Ruszając z pomocą kierowcy ciężarówki, nie spodziewał się, że zamiast po pogotowie zadzwoni na policję

Ruszając z pomocą kierowcy ciężarówki, nie spodziewał się, że zamiast po pogotowie zadzwoni na policję

Coraz rzadziej słyszymy o przypadkach pijanych kierowców zawodowych – i bardzo dobrze. Surowe kary, rosnąca świadomość społeczna oraz brak przyzwolenia w środowisku sprawiają, że incydenty tego typu stają się marginalne. Ale wciąż się zdarzają – jak ten na obwodnicy Trójmiasta.

Policjanci ruchu drogowego otrzymali zgłoszenie, że na środkowym pasie drogi w kierunku Gdyni, w korku, stoi ciężarówka marki Scania. Jej kierowca siedzi za kierownicą, ale nie reaguje. Zaniepokojony kierowca osobówki ruszył z pomocą – podejrzewał, że trucker mógł zasłabnąć.

Gdy otworzył drzwi kabiny, poczuł intensywny zapach alkoholu. Zareagował natychmiast – wyjął kluczyki i powiadomił policję.

2 promile w kabinie ciężarówki

Na miejscu funkcjonariusze wylegitymowali kierowcę Scanii. Okazał się nim 45-letni mieszkaniec Tczewa, który miał w organizmie 2 promile alkoholu. Został zatrzymany, a jego prawo jazdy – odebrane. Pojazd ciężarowy wraz z naczepą trafił na lawetę i został odholowany.

Kierowca noc spędził w policyjnym areszcie i odpowie za prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości.

Czy kary są wystarczające?

Za prowadzenie pojazdu po alkoholu grożą obecnie:

  • kara grzywny, ograniczenia wolności lub do 2 lat więzienia,
  • zakaz prowadzenia pojazdów od 3 do 15 lat,
  • świadczenie pieniężne na Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym: od 5 000 do 60 000 zł.

W praktyce oznacza to najczęściej: zatrzymanie prawa jazdy, grzywnę i odholowanie pojazdu. Ale jeśli kierowca nie jest właścicielem auta – a często nie jest – to nie grozi mu przepadek pojazdu.

Warto zadać pytanie: czy taka kara to wystarczające zabezpieczenie? Czy nie zostawia furtki dla tych, którzy liczą, że „jakoś się uda”?

Na szczęście – coraz rzadziej

To zdarzenie pokazuje dwie rzeczy. Po pierwsze – wciąż zdarzają się nieodpowiedzialni zawodowcy. Ale po drugie – reakcje innych uczestników ruchu są coraz dojrzalsze i szybsze.

Kierowca osobówki nie był biernym świadkiem. Zareagował, bo myślał, że ktoś potrzebuje pomocy – i miał rację. Pomoc była potrzebna. Ale nie medyczna. Społeczna.

Źródło: Policja

Sprawdź także