Młodzi chcą jeździć, ale system skutecznie ich zniechęca. Przewoźnicy nadal będą mieć poważny problem

Młodzi chcą jeździć, ale system skutecznie ich zniechęca. Przewoźnicy nadal będą mieć poważny problem

Polska branża transportowa od lat zmaga się z jednym z największych problemów kadrowych w swojej historii. Przewoźnicy alarmują, że coraz trudniej znaleźć kierowców zawodowych, średnia wieku pracowników stale rośnie, a młodych następców jest zdecydowanie za mało. Paradoks polega jednak na tym, że chętnych do wejścia do zawodu wcale nie brakuje. Problemem staje się system, który zamiast ułatwiać zdobywanie kwalifikacji, coraz częściej skutecznie zniechęca młodych ludzi już na starcie.

Coraz więcej szkół branżowych i technicznych ogranicza lub całkowicie rezygnuje z kształcenia przyszłych kierowców-mechaników. Dla przewoźników to bardzo niepokojący sygnał, bo oznacza jedno — rynek za kilka lat może mieć jeszcze większy problem z dostępnością nowych kierowców niż obecnie.

Branża potrzebuje ludzi, ale system utrudnia ich przygotowanie

Firmy transportowe od dawna mówią wprost: brakuje kierowców. Problem nie dotyczy już wyłącznie transportu międzynarodowego. Coraz większe trudności z rekrutacją pojawiają się również w transporcie krajowym, dystrybucji lokalnej czy przewozach specjalistycznych.

Jednocześnie młodzi ludzie nadal interesują się zawodem kierowcy. Dla wielu z nich transport pozostaje atrakcyjną ścieżką zawodową dającą możliwość stabilnego zatrudnienia i dobrych zarobków. Problem polega jednak na tym, że droga do zdobycia kwalifikacji staje się coraz bardziej skomplikowana i kosztowna.

Uczeń musi przejść przez wieloetapowy system szkoleń, egzaminów i formalności. Prawo jazdy kategorii C i C+E, kwalifikacja wstępna, egzaminy zawodowe, badania lekarskie oraz psychologiczne — wszystko to wymaga czasu i ogromnych pieniędzy. Coraz częściej pojawiają się głosy, że obecny system bardziej odstrasza niż zachęca do wejścia do branży.

To przewoźnicy odczują skutki obecnych zaniedbań

Dzisiaj problem może wydawać się odległy, ale za kilka lat jego skutki najmocniej uderzą właśnie w przewoźników.

Jeżeli szkoły będą ograniczać kierunki transportowe, a młodzi ludzie zaczną wybierać łatwiejsze ścieżki zawodowe, rynek po prostu zacznie się kurczyć. Firmy transportowe będą zmuszone jeszcze mocniej walczyć o kierowców, podnosić wynagrodzenia i szukać pracowników poza granicami kraju.

Już dziś wiele przedsiębiorstw opiera swoją działalność na kierowcach z zagranicy, bo brakuje młodych polskich pracowników gotowych wejść do zawodu. Tymczasem średnia wieku kierowców zawodowych systematycznie rośnie. Dla przewoźników oznacza to bardzo konkretne ryzyko — za kilka lat może zabraknąć ludzi nie tylko do rozwoju firm, ale nawet do utrzymania obecnych flot.

Dzisiejszy kierowca to wykwalifikowany pracownik

Wielu osobom spoza branży zawód kierowcy nadal kojarzy się wyłącznie z prowadzeniem ciężarówki. Tymczasem współczesny transport drogowy wymaga znacznie większych kompetencji niż jeszcze kilkanaście lat temu.

Kierowca musi znać przepisy międzynarodowe, obsługiwać nowoczesne systemy telematyczne, rozumieć działanie tachografów inteligentnych, pracować zgodnie z procedurami Pakietu Mobilności i coraz częściej poruszać się w pełni cyfrowym środowisku pracy. Do tego dochodzi odpowiedzialność za bezpieczeństwo, terminowość dostaw oraz bardzo kosztowny sprzęt.

Przewoźnicy potrzebują dziś nie przypadkowych osób „z prawem jazdy”, ale dobrze przygotowanych pracowników, którzy odnajdą się w nowoczesnym transporcie. Problem w tym, że system edukacji coraz słabiej odpowiada na realne potrzeby branży.

Szkoły nie są w stanie utrzymywać kosztownego szkolenia

Kształcenie kierowców zawodowych jest jednym z najdroższych kierunków w szkolnictwie branżowym. Potrzebne są pojazdy ciężarowe, paliwo, instruktorzy, zaplecze techniczne, serwis i praktyczna nauka jazdy. To ogromne koszty, które dla wielu szkół stają się coraz trudniejsze do udźwignięcia.

W praktyce oznacza to, że część placówek zaczyna rezygnować z kierunków transportowych, wybierając tańsze i łatwiejsze organizacyjnie profile nauczania. Z perspektywy przewoźników to bardzo niebezpieczny trend, bo ogranicza liczbę młodych ludzi przygotowywanych do pracy w branży już na poziomie edukacji.

Problem dopiero zacznie być widoczny

Największym zagrożeniem jest dziś to, że skutki obecnych problemów nie pojawią się od razu. Branża nadal funkcjonuje, firmy realizują przewozy, a rynek jeszcze utrzymuje względną stabilność. Jednak transport działa w perspektywie długoterminowej.

Jeżeli dziś ogranicza się kształcenie przyszłych kierowców, to za kilka lat przewoźnicy odczują to bardzo mocno. I właśnie dlatego coraz więcej firm transportowych zaczyna zwracać uwagę, że problem niedoboru kierowców nie zaczyna się już wyłącznie na rynku pracy. On zaczyna się znacznie wcześniej — w systemie edukacji i przygotowania młodych ludzi do zawodu.

Fot. ZSP Śrem (Marita Kujawa)

Sprawdź także