Pakiet Mobilności miał uporządkować zasady i poprawić bezpieczeństwo na drogach. W teorii wszystko wygląda dobrze: limity czasu jazdy, obowiązkowe odpoczynki i system kar. W praktyce inspektorzy transportu drogowego wciąż trafiają na przypadki, które trudno nazwać inaczej niż kompletnym lekceważeniem przepisów.
Najnowszy przykład pochodzi z kontroli przeprowadzonej przez inspektorów z Wojewódzkiego Inspektoratu Transportu Drogowego w Olsztynie. Na drodze krajowej nr 63 w okolicach miejscowości Kociołek Szlachecki zatrzymano popularną „stonogę“ wykonujący krajowy transport drogowy.
Po sprawdzeniu danych z tachografu było jasne, że nie chodzi o drobne uchybienia.
Ponad 50 godzin jazdy w trzy dni
Analiza zapisów z tachografu wykazała aż 56 naruszeń przepisów dotyczących czasu pracy kierowców. Wśród nich znalazły się również naruszenia najpoważniejsze oraz bardzo poważne.
Najbardziej szokujące są jednak konkretne liczby.
Jedno z najpoważniejszych naruszeń polegało na przekroczeniu maksymalnego czasu prowadzenia pojazdu aż o 41 godzin i 11 minut. W okresie trzech dni kierowca prowadził ciężarówkę przez łącznie 51 godzin i 11 minut, a najdłuższa przerwa w tym czasie trwała jedynie sześć godzin.
To jednak nie wszystko. W innym przypadku w ciągu dwóch dni jazdy kierowca prowadził pojazd przez 32 godziny i 58 minut, a najdłuższa przerwa wyniosła zaledwie 4 godziny i 48 minut.
Trudno nawet wyobrazić sobie poziom zmęczenia po takiej jeździe. A przecież mówimy o wielotonowym zestawie poruszającym się po normalnym ruchu drogowym.
Kontrola, która prędzej czy później musiała się wydarzyć
Zatrzymany pojazd był zestawem wykorzystywanym do przewozu kontenerów morskich, czyli popularną w branży „stonogą”. Takie zestawy codziennie kursują między portami, terminalami i centrami logistycznymi.
To również segment transportu, który stosunkowo często trafia na kontrole drogowe. Inspektorzy dobrze wiedzą, że przy intensywnych przewozach kontenerowych presja czasu bywa ogromna.
Dlatego w tej historii pojawia się naturalne pytanie: co kierowało kierowcą, który zdecydował się na taką jazdę?
Przy takiej skali naruszeń trudno mówić o pomyłce czy złej interpretacji przepisów. Jeżeli tachograf pokazuje ponad 50 godzin jazdy w trzy dni, to prędzej czy później musiało to wyjść podczas kontroli.
Mandaty, które czasem nikogo nie straszą
Problem z naruszeniami czasu pracy polega na tym, że kary bardzo często są zbyt niskie, by realnie odstraszać.
Jak już wcześniej opisywaliśmy na naszych łamach, zdarzają się sytuacje, w których kierowca po kontroli dostaje kilka mandatów na łączną kwotę zaledwie kilku tysięcy złotych. Z kolei przedsiębiorcy grozi maksymalna kara administracyjna wynosząca 12 tysięcy złotych.
Dla części firm to po prostu element kalkulacji kosztów prowadzenia działalności.
Nie oznacza to jednak, że zawsze kończy się na kilku tysiącach złotych. Opisywaliśmy już historię kierowcy, który przez 56 dni codziennie naruszał dzienny limit czasu pracy. W tamtym przypadku skończyło się to czterdziestoma mandatami na łączną kwotę 21 550 zł oraz zatrzymaniem prawa jazdy na trzy miesiące.
Był też przypadek kierowcy z 48 naruszeniami czasu pracy, który otrzymał grzywnę w wysokości 28 100 zł, a jego sprawa została skierowana do sądu.
Tym razem o karze zdecyduje sąd
W sprawie kontroli z drogi krajowej nr 63 inspektorzy nie zakończyli postępowania zwykłym mandatem.
Wobec przedsiębiorcy oraz osoby zarządzającej transportem wszczęto postępowanie administracyjne. Grożą im maksymalne sankcje przewidziane ustawą o transporcie drogowym.
Natomiast wobec kierowcy sporządzono wniosek o ukaranie do sądu.
Najczęściej oznacza to, że kierowca nie przyjął mandatu i uważa, że nie ponosi odpowiedzialności za stwierdzone naruszenia. Teraz ostateczna decyzja należy do sądu.
Teoretycznie grzywna w takich sprawach może sięgnąć nawet 30 tysięcy złotych. Wszystko zależy jednak od tego, jak sąd oceni okoliczności zdarzenia i skalę naruszeń.
Jedno jest pewne. Jeśli zapisy z tachografu rzeczywiście pokazują ponad 50 godzin jazdy w trzy dni, to ta historia może jeszcze długo krążyć w branżowych rozmowach. Bo nawet w świecie transportu takie liczby robią ogromne wrażenie.
Źródło: WITD Olsztyn










