Kolejne najechanie na drogowców. Co trzeba zmienić, by przestało dochodzić do tak tragicznych sytuacji?

Kolejne najechanie na drogowców. Co trzeba zmienić, by przestało dochodzić do tak tragicznych sytuacji?

Najechanie na drogowców na autostradzie A1 koło Mykanowa zakończyło się śmiercią czterech osób. Czterech kolejnych pracowników trafiło do szpitali. Ciężarowa Scania wjechała w pojazdy ekipy wykonującej prace na autostradzie. Śledczy ustalają przyczyny tragedii, ale już wiadomo, że według wstępnych ustaleń miejsce prowadzonych robót było prawidłowo oznakowane.

To ważna informacja, ponieważ w internecie pojawiły się pytania o sposób zabezpieczenia prac. Niektórzy kierowcy zastanawiają się, czy ostrzeżenia pojawiały się odpowiednio wcześnie i czy można było zastosować jeszcze dodatkowe rozwiązania chroniące pracowników. Na odpowiedź trzeba jednak poczekać do zakończenia ustaleń służb.

Najechanie na drogowców na A1 koło Mykanowa

Do tragicznego zdarzenia doszło rano na autostradzie A1 w kierunku Katowic, przed zjazdem Mykanów w powiecie częstochowskim. Według wstępnych ustaleń policji 32-letni kierowca Scanii z nieustalonych jeszcze przyczyn wjechał w ciąg pojazdów ekipy remontującej jezdnię.

Skala zdarzenia była ogromna. Czterech pracowników w wieku od 20 do 62 lat zginęło, a cztery kolejne osoby doznały ciężkich obrażeń. Kierowca zestawu nie odniósł obrażeń.

Policjanci zatrzymali mężczyznę do wyjaśnienia. Badanie na obecność alkoholu nie wykazało jego obecności. Śledczy zlecili również badanie krwi, które ma wykazać, czy kierowca znajdował się pod wpływem innych niedozwolonych substancji.

Na tym etapie nie znamy przyczyny wypadku. Policja prowadzi postępowanie pod nadzorem prokuratora i odtwarza dokładny przebieg zdarzenia.

Oznakowanie robót na A1 było prawidłowe

Po każdym wypadku związanym z pracami drogowymi pojawia się pytanie o oznakowanie. Kierowca ciężarówki jadący autostradą potrzebuje przecież odpowiednio dużo czasu na reakcję, zwłaszcza gdy przed nim znajduje się zamknięty lub zajęty pas ruchu.

W przypadku Mykanowa pojawiła się jednak bardzo ważna informacja. Według wstępnych ustaleń Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego miejsce prowadzonych prac było prawidłowo oznakowane.

Nie ma więc obecnie podstaw, aby twierdzić, że tragedia wynikała z braku odpowiednich znaków. Ostateczna ocena organizacji ruchu należy do śledczych, którzy analizują cały przebieg wypadku.

Ta informacja nie zamyka jednak dyskusji o bezpieczeństwie. Jeżeli oznakowanie spełniało wymagania, warto zastanowić się, czy można zrobić jeszcze więcej, aby ograniczyć skutki sytuacji, w której kierowca nie reaguje na ostrzeżenia.

Poduszki zderzeniowe mają chronić pracowników

Jednym ze stosowanych przy robotach drogowych rozwiązań są poduszki zderzeniowe montowane na pojazdach zabezpieczających. Ich zadaniem jest pochłonięcie części energii podczas uderzenia i ograniczenie skutków kolizji.

W internecie pojawiły się również informacje dotyczące zabezpieczenia miejsca tragedii na A1 i zastosowanych tam rozwiązań. Nie należy jednak na ich podstawie przesądzać, czy zabezpieczenie w Mykanowie spełniało wszystkie wymagania. To będzie można ocenić dopiero po analizie dokumentacji oraz rzeczywistego ustawienia urządzeń na miejscu.

Sama poduszka zderzeniowa również nie zatrzyma rozpędzonego zestawu ciężarowego. Jej zadaniem jest ograniczenie skutków uderzenia, a nie fizyczne zatrzymanie kilkudziesięciotonowej ciężarówki przed strefą prac.

Przy dużej prędkości i masie pojazdu nawet rozbudowane zabezpieczenia mają swoje fizyczne granice. Dlatego bezpieczeństwo pracowników powinno opierać się na kilku elementach jednocześnie.

Najechanie na drogowców to nie tylko kwestia znaków

W komentarzach kierowcy wskazują różne możliwe przyczyny takich zdarzeń. Pojawiają się sugestie dotyczące zmęczenia, zaśnięcia, zasłabnięcia czy problemów technicznych.

Żadnej z tych hipotez nie można obecnie uznać za przyczynę tragedii na A1. Śledczy dopiero ustalają, co wydarzyło się w ostatnich sekundach przed zderzeniem.

Sam problem pozostaje jednak realny. Kierowca ciężarówki może popełnić błąd, podobnie jak każdy inny uczestnik ruchu. Może na chwilę stracić koncentrację, może zasłabnąć albo może pojawić się problem techniczny.

System bezpieczeństwa nie powinien więc zakładać idealnego zachowania wszystkich kierowców. Powinien również ograniczać skutki sytuacji, w której ktoś nie zauważy ostrzeżenia albo zareaguje zbyt późno.

Duża grupa pracowników i wiele pojazdów

Tragedia w Mykanowie ma jeszcze jeden istotny aspekt. Nie chodziło o pojedynczego pracownika stojącego przy samochodzie.

Na miejscu znajdował się ciąg pojazdów związanych z prowadzonymi pracami, a w strefie robót pracowała większa grupa ludzi. Straż pożarna określiła zdarzenie jako bardzo rozległe. W wypadku uczestniczyło łącznie trzynaście osób oraz wiele pojazdów związanych z prowadzonymi pracami.

Taka sytuacja pokazuje, jak szybko miejsce robót może stać się obszarem ogromnego zagrożenia.

Inaczej wygląda ryzyko, gdy przy jednym samochodzie pracują dwie osoby, a inaczej wtedy, gdy w pobliżu jezdni znajduje się cała ekipa, kilka pojazdów i sprzęt potrzebny do prowadzenia prac. Ten element również warto uwzględnić przy projektowaniu zabezpieczeń.

Czy można zrobić więcej dla bezpieczeństwa?

Doświadczenia innych państw pokazują, że bezpieczeństwo ekip pracujących na drogach można budować na wielu poziomach. Stosuje się między innymi dodatkowe pojazdy osłonowe, większe strefy buforowe, stopniowe ograniczanie prędkości oraz rozwiązania mające wcześniej ostrzec kierowcę o zbliżaniu się do miejsca robót.

Nie oznacza to, że wszystkie takie rozwiązania powinny automatycznie pojawić się na każdej polskiej autostradzie. Warto jednak sprawdzić, czy niektóre z nich mogłyby ograniczyć skutki podobnego zdarzenia.

Na autostradzie sytuacja rozwija się bardzo szybko. Kierowca ciężarówki potrzebuje znacznie więcej miejsca na zatrzymanie pojazdu niż kierowca samochodu osobowego. Każdy dodatkowy metr pomiędzy ruchem a pracującymi ludźmi może więc mieć znaczenie.

Co zmienić po tragedii na A1?

Na odpowiedź dotyczącą bezpośredniej przyczyny wypadku trzeba jeszcze poczekać. Śledczy muszą ustalić, dlaczego ciężarówka wjechała w strefę prowadzonych prac oraz czy kierowca miał możliwość uniknięcia zderzenia.

Dopiero te ustalenia pozwolą ocenić zachowanie kierującego i wszystkie okoliczności zdarzenia.

Nie trzeba jednak czekać na zakończenie postępowania, aby rozpocząć dyskusję o dodatkowych zabezpieczeniach. Jeżeli oznakowanie było prawidłowe, warto sprawdzić, czy można dołożyć kolejną warstwę ochrony pracowników.

Celem zabezpieczenia robót nie powinno być wyłącznie spełnienie wymagań zapisanych w projekcie organizacji ruchu. Najważniejsze pozostaje bezpieczeństwo ludzi, którzy pracują kilka metrów od przejeżdżających ciężarówek.

Najechanie na drogowców zawsze pokazuje, że pomiędzy kierowcą a pracownikiem drogowym znajduje się bardzo mało miejsca na błąd. Dlatego warto szukać rozwiązań, które pozwolą ten margines zwiększyć.

Czterech pracowników nie wróci już do swoich rodzin. Najważniejszym wnioskiem z tej tragedii powinno być więc nie tylko ustalenie jej przyczyny, lecz także sprawdzenie, czy podobny scenariusz można w przyszłości zatrzymać kilka sekund wcześniej.

Źródło: Policja

Sprawdź także