Zwykle, gdy do mediów trafiają informacje o nietrzeźwych kierowcach ciężarówek, mowa o skrajnych przypadkach. Kilka promili, jazda „od lewej do prawej”, reakcje innych uczestników ruchu, którzy w porę powiadamiają służby. Albo sytuacje wychodzące na jaw przy załadunku czy rozładunku, kiedy stan kierowcy nie pozostawia żadnych wątpliwości.
Tym razem jest inaczej. I właśnie dlatego ten przypadek zwraca uwagę.
Niby niewiele, a jednak za dużo
Do kontroli doszło 27 marca, około godziny 11:15, w miejscowości Złota Woda. Inspektorzy zatrzymali zestaw złożony z ciągnika siodłowego i naczepy należący do polskiego przewoźnika. Standardowa kontrola szybko przestała być rutynowa.
Badanie alkomatem wykazało 0,15 mg/l alkoholu w wydychanym powietrzu, a drugi pomiar – 0,11 mg/l. To oznacza stan po użyciu alkoholu, czyli poziom przekraczający dopuszczalne w Polsce 0,2 promila.
Niby niewiele. Ale wystarczająco, by zakończyć dalszą jazdę.
Godzina, która daje do myślenia
W tej historii zastanawia coś jeszcze. Nie noc, nie wczesny poranek po weekendzie, tylko środek dnia – piątek, godzina 11:15.
W przypadku kontroli w poniedziałek łatwo byłoby założyć klasyczny scenariusz: weekend, dłuższy odpoczynek, alkohol, który „jeszcze nie zszedł”. Tutaj taki trop jest mniej oczywisty. Trudno jednoznacznie wskazać, czy to efekt poprzedniego dnia, czy błędnego założenia, że „już można”.
Nie przesądzając, pozostaje pytanie: skąd bierze się decyzja, by wsiąść za kierownicę w takim stanie?
Granica, która bywa złudna
Różnica między dopuszczalnym wynikiem a tym, który wykazało urządzenie, jest niewielka. Można założyć, że gdyby kontrola odbyła się godzinę później, wynik mógłby zmieścić się w normie.
Ale w praktyce ta granica działa zero-jedynkowo. Jest przekroczenie – są konsekwencje.
To też pokazuje, jak złudne potrafi być ocenianie własnej „gotowości” do jazdy. Szczególnie następnego dnia, kiedy organizm funkcjonuje już normalnie, ale alkohol wciąż jest wykrywalny.
Nie reguła, a wyjątek
Warto przy tym jasno powiedzieć – takie sytuacje nie są codziennością w transporcie drogowym. Zdecydowana większość kierowców zawodowych podchodzi do tematu trzeźwości bardzo rygorystycznie.
Dlatego właśnie przypadki takie jak ten są nagłaśniane. Nie dlatego, że są normą, tylko dlatego, że odbiegają od standardu.
Co dalej z kierowcą
Na miejsce wezwano patrol policji, który przejął dalsze czynności. Funkcjonariusze zatrzymali kierowcy prawo jazdy.
Ponieważ mówimy o stanie po użyciu alkoholu (a nie stanie nietrzeźwości), sprawa kwalifikuje się jako wykroczenie. W takim przypadku kierowcy grozi:
- grzywna (najczęściej od kilku do nawet 30 tys. zł),
- zakaz prowadzenia pojazdów – zwykle od 6 miesięcy do 3 lat,
- 15 punktów karnych.
To właśnie zakaz prowadzenia pojazdów jest tutaj najdotkliwszy – szczególnie dla osoby pracującej za kierownicą.
Źródło: WITD Kielce










