Tym razem funkcjonariusze nie musieli szukać „dziury w całym” – w naczepie brakowało… drzwi

Tym razem funkcjonariusze nie musieli szukać „dziury w całym” – w naczepie brakowało… drzwi

W Gorzowie Wielkopolskim policjanci zatrzymali do kontroli drogowej ciężarówkę, której stan techniczny wołał o pomstę do nieba. Już na pierwszy rzut oka widać było poważne problemy – naczepa miała zniekształcenia konstrukcyjne, uszkodzenia ramy, a co najbardziej szokujące – brakowało w niej jednej części drzwi. Na szczęście pojazd nie przewoził w tym momencie ładunku, ale to i tak nie zmienia faktu, że nie powinien był w ogóle wyjechać na drogę.

Funkcjonariusze zatrzymali dowód rejestracyjny pojazdu i zakazali kierowcy dalszej jazdy, a 33-latek został ukarany mandatem karnym w wysokości 500 zł. To jednak nie koniec tej sprawy – dokumentacja z kontroli została przekazana do Wojewódzkiego Inspektora Transportu Drogowego, który zapowiedział dalsze postępowanie wobec zarządzającego transportem oraz przedsiębiorcy. To oni, zgodnie z prawem, ponoszą odpowiedzialność za dopuszczenie pojazdu w tak złym stanie do ruchu.

Ale kto tak naprawdę odpowiada za stan techniczny?

Choć przepisy jasno mówią, że za sprawność techniczną odpowiada właściciel pojazdu, to w praktyce – odpowiedzialność dzielona jest między szefa a kierowcę. To przedsiębiorca decyduje o naprawach, przeglądach i wymianie części. Jednak w ruchu drogowym to kierowca ponosi bezpośrednią odpowiedzialność, zwłaszcza gdy zignoruje oczywiste usterki.

Kierowca ma obowiązek sprawdzenia stanu technicznego pojazdu przed każdą trasą, a jego kwalifikacje zawodowe zobowiązują go do reakcji, gdy coś jest nie tak. – Jeśli widzi usterki i mimo to rusza w trasę, ponosi współodpowiedzialność, nawet jeśli nie miał wpływu na decyzję o naprawie – podkreślają inspektorzy.

A co, jeśli szef nie chce naprawiać?

Zgodnie z przepisami, kierowca ma prawo odmówić podjęcia pracy, jeśli zagraża ona jego zdrowiu lub życiu. Niestety, w praktyce często staje on przed trudnym wyborem: albo jedzie niesprawnym pojazdem, albo naraża się na konsekwencje służbowe.

– Pamiętam przypadek kierowcy, który sam zgłosił się do kontroli i powiedział, że nie chce dalej jechać bez wymiany opon. Ale to wyjątek – przyznaje jeden z inspektorów. – Zwykle kierowcy ulegają presji i po prostu ruszają w trasę, ryzykując wszystko – dodaje.

Kontrola to nie formalność

Policjanci i inspektorzy ITD przy każdej kontroli sprawdzają przynajmniej podstawowe elementy techniczne pojazdu – stan opon, oświetlenie, uszkodzenia nadwozia, a nawet przednią szybę. Jeśli coś budzi wątpliwości, mogą zatrzymać dowód rejestracyjny, zakazać dalszej jazdy i nałożyć mandat.

W przypadku tak rażących usterek, jak te ujawnione w Gorzowie, kontrola nie musiała „szukać dziury w całym”. Dziura była widoczna z daleka – i to dosłownie.

Źródło: Policja

Sprawdź także