Co jakiś czas słyszymy o pożarach samochodów ciężarowych, które zazwyczaj płoną doszczętnie, choć zdarzają się sytuacje, że ciągnikiem udaje się odjechać i wówczas spalona zostaje jedynie naczepa. Ale bywa i tak, że pożar udaje się ugasić w zarzewiu, a wszystko kończy się na strachu. Przyczyny zdarzeń bywają różne, niemniej jedną z częstszych jest zapalenie się opony w czasie jazdy i niewłaściwa reakcja kierującego.
I tak najprawdopodobniej było w tym przypadku. We wtorek, 7 maja po godz. 19, strażacy i policjanci otrzymali zgłoszenie, że na MOP Zamiechów na A4 zjeżdża zestaw z paląca się plandeką. Jadą we wskazane miejsce policjanci z Radymna zauważyli ślady hamowania na jezdni oraz tlące się elementy gum z opon.
Na parkingu funkcjonariusze zastali płonący zestaw ciężarowy, koło którego znajdował się jego kierowca. Policjanci odciągnęli go na bezpieczną odległość, ale ich uwagę zwrócił fakt, że mężczyzna miał problemy z utrzymaniem równowagi, a jego mowa była bełkotliwa. Funkcjonariusze poddali 39-letniego obywatela Ukrainy badaniu na zawartość alkoholu, które wykazało, że miał ponad 2 promile alkoholu w organizmie. Mężczyzna trafił do policyjnego aresztu.
Wezwani na miejsce strażacy ugasili pożar. Ciągnik wraz z naczepą spłonął całkowicie. Wartość strat została oszacowano na kwotę 500 tys. zł.
Źródło: Policja










