Monika – kobieta, która od 8 lat jeździ na „dzikie kraje”

Monika – kobieta, która od 8 lat jeździ na „dzikie kraje”

Cześć, na imię mam Monika, a wśród kierowców znana jestem jako „Osa”. Tak, trochę ostra jestem, ale taka właśnie jestem na trasie i taka postawa pozwala mi radzić sobie w trudnych sytuacjach. Jestem jedyną kobietą u nas w firmie, która regularnie sama jeździ po Rumunii. Dwie dziewczyny w tym zawodzie jeżdżą, ale jedna z nich pracuje w podwójnej obsadzie z mężem, więc ja muszę sobie radzić sama z chłopakami, i daję radę. Stoimy czasem cztery godziny, jak teraz, i w takich momentach trzeba zachować dystans –można razem wypić kawę, pośmiać się, wymienić kilka słów, ale nikt nie wchodzi do mojej kabiny ani mnie nie dotyka. To zasada, której pilnuję od początku, i dzięki niej czuję się pewnie nawet w najtrudniejszych sytuacjach.

Jak zaczęła się moja przygoda

Nie miałam żadnych rodzinnych tradycji związanych z ciężarówkami, wszystko, co wydarzyło się później, było po prostu przypadkiem. Miałam ciężkie życie z pierwszym mężem, rozwiodłam się, a później poznałam mojego drugiego męża, który od samego początku pasjonował się ciężarówkami. Zaczęłam jeździć razem z nim i zakochałam się w tej pracy oraz w Rumunii. Klimat, ludzie, widoki – wszystko to sprawiło, że poczułam, że to jest moje miejsce i że chcę to robić na własną rękę.

Prawo jazdy C+E zrobiłam w 2017 roku w ciągu pięciu miesięcy. Na pierwszym egzaminie trafiłam na szowinistycznego egzaminatora, który bardzo utrudnił mi życie tylko dlatego, że byłam kobietą. Stałam na światłach, a nagle na pas wbiegła pani, a on stwierdził, że ja powinnam przewidzieć, że ona biegnie, co było kompletnie absurdalne. Nie wiem, czy to było ustawione, czy nie, ale wróciliśmy na plac. Gdy wysiedliśmy z ciężarówki, usłyszałam, że kobiety powinny jeździć tylko wózkami, a nie ciężarówkami. Nie wziął jednak pod uwagę, że egzaminy są okamerowane i nagrywany jest głos, więc wszystko zostało zapisane. Zgłosiłam, że zostałam potraktowana szowinistycznie, zwrócono mi pieniądze i zaproponowano nowy egzamin tego samego dnia, ale już nie chciałam tam zdawać. Pojechałam więc do innego ośrodka i zdałam za pierwszym razem. Tak właśnie zakończył się mój egzamin w 2017 roku.

Pierwsze trasy i nauka zawodu

Nie było łatwo znaleźć pierwszą pracę bez doświadczenia, ale udało mi się trafić do firmy, w której pracuję do dziś. Na początku jeździłam z mężem w podwójnej obsadzie przez pół roku, ale to nie był dobry okres, bo mój mąż, choć dobry człowiek, nie pozwalał mi cofać i był nerwowy, co powodowało napięcie. W końcu stwierdziłam, że dla dobra naszego małżeństwa musimy się rozstać – nie w sensie małżeństwa, ale w sensie pracy przy dwóch różnych samochodach. Zadzwoniłam do pana Krzysztofa, naszego szefa, i powiedziałam: albo rezygnuję z pracy, albo dostaję nowy samochód. I rzeczywiście, ten samochód dostałam. Zaczęłam oczywiście od kompletnych porządków 🙂

Cdn.

Sprawdź także