Pochodzę z szoferskiej rodziny, bo zarówno dziadek, jak i ojciec pracowali jako kierowcy ciężarówek. Gdy więc tylko nadarzała się okazja to wskakiwałam im do kabiny mając okazję z bliska zobaczyć na czym polega ten zawód. Nie bardzo pamiętam czym jeździł dziadek, ale z tatą jeździłam Renault Major, a potem Scaniami po całej Polsce.

Prawo jazdy zrobiłam jednak trochę późno, bo w wieku 30 lat. Chciałam jeździć dużo wcześniej, ale cała rodzina była temu przeciwna. Widzieli mnie bardziej na studiach niż za kierownicą. Ale życie potoczyło się tak, jak potoczyło i znalazłam się we Włoszech. Gdy już trochę odłożyłam pieniędzy postanowiłam spełnić swe marzenia i zrobić prawo jazdy na ciężarówki.

Trzeba przyznać, że w tym kraju dużo łatwiej jest zdobyć uprawnienia, bo kursy i egzaminy wyglądają zdecydowanie inaczej. Choć z kat. C nie poradziłam sobie za pierwszym razem, bo oblałam teorię. A wynikła to z tego, że miałam jeszcze wówczas problem z językiem i nie do końca rozumiałam polecenia. Z kat. C + E poszło już łatwiej, tym bardziej, że egzamin praktyczny był właściwie formalnością. Przede wszystkim nie było jazdy po placu, a w moim przypadku dodatkowo tak się złożyło, że na miasto wyjechałam samym „koniem”, bo egzaminatorowi nie chciało się jechać po naczepę, a zdawałam jako ostatnia. Przejechałam się prostą drogą więc nie miałam nawet okazji, by gdzieś popełnić błąd.

Potem zaczęłam szukać pracy w charakterze kierowcy, ale nie była to prosta sprawa. Tamtejsi pracodawcy chyba wiedzieli, jaki jest system i poziom szkolenia, bo rzeczywiście niewiele się na kursie nauczyłam. Nie pomagał mi w tym również fakt, że mieszkałam w Neapolu, gdzie społeczność ma charakter przypominający nieco arabski, a wiadomo, jaka jest rola kobiety w tej kulturze. Mężowi trzeba pod nos podać obiad, a nie jeździć ciężarówką.

Wróciłam więc do Polski i po kilku próbach, przeszło 5 lat temu udało mi się trafić do firmy transportowej, choć nie ukrywam, że musiałam przy tym nieco „podkoloryzować” swoje CV w sprawie doświadczenia. Najważniejsze jednak, że w końcu się udało…

Cdn.










