Ten przepis powstał w trasie, a nie w domowej kuchni. Gotuję w warunkach, jakie ma większość kierowców zawodowych: mała kuchenka i minimum sprzętu. Dlatego stawiam na rozwiązania proste, szybkie i takie, które naprawdę da się przygotować na parkingu. Miruna nowozelandzka smażona na smalcu to danie łatwe w przygotowaniu, a przy tym smaczne i sycące.

Składniki
- filety z miruny nowozelandzkiej (bez skóry) – ok. 450 g
- smalec do smażenia
- sól
- pieprz
- ulubione przyprawy do ryb
- cytryna do podania
- pomidorki koktajlowe lub inny prosty dodatek
- pieczywo, jakie kto lubi

Przygotowanie
- Rybę rozmrażam wcześniej i przed smażeniem dokładnie osuszam ręcznikiem papierowym. To ważne, bo na małej patelni nie ma miejsca na nadmiar wody.
- Filety doprawiam z obu stron solą, pieprzem i niewielką ilością przypraw – bez przesady, bo miruna sama w sobie ma delikatny smak.
- Na patelni rozgrzewam niewielką ilość smalcu. Tłuszcz powinien być gorący, ale nie dymić, bo wtedy łatwo zepsuć smak ryby.
- Filety smażę na średnim ogniu, aż ładnie się zarumienią. W zależności od grubości wystarczy kilka minut z każdej strony. Miruna nie wymaga długiego smażenia – przeciągnięta robi się sucha.
Dobrze przygotowana zostaje soczysta i delikatna w środku. Po smażeniu zdejmuję rybę z patelni i odkładam ją na chwilę na ręcznik papierowy, żeby pozbyć się nadmiaru tłuszczu.
Podanie
Rybę podaję bez ciężkich dodatków. Wystarczy kawałek cytryny i coś lekkiego do przegryzienia. Cytryna dobrze podkreśla smak miruny i sprawia, że mimo smażenia na smalcu danie nie jest ciężkie. To idealna propozycja na szybki obiad albo kolację w trasie – prosto, konkretnie i bez udziwnień.
Smacznego 😋
Piotr „Smakosz kuchni”










