Spadające w ostatnich dniach ceny paliwa, nadal są relatywnie wysokie, co sprawia, że zawartością baków, głównie ciężarówek, interesują się amatorzy cudzej własności. Właściwie nie ma tygodnia, by nie pojawiały się informacje o kradzieży paliwa z ciężarówek lub maszyn budowlanych. Złodziei nie odstraszają nawet drakońskie kary za ten proceder, bo za kradzież z włamaniem grozi nawet 10 lat pozbawienia wolności. Skłaniać ich do tego może jednak fakt, że mają oni o tyle ułatwione zadanie, że gdy zbiornik zazwyczaj nie jest należycie zabezpieczony przed kradzieżą, więc złodziejowi wystarczy wężyk, pusty kanister i czas.
Ale właśnie czasu zabrakło mężczyźnie, który na parkingu w Wolicy spuszczał paliwo z baku zaparkowanej ciężarówki. Nie przeszkadzał mu w tym nawet fakt, że kierowca spał w kabinie. Gdy napełniał drugi z baniaków został na tyle skutecznie spłoszony przez świadka, że uciekając pozostawił na miejscu „łup” oraz otwartego busa. Obudzony kierowca poinformował o zdarzeniu policję, która pojawiła się na parkingu. A w chwilę później – małżeństwo, które nie bardzo potrafiło wytłumaczyć swą obecność na miejscu kradzieży. Sprawa szybko się rozwiązała, bo w busie należącym do matki mężczyzny, który z żona przyjechał na parkingu odnaleziono m.in. dwa puste baniaki, kominiarkę i rękawiczki. Wszystko to o charakterystycznym zapachu ropy.
W związku z tym para została zatrzymana. Kobieta po przesłuchaniu w charakterze świadka zastała zwolniona, a jej mąż po nocy spędzonej w policyjnej celi usłyszał trzy zarzuty. Jeden usiłowania kradzieży z włamaniem, oraz dwa kradzieży z włamaniem. Stało się tak ponieważ policjanci tę sprawę połączyli z dwiema innymi, do których doszło w ostatnim półroczu w Czerwonej Górze i Wolicy.
Źródło: Policja, fot. poglądowa (policja)










