Rezerwacja granicy dla ciężarówek ma być nowym obowiązkiem na wybranych przejściach granicznych. Kierowcy będą musieli wcześniej wskazać termin i miejsce odprawy. Rząd chce w ten sposób ograniczyć kolejki i czas oczekiwania. Sama opłata za e-awizację ma wynosić 20 zł, ale dla przewoźników znacznie ważniejsze od tej kwoty będzie coś innego – konieczność lepszego zaplanowania przejazdu.
Ministerstwo Finansów przygotowało projekt zmian w Prawie celnym oraz ustawie o Krajowej Administracji Skarbowej. Projekt UD339 zakłada wprowadzenie obowiązkowej e-awizacji dla ciężarówek o DMC powyżej 7,5 t na wybranych drogowych przejściach granicznych. Konkretna lista przejść ma zostać określona w rozporządzeniu.
Nie chodzi więc o wprowadzenie opłaty za samo przekroczenie granicy. Te 20 zł ma być opłatą za skorzystanie z systemu rezerwacji. I właśnie dlatego sama wysokość opłaty nie jest tutaj najważniejszą informacją.
Koniec z zasadą „przyjadę i poczekam”?
Pomysł Ministerstwa Finansów jest stosunkowo prosty. Zamiast sytuacji, w której ciężarówki docierają pod granicę, ustawiają się w kolejce i czekają na odprawę, kierowca lub firma będzie wcześniej zgłaszać pojazd w systemie.
Rezerwacja ma wskazywać miejsce i termin odprawy. System będzie działał w ramach PUESC albo za pomocą aplikacji mobilnej. W przypadku przejść, przy których funkcjonują strefy oczekiwania, e-awizacja ma również umożliwiać wjazd do takiej strefy.
To oznacza zmianę sposobu organizacji transportu.
Dzisiaj przewoźnik musi przede wszystkim liczyć się z tym, że nie wiadomo dokładnie, ile czasu ciężarówka spędzi na granicy. Po wprowadzeniu e-awizacji będzie musiał natomiast znacznie dokładniej zaplanować moment dotarcia do przejścia.
I tutaj pojawia się pytanie, które dla przewoźnika jest znacznie ważniejsze niż 20 zł. Co się stanie, jeśli ciężarówka nie zdąży na zarezerwowany termin?
20 zł nie jest największym kosztem
Ministerstwo w uzasadnieniu projektu podaje bardzo konkretną liczbę. Według resortu dzienna strata przewoźnika związana z przestojem ciężarówki na granicy wynosi około 300 euro. To pokazuje, dlaczego państwo chce zmienić obecny system.
Na tym tle 20 zł za rezerwację rzeczywiście nie wygląda jak koszt, który może mieć dla firmy transportowej większe znaczenie. Dla przewoźnika ważniejsze jest to, czy dzięki rezerwacji ciężarówka faktycznie ograniczy czas oczekiwania.
Jeżeli system zadziała, rachunek może być prosty. Zamiast kilkunastu czy kilkudziesięciu godzin oczekiwania pojazd będzie miał określony termin odprawy. Dla firmy oznacza to lepsze wykorzystanie samochodu, kierowcy i czasu pracy.
Jeżeli jednak system będzie zbyt sztywny, pojawi się drugi problem. Ciężarówka może być przecież opóźniona jeszcze przed dotarciem do granicy.
Załadunek może się przeciągnąć. Na trasie może powstać korek. Może dojść do wypadku. Kierowca może zostać zatrzymany na kontroli. Problem może pojawić się również po stronie dokumentów albo odprawy.
Transport drogowy nie zawsze da się zaplanować z dokładnością do kilkunastu minut.
Państwo chce uporządkować kolejkę
Z uzasadnienia projektu wynika, że właśnie nierytmiczny napływ pojazdów jest jednym z problemów obecnego systemu. Resort wskazuje, że wielogodzinne kolejki są problemem zgłaszanym zarówno przez przewoźników, jak i samorządy gmin przygranicznych.
Co ważne, projekt nie jest kierowany wyłącznie do polskich przewoźników. Ministerstwo zwraca uwagę, że obecny, dobrowolny system awizacji jest wykorzystywany w ograniczonym zakresie, ponieważ znaczną część transportów realizują przewoźnicy lub kierowcy zagraniczni wykonujący przewozy tranzytowe spoza Polski.
Obowiązkowy system ma więc objąć znacznie większą liczbę pojazdów. To właśnie może być kluczowe dla jego skuteczności.
Jeżeli część ciężarówek będzie korzystała z awizacji, a pozostałe nadal będą pojawiały się pod granicą bez wcześniejszego planowania, problem kolejek może nie zniknąć. Projekt zakłada dlatego określone zasady postępowania z pojazdami, które nie będą miały wymaganej rezerwacji.
20 zł ma przede wszystkim dyscyplinować
I właśnie tutaj warto spojrzeć na te 20 zł inaczej. Nie jest to opłata, która ma pokrywać koszt postoju ciężarówki ani rekompensować państwu koszt odprawy. Jej znaczenie jest przede wszystkim organizacyjne.
Ma ograniczać sytuacje, w których ktoś rezerwuje termin tylko na wszelki wypadek, blokując miejsce, z którego później nie korzysta.
Dla przewoźnika oznacza to, że koszt samej rezerwacji jest właściwie drugorzędny. Znacznie istotniejsze będzie to, jak system będzie reagował na zmianę sytuacji na trasie.
Bo jeżeli kierowca ma zarezerwowany termin, a kilka godzin wcześniej stoi jeszcze kilkadziesiąt kilometrów przed granicą z powodu zdarzenia drogowego, problemem nie będzie 20 zł. Problemem będzie cały harmonogram transportu.
Dla przewoźnika najważniejsza będzie przewidywalność
Paradoksalnie projekt może więc być dla branży korzystny, jeżeli osiągnie swój podstawowy cel.
Przewoźnik nie potrzebuje przecież taniej rezerwacji. Potrzebuje przede wszystkim wiedzieć, kiedy jego samochód przekroczy granicę. Jeżeli system rzeczywiście ograniczy kolejki, firma będzie mogła lepiej planować kolejne zlecenia, czas pracy kierowcy, dostawy i powroty. Samochód nie będzie przez wiele godzin stał w oczekiwaniu na odprawę.
To może być największa wartość całego rozwiązania. Nie 20 zł. Tylko czas.
Jest jednak druga strona medalu
Dla przewoźnika pojawia się jednak nowe ryzyko. Im bardziej precyzyjny będzie system rezerwacji, tym większe znaczenie będzie miało prawidłowe zaplanowanie trasy.
Do tej pory wielogodzinna kolejka była przede wszystkim problemem granicy. Po zmianach część odpowiedzialności za odpowiednie zaplanowanie przyjazdu zostanie przeniesiona na przewoźnika i kierowcę.
I to będzie jeden z najważniejszych praktycznych testów nowych przepisów.
System może działać bardzo dobrze, kiedy ciężarówki przyjeżdżają równomiernie i zgodnie z harmonogramem. Znacznie trudniej będzie wtedy, gdy na trasie wystąpią zdarzenia, których przewoźnik nie jest w stanie przewidzieć.
Dlatego przed wejściem nowych zasad w życie warto będzie dokładnie sprawdzić nie tylko sposób rezerwacji, ale również zasady zmiany terminu, anulowania rezerwacji i postępowania w przypadku spóźnienia pojazdu.
To właśnie te szczegóły mogą zdecydować, czy e-awizacja będzie dla przewoźników rzeczywistym ułatwieniem, czy kolejnym obowiązkiem administracyjnym.
Polska nie jest pierwsza
Ministerstwo Finansów wskazuje, że podobne rozwiązania funkcjonują już w Estonii i na Litwie. Według resortu po ich wprowadzeniu udało się ograniczyć kolejki w ruchu granicznym i ułatwić firmom transportowym planowanie przejazdów.
To ważny argument za projektem, ale polski system będzie musiał zmierzyć się ze swoją specyfiką. Szczególnie istotna będzie granica z Ukrainą, gdzie już teraz występują duże potoki ciężarówek, a Ministerstwo spodziewa się dalszego wzrostu przewozów związanych z odbudową Ukrainy.
Projekt przewiduje obowiązkową e-awizację dla ciężarówek powyżej 7,5 t, ale dokładna lista przejść objętych systemem ma zostać określona dopiero w przepisach wykonawczych. Na tym etapie nie można więc powiedzieć, że od 2027 roku każda ciężarówka przekraczająca każdą polską granicę będzie musiała płacić 20 zł i rezerwować godzinę przejazdu.
Zakres systemu będzie zależał od tego, które przejścia zostaną ostatecznie wskazane.
Dla przewoźnika liczyć się będzie efekt, nie cena rezerwacji
20 zł za rezerwację może wyglądać na kolejną niewielką opłatę dorzuconą do kosztów transportu. W rzeczywistości kwota jest tutaj najmniej istotnym elementem całej zmiany.
Jeżeli dzięki rezerwacji ciężarówka zamiast kilkunastu godzin oczekiwania przejedzie przez granicę zgodnie z planem, przewoźnik może na tym rozwiązaniu zdecydowanie zyskać.
Jeżeli jednak kierowca nadal będzie musiał czekać, a jednocześnie będzie zobowiązany do pilnowania konkretnego terminu rezerwacji, system może stworzyć nowe problemy.
Dlatego najważniejsze pytanie nie brzmi: „Czy 20 zł to dużo?” Dla transportu to praktycznie nie jest kwota, o którą będzie toczyła się gra.
Pytanie brzmi: czy państwo jest w stanie zagwarantować, że zarezerwowany termin rzeczywiście oznacza sprawne przejście przez granicę?
Od odpowiedzi na to pytanie będzie zależało, czy e-awizacja stanie się dla przewoźników narzędziem, które pozwoli odzyskać stracony czas, czy tylko kolejnym obowiązkiem, który trzeba będzie dopisać do listy rzeczy pilnowanych przed wyjazdem.
Źródło: Ministerstwo Finansów, fot. poglądowa (KAS)










