Kasia pracuje w zawodzie zdominowanym przez mężczyzn, ale jak twierdzi radzi sobie nieźle…

Kasia pracuje w zawodzie zdominowanym przez mężczyzn, ale jak twierdzi radzi sobie nieźle…

Wcześniej miałam pracę recepcjonistki, a więc ciepłe biuro, miękki fotel i niewiele odpowiedzialności. To mi jednak przestało wystarczać. Na ostatnim etapie wstrzymywało mnie już chyba tylko jedno – dzieci. Kiedy młodszy syn zbliżał się do wieku 12 lat, podjęłam ostateczną decyzję – o której poinformowałam póki co tylko mężą – chcę jeździć dużym!

O początkach pracy można przeczytać poniżej

Stres w ten pierwszy tydzień, gdy zostałam sama, był przeogromny. Szczerze mówiąc kilka razy rodziła się pokusa, by porzucić to wszystko w diabły i wracać pociągiem do domu. Ustawianie się tyłem pod rampami to był jakiś koszmar. Dlaczego takich rzeczy nie uczą na kursie? Już pomijając to, że na kursie jeździłam solówką z przyczepą, a tu zestawem: ciągnik + naczepa, z którym nie miałam w ogóle wczesniej do czynienia. Do tego nielekka praca na firance – tzn. załadunki, które często trzeba robić samodzielnie, otwieranie boków, zabezpieczanie towarów przez przemieszczeniem. A woziliśmy wtedy różności: od coca-coli, poprzez całą naczepę siana (pamiętna trasa z Hiszpanii do Holandii), aż po całą scenografię do przedstawienia teatralnego „Mrs Butterfly” (nie zapomnę z tego względu, gdyż wtedy pierwszy raz złodzieje pocięli mi w nocy plandekę podczas pauzy we Francji).

Jeżdżę w systemie 2/2 (2 tygodnie w trasie, 2 w domu) i może to jest po części powodem, że ta praca mi się jeszcze nie znudziła, no i nie zamęczyła mnie, bo trzeba przyznać, że jest wyczerpująca fizycznie. To tylko z wierzchu wygląda, że fajna robota za kółkiem. Ma jednak swoje blaski, ale też cienie. Na drodze błąd może kosztować życie i ilość widzianych przeze mnie wypadków budzi pokorę. Maksymalne skupienie uwagi, czy w dzień czy w nocy podczas jazdy – to nie jest prosta sprawa, to jest bardzo odpowiedzialne zajęcie. Życie kierowcy to nie tylko jazda, ale załadunki i rozładunki, szukanie parkingów na noc (z czym jest naprawdę spory problem, o którym się powszechnie nie mówi), to czasami błądzenie i szukanie objazdów – a dużym, wiadomo, nie wszędzie da się dotrzeć.

Życie kierowcy to czasem nieprzespane noce, ruszanie gdy wszyscy śpią, walka z czasem, z terminami. Jednak ciągle mi się to podoba. Bo nie można pominąć faktu, że ja uwielbiam wyzwania, uwielbiam ten moment, kiedy budzę się rano/w nocy i…nie wiem gdzie jestem, ba! Czasem nie wiem w jakim kraju jestem, póki się chwilę nie zastanowię. I nie wiem czy w tym samym kraju będę jadła tego dnia obiad, kolację… Uwielbiam też poznawać świat, a ta praca daje mi takie możliwości. I nie mówię tu o obserwowaniu poboczy autostrad z fotela kierowcy. Każdą pauzę, gdy tylko jest możliwość, staram się wykorzystać. Latem wożę ze sobą rower, jeśli nie mam roweru – wybieram długie spacery lub podjechanie gdzień autobusem, pociągiem, żeby tylko coś zobaczyć. Pauza weekendowa to dla mnie za każdym razem przygoda w nowym, ciekawym miejscu.

Teraz, po 5 latach,  dawno minął stres przed cofaniem pod rampę czy zawrotką na ciasnej drodze. Pracuję w zawodzie zdominowanym przez mężczyzn. Patrzą na mnie z przychylnością. Kiedyś otrzymywałam wiele pomocy z ich strony. To były czasy na początku mojej kariery – łatwo dało się zauważyć, że jako nowy kierowca nie radziłam sobie z ustawieniem się w odpowiednim miejscu. Wtedy podbiegali, proponowali pomoc, to było naprawdę miłe. Dotąd widzę, że kierowcy często i chętnie sobie pomagają, jednak tamte moje początki i moje nieporadności, to było po prostu mistrzostwo z ich strony, bo lecieli pomagać mi prawie na wyścigi – zapewne dużo chętniej niż kierowcy – koledze. To  było miłe. Teraz też wiem, że mogę liczyć na pomoc i w razie jakiejś usterki, z która nie wiem jak sobie poradzić idę, pytam i pomoc otrzymuję, za co bardzo jestem im wdzięczna. Czasem ich pomoc jest przeskalowana. I tego nie uznaję. Np próbują mnie wyręczyć w samodzielnym załadowaniu naczepy czy zapinaniu pasów na towarze. Dziękuje i mówię, że sobie poradzę. Nie przyszłabym przecież do tego zawodu, gdybym wiedziała, że nie sprostam zadaniu. Nie trzeba mnie wyręczać. Mimo pozorów jest to praca, z którą poradzi sobie kobieta…

Sprawdź także