To mogła być jedna z najtragiczniejszych katastrof na polskich drogach w tym roku. Na drodze ekspresowej S61 pod Suwałkami ciężarówka poruszała się pod prąd. Za jej kierownicą siedział obywatel Zimbabwe. Gdy policjanci zatrzymali pojazd, okazało się, że kierowca miał ponad 2 promile alkoholu.
Sprawa wydaje się więc prosta – alkohol i skrajna nieodpowiedzialność. Ale czy rzeczywiście tylko to doprowadziło do tej sytuacji?
Kierowca zorientował się dopiero przy stacji paliw
Suwalscy policjanci otrzymali zgłoszenie od innych kierowców, że pasem awaryjnym drogi ekspresowej S61 pod prąd porusza się samochód ciężarowy.
Patrol natychmiast pojechał we wskazane miejsce. W miejscowości Koniecbór funkcjonariusze zastali ciężarówkę cofającą na stację paliw. Najprawdopodobniej kierowca dopiero wtedy zorientował się, że znalazł się na jezdni prowadzącej w przeciwnym kierunku. Badanie alkomatem wykazało ponad 2 promile alkoholu. Obywatel Zimbabwe został zatrzymany i trafił do policyjnej celi. Po wytrzeźwieniu odpowie przed sądem za prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości.
Czy wszystko można wytłumaczyć alkoholem?
Nie ma żadnych wątpliwości, że kierowanie ciężarówką po alkoholu jest przestępstwem i stanowi śmiertelne zagrożenie dla innych uczestników ruchu.
Jednak w tej sprawie pojawiają się również pytania, których nie sposób pominąć.
Jak to się stało, że kierowca przejechał pod prąd odcinek drogi ekspresowej? Czy zauważył znaki zakazu? Czy zrozumiał oznakowanie prowadzące na właściwą jezdnię? Czy wiedział, gdzie popełnił błąd, skoro próbował wycofać ciężarówkę dopiero przy stacji paliw?
Na te pytania odpowiedzi dziś nie znamy.
Kierowcy spoza UE to coraz częstszy widok
Polskie firmy transportowe od kilku lat coraz częściej zatrudniają kierowców spoza Unii Europejskiej. Powód jest dobrze znany – brakuje kierowców, a przedsiębiorcy muszą szukać pracowników na odległych rynkach. Wśród nich są osoby z Azji, Afryki czy Ameryki Południowej.
Nie ma w tym nic złego, o ile za dokumentami idą również odpowiednie umiejętności i przygotowanie do pracy na europejskich drogach.
Prawo jazdy to dopiero początek
Nie wiemy, gdzie zatrzymany kierowca zdobywał doświadczenie. Nie wiemy również, od jak dawna pracował w Europie.
Warto jednak zadać pytanie, czy obecny system weryfikacji kierowców spoza UE jest wystarczający.
Czy sprawdzamy wyłącznie dokumenty, czy również praktyczne umiejętności? Czy każdy kierowca przechodzi jazdy wdrożeniowe? Czy ma możliwość poznania specyfiki europejskich dróg, zanim samodzielnie wyjedzie w trasę? Bo między prowadzeniem ciężarówki w różnych częściach świata a codzienną jazdą po zatłoczonych drogach Europy mogą istnieć ogromne różnice.
Odpowiedzialność ponosi również przewoźnik
Za kierownicą ciężarówki siedzi kierowca, ale za jego zatrudnienie odpowiada przewoźnik.
To firma podejmuje decyzję o powierzeniu wielotonowego zestawu konkretnej osobie. To ona powinna mieć pewność, że kierowca nie tylko posiada wymagane dokumenty, ale również potrafi bezpiecznie wykonywać swoją pracę.
Dziś nie wiemy, jak wyglądało wdrożenie zatrzymanego obywatela Zimbabwe ani jakie miał doświadczenie. Nie należy więc wyciągać pochopnych wniosków. Jednak każde podobne zdarzenie pokazuje, że temat przygotowania kierowców spoza UE do pracy w Europie będzie wracał coraz częściej.
Ta historia to coś więcej niż policyjny komunikat
Ponad 2 promile alkoholu niewątpliwie miały wpływ na zachowanie kierowcy. To fakt.
Jednak warto wykorzystać tę sytuację do szerszej dyskusji o bezpieczeństwie. O tym, czy obecny system zatrudniania kierowców spoza Unii Europejskiej daje przewoźnikom pewność, że za kierownicę ciężarówek trafiają osoby odpowiednio przygotowane do jazdy po europejskich drogach.
Bo następnym razem podobna historia może zakończyć się nie zatrzymaniem przez policję, lecz czołowym zderzeniem z jadącym prawidłowo samochodem.
Źródło: Policja, fot. poglądowa (GDDKiA)










