Joanna relatywnie późno zrobiła prawo jazdy, bo miała już 30 lat. Chciała jeździć dużo wcześniej, ale cała rodzina była temu przeciwna. Widzieli ją bardziej na studiach niż za kierownicą. Ale życie potoczyło się tak, jak potoczyło i znalazła się we Włoszech, gdzie po części zrealizowała swe marzenia.
Zawodowo zaczęłam jeździć w Polsce i w pierwszą trasę pojechałam, na szczęście w podwójnej obsadzie z niskopodwoziową naczepą. MAN TGA był w manualu, nie mogłam sobie poradzić ze zmianą biegów i gdyby nie drugi kierowca, to byłoby bardzo ciężko. Potem był kurs „firanką” do huty, ale jak zauważyli, że nie za bardzo mi to idzie, to trafiłam na dwuosiową wywrotkę. Następnie przesiadłam się na „czteroosiówkę”, ale tyle co się do niej przyzwyczaiłam, musiałam iść na „wannę” w miejsce kierowcy, który się rozchorował..

I od tej pory już nią jeżdżę na place budów, kopalnie i huty. Mimo że coraz więcej dziewczyn jeździ, nadal jednak raczej nie „wannami”. Zdarza się więc, że jak przyjadę na budowę, to zwracam na siebie uwagę i pewnie wielu czeka aż w coś walnę lub popsuję. Ale nie dość, że nie daję im tej satysfakcji, to na dodatek zdarza się, że sama ładuję sobie towar ładowarkami czy koparkami, nie czekając aż ktoś będzie miał chwilę, by to zrobić.

Dzień zaczynam ok. godz. 6.00 i zazwyczaj jest to kurs do huty, potem ładuję węgiel, następnie kamień i dniówka zleci, bo robi się godz. 16.00-17.00. Czyli codziennie jestem w domu, co jest o tyle istotne, że mam dwójkę dzieci w wieku 15 i 12 lat, którymi trzeba się zaopiekować. Są one już na tyle duże, że dają sobie rade, ale wiadomo, że trzeba coś ugotować, przeprać, zapytać co słychać.

Jazda „wannami” bardzo przypadła mi do gustu i odpowiada mi taki układ, jaki jest obecnie. Choć nie ukrywam, że czasami jest to ciężka praca, gdy mokra plandeka nie chce się zasunąć albo glina odkleić przy kiprowaniu. Wtedy nie ma rady, trzeba wejść do błota chwycić za łopatę i robić swoje. Dlatego np. mogę zapomnieć o wystylizowanych paznokciach, bo cały czas miałabym za nimi brud.

Ale ten „syf”, który towarzyszy mojej pracy, trzeba na swój sposób polubić i go zaakceptować, bo inaczej się nie da. Dlatego uważam, że nie każda dziewczyna zdecydowałaby się na tego typu warunki i pewnie dlatego, tak mało jeździ „wannami”. Choć czasami takie widuję, co utwierdza mnie w przekonaniu, że nie tylko ja jestem trochę szalona…











