Marihuana w naczepie, papierosy pod kabiną. Ilu kierowców naprawdę „nic nie wiedziało”?

Marihuana w naczepie, papierosy pod kabiną. Ilu kierowców naprawdę „nic nie wiedziało”?

Jeszcze kilka lat temu wielu kierowców mówiło pół żartem, pół serio, że przez granicę da się przewieźć wszystko – trzeba tylko wiedzieć jak. Dziś służby mają skanery RTG, analizę ryzyka, psy wyszkolone do wykrywania narkotyków i doświadczenie, które pozwala wyłapać nawet drobne przeróbki w kabinie czy naczepie. A mimo to przemyt nie znika. Zmieniają się tylko metody, skrytki i historie opowiadane później podczas kontroli.

Dwa ostatnie przypadki pokazują to wyjątkowo wyraźnie. W jednym chodziło o niemal 40 kilogramów marihuany ukrytej w legalnym ładunku wina. W drugim – o papierosy schowane w ciężarówkach przekraczających granicę z Ukrainą. W obu sytuacjach zatrzymano kierowców. Ale tylko jedna z tych historii wyglądała na klasyczne „nic nie wiedziałem”.

40 kilogramów marihuany między paletami z winem

Do zatrzymania doszło w Budzisku przy polsko-litewskiej granicy. Funkcjonariusze podlaskiej KAS skontrolowali ciężarówkę jadącą z Hiszpanii trasą S61. Za kierownicą siedział obywatel Łotwy.

Skaner i szczegółowa kontrola szybko pokazały, że coś się nie zgadza. Pomiędzy legalnym ładunkiem wina mundurowi znaleźli pakiety zawierające niemal 40 kilogramów marihuany. Czarnorynkową wartość narkotyków oszacowano na blisko 2 miliony złotych.

Kierowca został zatrzymany i usłyszał zarzuty przewożenia znacznych ilości narkotyków. Sąd zdecydował o jego tymczasowym aresztowaniu na trzy miesiące. Grozi mu nawet 20 lat więzienia.

I właśnie tutaj zaczyna się temat, którego oficjalne komunikaty zwykle nie rozwijają szerzej. Czy kierowca naprawdę wiedział, co znajduje się w naczepie?

Teoretycznie mógł nie wiedzieć. W transporcie międzynarodowym kierowca często odbiera zaplombowany towar, dostaje dokumenty i rusza w trasę. Nie rozrywa kartonów, nie sprawdza każdej palety i nie kontroluje zawartości opakowań – szczególnie gdy wszystko wygląda legalnie, a dokumentacja się zgadza.

Problem zaczyna się wtedy, gdy w naczepie leży towar wart kilka milionów złotych, a kierowca nadal twierdzi, że o niczym nie wiedział. Dla służb takie tłumaczenie bardzo szybko przestaje brzmieć wiarygodnie.

Papierosy pod nogami kierowców

Druga sprawa dotyczyła ciężarówek przekraczających granicę z Ukrainą.  Na przejściu w Hrebennem, funkcjonariusze lubelskiej KAS wykryli w trzech zestawach ciężarowych ponad 4,5 tys. paczek papierosów bez polskich znaków akcyzy, które były ukryte w specjalnie przygotowanych skrytkach pod podłogą kabin.

I tutaj wydarzyło się coś, czego służby zwykle nie słyszą od razu – kierowcy przyznali się do przemytu.

Nie było historii o „dziwnym ładunku od spedytora”, przypadkowym transporcie ani tłumaczeń o całkowitej nieświadomości. Skrytki znajdowały się dosłownie pod nogami kierowców, więc wersja o przypadkowej obecności kontrabandy mogłaby nie przejść nawet pobieżnej kontroli.  Kierujący poddali się dobrowolnie odpowiedzialności karnej i wpłacili na poczet kar grzywny łącznie 80 tys. zł.

To pokazuje mechanizm, o którym w branży mówi się od dawna. Czasem kalkulacja jest banalnie prosta: niewielka ilość kontrabandy oznacza mniejsze ryzyko, mniejsze konsekwencje i większą szansę na szybkie zakończenie sprawy. Zwłaszcza gdy dowody znajdują się praktycznie kilka centymetrów od fotela kierowcy.

„Nie wiedziałem” to najczęstsza linia obrony

W transporcie granica między prawdziwą niewiedzą a wygodnym tłumaczeniem bywa bardzo cienka. Kierowcy doskonale wiedzą, że podczas kontroli to oni siedzą za kierownicą i to oni jako pierwsi trafiają do pomieszczenia przesłuchań.

Służby wychodzą z kolei z prostego założenia: zawodowy kierowca powinien wiedzieć, co przewozi i w jakim stanie znajduje się jego pojazd. Im bardziej skomplikowana skrytka, dziwniejsza trasa albo bardziej podejrzane okoliczności, tym trudniej uwierzyć w przypadek.

Dlatego dwa podobne z pozoru zatrzymania mogą kończyć się całkowicie inaczej. W jednym przypadku mamy areszt i zarzuty związane z przemytem narkotyków na ogromną skalę. W drugim – kierowców, którzy praktycznie od razu przyznają się do przewozu papierosów schowanych pod podłogą kabiny.

A pomiędzy tym wszystkim pozostaje pytanie, którego nikt oficjalnie nie zadaje wprost: ilu kierowców naprawdę nie wie, co wiezie, a ilu po prostu zakłada, że tym razem służby niczego nie znajdą?

Źródło: KAS

Sprawdź także