Wczoraj nad ranem, na drodze ekspresowej S61 w miejscowości Bęćkowo (pow. grajewski) doszło do tragedii. W konwoju trzech lawet jeden z kierowców złapał gumę. Zatrzymał się na prawym pasie i zaczął wymieniać oponę. Dwaj koledzy z konwoju zatrzymali się, żeby mu pomóc.
W tym czasie w bok stojących pojazdów uderzyła ciężarówka. Siła była tak duża, że auta przewożone na lawecie osunęły się z najazdów. Jedno z nich przygniotło mężczyznę wymieniającego koło – zginął na miejscu. Dwaj pozostali odskoczyli w ostatniej chwili, ale i tak skończyli w szpitalu.
Czy można wymieniać koło na drodze ekspresowej?
Prawo mówi jasno – na ekspresówce nie wolno się zatrzymywać, chyba że awaria zmusi kierowcę do postoju. Wtedy wolno, ale tylko na pasie awaryjnym, z włączonymi awaryjnymi i trójkątem.
Tyle przepisy. A praktyka? Wiadomo, jak jest. Wezwać serwis na drogę ekspresową to koszt, czas i często cała dniówka w plecy. Przewoźnik liczy złotówki, a kierowca próbuje ogarnąć sprawę sam. Problem w tym, że pas awaryjny na ekspresówce jest wąski – ciężarówka mieści się tam na styk, a człowiek wymieniający koło stoi praktycznie o pół metra od samochodów ciężarowych pędzących 90 km/h.
Dlaczego doszło do tragedii?
Najgorsze w tym wypadku było to, że ofiara nie zginęła od samego uderzenia ciężarówki, tylko została przygnieciona przez samochód zsuwający się z lawety. Takich rzeczy nie da się przewidzieć ani zabezpieczyć. Wystarczy jeden strzał i cały zestaw zamienia się w śmiertelną pułapkę.
Koledzy z konwoju zrobili to, co każdy z nas by zrobił – zatrzymali się, żeby pomóc. Tyle że na ekspresówce każdy taki postój to rosyjska ruletka.
Źródło: Policja










