Ulewny deszcz, ciężarówka w rowie i początkowo wszystko wyglądało jak kolejne drogowe zdarzenie, których podczas gwałtownego załamania pogody nie brakuje.
Do wypadku doszło na drodze wojewódzkiej nr 482 w kierunku Łasku, w pobliżu ronda im. Strażaków Ochotników prowadzącego na trasę S8. Według informacji przekazanych przez policję, kierujący ciężarówką 59-letni mieszkaniec Pabianic nie dostosował prędkości do warunków panujących na drodze. W chwili zdarzenia padał ulewny deszcz.
Jak wynika z ustaleń funkcjonariuszy, przed rondem kierowca rozpoczął manewr wyprzedzania. W pewnym momencie pojazd wpadł w poślizg i zakończył jazdę w rowie. Siła uderzenia była na tyle duża, że uszkodzone zostały bariery, latarnia oraz znak drogowy. Sam kierowca z obrażeniami został przetransportowany do szpitala. Na szczęście poza nim nikt więcej nie ucierpiał.
Na miejscu policjanci początkowo zakwalifikowali zdarzenie jako efekt niedostosowania prędkości do warunków atmosferycznych. I wiele wskazuje na to, że rzeczywiście pogoda mogła odegrać tu istotną rolę. Mokra nawierzchnia, intensywny deszcz i wykonywanie manewru wyprzedzania to mieszanka, która nawet doświadczonym kierowcom potrafi sprawić ogromne problemy.
Ale podczas dalszych czynności okazało się, że sprawa ma jeszcze drugie dno. Funkcjonariusze ustalili bowiem, że kierowca nie posiadał uprawnień do kierowania pojazdem ciężarowym, bo stracił je w kwietniu br.
I tutaj warto wyraźnie oddzielić dwie kwestie. Brak uprawnień nie musi oznaczać braku umiejętności prowadzenia ciężarówki. W wielu podobnych przypadkach chodzi o kierowców, którzy wcześniej zdobyli kwalifikacje, ale z różnych powodów utracili formalne prawo do prowadzenia pojazdów – na przykład po zatrzymaniu dokumentu lub cofnięciu uprawnień.
Z punktu widzenia prawa sytuacja wygląda jednak jednoznacznie: taki kierowca nie powinien wykonywać przewozu drogowego.
Dlaczego kierowcy nadal podejmują takie ryzyko?
To pytanie coraz częściej wraca przy podobnych historiach. Presja czasu, brak kierowców, chęć „uratowania” zlecenia albo przekonanie, że „uda się dojechać” – powodów może być wiele. Problem w tym, że konsekwencje mogą być bardzo poważne.
Jazda bez wymaganych uprawnień może oznaczać wysokie kary finansowe, odpowiedzialność karną i kolejne zakazy prowadzenia pojazdów. Szczególnie wtedy, gdy wcześniej uprawnienia zostały cofnięte decyzją sądu lub odpowiedniego organu.
Ale w takich sytuacjach pojawia się jeszcze jeden ważny wątek.
Co z odpowiedzialnością przewoźnika?
Firmy transportowe mają dziś dostęp do narzędzi pozwalających weryfikować status uprawnień kierowców praktycznie na bieżąco. Dzięki systemom powiązanym z CEPiK przewoźnik może sprawdzić, czy kierowca nadal posiada ważne prawo jazdy i kwalifikacje wymagane do wykonywania transportu.
Dlatego przy podobnych zdarzeniach naturalnie pojawia się pytanie: czy pracodawca wiedział o problemie? A jeśli nie – to czy regularnie kontrolował dokumenty swoich kierowców? To kolejny przypadek, który pokazuje, że problem kierowców wykonujących przewozy mimo braku uprawnień może być znacznie szerszy, niż wielu osobom się wydaje.
Kilka dni temu opisywaliśmy już podobną historię dotyczącą kierowcy ciężarówki wykonującego przewóz mimo aktywnego zakazu prowadzenia pojazdów. Tam również pojawiły się pytania o skuteczność nadzoru i odpowiedzialność przewoźnika.
Dzisiejsza sytuacja pokazuje, że problem nie jest incydentem, ale może być znacznie szerszym zjawiskiem.
A każda taka historia ma wspólny mianownik – dopóki nic się nie wydarzy, wiele osób zakłada, że „jakoś to będzie”. Problem zaczyna się wtedy, gdy kończy się tylko na rowie, a nie na tragedii z udziałem innych uczestników ruchu.
Źródło: Policja










