„Osa” mimo poważnej choroby nie zrezygnowała z zawodu i nadal wykonuje go z pasją

„Osa” mimo poważnej choroby nie zrezygnowała z zawodu i nadal wykonuje go z pasją

Monika nie miała łatwego startu w zawodzie kierowcy, ale zacisnęła zęby i postanowiła udowodnić sobie i innym, że jednak da radę. Możecie o tym przeczytać w poniższym materiale.

Od dwóch lat walczę z nowotworem i wróciłam do pracy po kilku operacjach. Mam problemy z kolanami, endoprotezy, a czeka mnie jeszcze jedno kolano i oba biodra. Dlatego trudno mi wychodzić z kabiny, a psy już nie jeżdżą ze mną. Gotuję w domu, przygotowuję jedzenie w słoikach i woreczkach próżniowych, potem odgrzewam. Tak samo robię dla męża. Jem bardzo mało mięsa, bo zawarte w nim białko mi szkodzi, więc zastępuję je soją. W trasie spanie i higiena bywają trudniejsze, zwłaszcza jeśli firma jest zamknięta i nie ma dostępu do łazienki. Ale trzeba sobie radzić i czasami prysznic zastępuje miska z ciepłą wodą.

Rumuni, a zwłaszcza Romowie, z którymi mam kontakt, są niezwykle gościnni i pomocni. Gorzej jest z logistycznymi sprawami, bo u Romków mówią tylko po romsku, niestety ani angielski, ani niemiecki nie wchodzi tutaj w ogóle w grę, ale dogadujemy się rękami i nogami, aż nas ręce i nogi bolą. Zawsze mi dokładnie tłumaczą, gdzie mam jechać, jak mam jechać, gdzie byliśmy u nich na weselach. Kiedy nie wiedziałam, jak przejechać przez górę, Marek przyjechał przede mną samochodem osobowym i prowadził mnie, żebym bezpiecznie wyjechała z zadupia na dobrą trasę, i nie było żadnego problemu na ślubie. Weronika jest wdową Romką, a byliśmy na jej weselu dwa lata temu — trzy dni cudownej zabawy, zupełnie inaczej niż w Polsce. Oni świetnie się bawią, nie tańczą w parach, tylko w stylu przypominającym Greków, trzymając chusteczki i tańcząc w przód i w tył. Ja po jednym dniu byłam zmęczona, ale bardzo doceniam ich gościnność i radość.

Jeśli chodzi o mój system pracy, to zazwyczaj wyjeżdżam w niedzielę wieczorem, wracam w piątek po południu. Weekend w domu to luksus, ale staram się go spędzać aktywnie w miarę możliwości. Jestem wielką fanką skoków narciarskich. Byłam po operacji, na wózku inwalidzkim, na letnim Grand Prix w Szczyrku, i pod skocznią atmosfera była niesamowita, pełna emocji i adrenaliny. Ostatnio też chciałam pojechać, ale mąż był w trasie, a bez niego to już nie byłoby to samo.

Generalnie bez Andrzeja, życie nie wygląda tak samo, jak wtedy gdy jest blisko mnie. Mam w nim ogromne wsparcie i dlatego każdą chwilę staramy się spędzać razem. Czy to w domu, czy gdzieś razem jadąc. Teraz niestety, mam pod tym względem ograniczenia, ale nie oznacza to, że zrezygnowaliśmy ze wspólnych wypadów. Po każdym z nim wracam naładowana pozytywną energią, a wielką rolę ma w tym właśnie mój „Śmieszek”, bo czasami tak właśnie męża nazywam.

Po latach wiem, że ten zawód nie jest dla każdego. Wymaga cierpliwości, pasji, samodzielności i dużego poświęcenia, szczególnie rodzinnego. Nie wyobrażam sobie wyjazdów dwutygodniowych czy dłuższych, jeśli ktoś bardzo ceni dom, rodzinę i dzieci. Ale jeśli kochasz jazdę, góry, wyzwania i niezależność, to jest zawód, który daje ogromną satysfakcję. Dla mnie prowadzenie ciężarówki stało się nie tylko pracą, ale sposobem na życie, na bycie sobą i spełnianie pasji. Ale z racji tego, że jeżdżąc zawodowo trzeba poświęcić dużo kosztem domu i rodziny, więc nie każdej dziewczynie mogę go polecić. Ja jednak dokąd tylko zdrowie mi na to pozwoli zamierzam robić to co w życiu sprawia mi olbrzymią satysfakcję, czyli jeździć!

Sprawdź także