ciężarówkach nie odpadają „tak po prostu”.
Do takich sytuacji dochodzi najczęściej z kilku powodów:
Najczęstszy scenariusz to problemy z mocowaniem koła – poluzowane lub źle dokręcone nakrętki. Czasem to efekt błędu po serwisie lub wymianie ogumienia. Czasem – zaniedbania w kontroli.
Zdarzają się też uszkodzenia samych śrub lub piasty. Metal pracuje, zużywa się, a przy dużych obciążeniach i przebiegach może dojść do zmęczenia materiału.
Do tego dochodzi jeszcze jeden czynnik: brak regularnych kontroli „na oko”. Doświadczeni kierowcy wiedzą, że koło potrafi dać sygnały ostrzegawcze – charakterystyczne drgania, bicie, nietypowe dźwięki. Czasem widać też ślady luzowania się nakrętek.
Tylko że nie zawsze.
Bo bywa i tak, że wszystko wygląda dobrze aż do momentu, w którym nagle przestaje być dobrze – i wtedy nie ma już czasu na reakcję.
Sekundy, które robią różnicę
Czy kierowca mógł wcześniej zauważyć problem? Być może. Ale równie dobrze mogło nie być żadnych objawów.
Jedno jest pewne – gdy koło odrywa się w tunelu, margines błędu praktycznie nie istnieje.
W tym przypadku skończyło się na strachu. Ale patrząc na to, jak niewiele brakowało do uderzenia w samochód osobowy, trudno oprzeć się wrażeniu, że tym razem naprawdę ktoś miał sporo szczęścia.
Źródło: GDDKiA










