Białe plamy na mapie Polski miały zniknąć. Reforma transportu zatrzymana

Białe plamy na mapie Polski miały zniknąć. Reforma transportu zatrzymana

Wykluczenie komunikacyjne nadal pozostaje problemem w wielu polskich miejscowościach. Nie chodzi tylko o brak autobusu. Czasem problemem jest zbyt mała liczba połączeń, brak możliwości przesiadki na pociąg albo rozkład, który nie pozwala normalnie dojechać do pracy, szkoły czy lekarza. Przygotowana nowelizacja ustawy o publicznym transporcie zbiorowym miała ograniczyć te problemy. Prezydent Karol Nawrocki zawetował jednak ustawę, która według Ministerstwa Infrastruktury była największą od 16 lat reformą organizacji transportu publicznego.

W wielu małych miejscowościach samochód nie jest dziś wygodą, ale koniecznością. Jeżeli autobus kursuje tylko raz dziennie albo połączenie kończy się w sąsiedniej miejscowości, trudno mówić o normalnie funkcjonującym transporcie publicznym.

Projekt reformy miał właśnie takie sytuacje ograniczyć.

Wykluczenie komunikacyjne miało być ograniczone

Jednym z najważniejszych celów reformy było ograniczenie wykluczenia komunikacyjnego, szczególnie na terenach wiejskich i w mniejszych miejscowościach.

Projekt zakładał wprowadzenie ogólnopolskiego standardu dostępności do transportu zbiorowego. Chodziło o to, aby dostęp do podstawowych połączeń nie zależał wyłącznie od tego, jaką decyzję podejmie konkretny samorząd.

W dni powszednie mieszkańcy mieliby mieć zapewnione co najmniej cztery pary połączeń dziennie. W dni wolne minimum miały stanowić dwie pary.

To może wydawać się niewielką liczbą, ale w miejscowościach, w których obecnie autobus pojawia się sporadycznie albo nie kursuje wcale, byłaby to istotna zmiana.

Problem wykluczenia komunikacyjnego nie dotyczy bowiem wyłącznie możliwości wyjazdu z miejscowości. Równie ważne jest to, czy można wrócić do domu o rozsądnej porze.

Nie wszędzie potrzebny jest duży autobus

Reforma przewidywała również możliwość organizowania przez gminy wiejskie i miejsko-wiejskie transportu na żądanie z wykorzystaniem samochodów osobowych.

To rozwiązanie miało być kierowane przede wszystkim do miejsc, w których regularna linia autobusowa byłaby trudna do utrzymania ze względów ekonomicznych.

Trudno przecież oczekiwać, że duży autobus będzie kursował kilka razy dziennie do miejscowości, z której za każdym razem korzysta kilka osób. Z drugiej strony całkowity brak transportu oznacza pozostawienie mieszkańców bez realnej alternatywy.

Transport na żądanie miał być rozwiązaniem pomiędzy tymi dwoma skrajnościami.

Mieszkaniec zgłasza potrzebę przejazdu, a mniejszy pojazd realizuje kurs wtedy, kiedy rzeczywiście jest potrzebny.

Autobus i pociąg powinny ze sobą współpracować

Projekt zakładał również większą rolę marszałków województw. Mieliby oni pełnić funkcję integratorów publicznego transportu zbiorowego.

Ich zadaniem byłaby koordynacja różnych rodzajów transportu, planowanie sieci komunikacyjnej oraz dbanie o spójność połączeń autobusowych i kolejowych.

Założenie jest proste. Pasażer powinien móc przesiąść się z autobusu do pociągu bez wielogodzinnego oczekiwania na kolejny kurs.

Dziś w wielu miejscach poszczególne środki transportu funkcjonują obok siebie, ale niekoniecznie tworzą jeden system.

Reforma miała to zmienić.

O kolejnym etapie przygotowywanych zmian pisaliśmy również w materiale:

Rozkład jazdy w telefonie

W projekcie znalazło się również rozwiązanie, które dla pasażera może wydawać się oczywiste, ale nadal nie jest standardem w całym kraju.

Chodzi o elektroniczne rozkłady jazdy.

Informacje o połączeniach autobusowych i kolejowych miały być łatwiej dostępne w Internecie. Pasażer powinien móc sprawdzić, czy z jego miejscowości odjeżdża autobus, gdzie może się przesiąść i jak zaplanować dalszą podróż.

To szczególnie ważne w przypadku mieszkańców małych miejscowości, którzy często muszą łączyć kilka różnych środków transportu.

Reforma miała objąć także bezpieczeństwo

Zmiany dotyczyły nie tylko liczby połączeń.

Projekt przewidywał również maksymalny wiek autobusów objętych dofinansowaniem. Nowsze pojazdy miały być wyposażone w pasy bezpieczeństwa.

Oznacza to, że planowana reforma miała wpływać zarówno na dostępność transportu, jak i na standard pojazdów, którymi podróżują pasażerowie.

Weto zatrzymało przygotowane rozwiązania

Prezydent Karol Nawrocki zawetował nowelizację ustawy o publicznym transporcie zbiorowym.

Ministerstwo Infrastruktury ocenia, że decyzja oznacza zatrzymanie rozwiązań, które miały ograniczyć wykluczenie komunikacyjne.

Wiceminister infrastruktury i pełnomocnik rządu ds. przeciwdziałania wykluczeniu komunikacyjnemu Stanisław Bukowiec wskazał, że na ustawę czekało około 10 milionów osób dotkniętych problemem ograniczonego dostępu do transportu.

– Na podpisanie tej ustawy czekało około 10 milionów Polaków dotkniętych wykluczeniem komunikacyjnym. Przygotowaliśmy reformę, która miała zapewnić mieszkańcom mniejszych miejscowości lepszy dostęp do transportu, zwiększyć bezpieczeństwo pasażerów i ułatwić planowanie podróży – powiedział wiceminister.

Szczegółowe informacje dotyczące stanowiska resortu można znaleźć na stronie MI

Co z białymi plamami?

Na tym właśnie polega problem, który pozostaje niezależnie od politycznego sporu wokół ustawy.

W Polsce nadal są miejscowości, z których trudno dostać się do większego miasta bez własnego samochodu. Są też takie, gdzie połączenie istnieje tylko w określonych godzinach i nie pozwala normalnie funkcjonować osobom pracującym, uczącym się czy korzystającym z usług w sąsiednich miejscowościach.

Dla mieszkańca dużego miasta brak autobusu może oznaczać niewygodę.

Dla mieszkańca małej miejscowości wykluczenie komunikacyjne może oznaczać konieczność posiadania samochodu.

A jeśli samochodu nie ma, zaczyna się prawdziwy problem.

Czy białe plamy rzeczywiście mogą zniknąć?

Planowana reforma miała wprowadzić minimalny standard połączeń, rozwijać transport na żądanie i lepiej połączyć ze sobą autobusy oraz kolej.

Po prezydenckim wecie te rozwiązania nie wejdą obecnie w życie.

Ministerstwo Infrastruktury zapowiada jednak dalsze działania związane z ograniczaniem wykluczenia komunikacyjnego.

I właśnie tutaj zaczyna się najważniejsze pytanie. Nie o to, kto ma rację w politycznym sporze, ale o to, co stanie się z mieszkańcami miejscowości, w których dziś trudno normalnie dojechać do pracy, szkoły czy lekarza.

Białe plamy na komunikacyjnej mapie Polski nie znikną od samego przygotowania ustawy.

Wykluczenie komunikacyjne nie kończy się wraz z wetem jednej ustawy. Jeżeli problem ma rzeczywiście zostać rozwiązany, potrzebne będą konkretne połączenia, sprawny system finansowania i współpraca samorządów.

Bo dla pasażera najważniejsze nie jest to, kto przygotował ustawę.

Najważniejsze jest to, czy jutro rano przyjedzie autobus.

Źródło: Ministerstwo Infrastruktury

Sprawdź także