Kasię od dziecka fascynowały autobusy. Gdy jeździła do szkoły obserwowała, jak funkcjonuje komunikacja miejska. O tym, jak to się zaczęło już pisaliśmy…
Myślę, że niektórzy kierowcy nazwaliby mnie „upierdliwą” i nie raz to słyszę, bo jeśli chodzi o mnie, sprawdzanie w lusterku to jedno, ale bezpieczeństwo jest najważniejsze. Mamy regulaminy – pies bez kagańca nie pojedzie, wózki muszą być prawidłowo zabezpieczone.
Przykład: jeśli wsiada para z wózkiem albo tylko jedna osoba z wózkiem, a wózek zostaje sam na środku, a ktoś siada obok – dalsza jazda nie wchodzi w grę. Staram się pilnować takich sytuacji, bo w razie czego zawsze odpowiada kierowca, nawet jeśli nie jest winny – przepisy wyraźnie regulują te kwestie. W autobusie może być jeden albo dwa wózki; trzeci już nie jest prawidłowo zabezpieczony i nie można go wziąć na pokład.

Takie sytuacje zdarzają się naprawdę – czasami muszę komuś odmówić wejścia. Z wózkami elektrycznymi bywa najtrudniej. Raz zdarzyło się, że pan się burzył, bo jeden wózek elektryczny już był na pokładzie. Zgodnie z przepisami mieści się tylko jeden, zapięcie też jest na jedno. Na logikę wszystko wychodzi prosto, ale pasażer nie od razu to rozumie. Mówię: „Proszę poczekać, bo już jeden wózek elektryczny jest na pokładzie, niestety drugiego nie mogę wziąć”. Często muszę tłumaczyć te zasady – niektórzy próbują naciskać, ale bezpieczeństwo jest najważniejsze.

Podobnie wygląda kwestia pierwszeństwa rowerów i wózków. W takich sytuacjach, trzeba pisać raport – jeśli ktoś z rowerem chce wsiąść, a w tym samym momencie ktoś w wózku dziecięcym lub elektrycznym, to rower musi ustąpić. To jest konkretna procedura, której nie można pominąć – wszystko dla bezpieczeństwa pasażerów i zgodności z regulaminem.
Na kursach uczą przepisów, ale życie w mieście jest trudniejsze. Wyjazd z zatoczki autobusowej to dobry przykład: przepisowo mam pierwszeństwo, ale samochody osobowe często mnie nie przepuszczają. Trzeba wtedy czasem użyć klaksonu i delikatnie się wypuścić.
Pierwszymi drzwiami wsiadają wszyscy pasażerowie. Na początku zdarzało się, że niektórzy byli zaskoczeni, że kierowcą jest młoda kobieta. Na szczęście negatywne sytuacje praktycznie się nie zdarzają – przeważnie spotykam się z życzliwością i pozytywnym odbiorem.

Pracuję w systemie zmianowym i planowanie życia prywatnego, zwłaszcza przy myśleniu o rodzinie, wymaga ustalenia grafiku z planistą. Trzeba odpowiednio dostosować poranne wstawanie i późne powroty z pracy.
Na Śląsku zimą warunki drogowe bywają ekstremalne – śliskie drogi, ograniczona widoczność. W takich momentach jeżdżę wolniej, ostrożniej, a umysł pracuje na podwójnych obrotach, aby przewidzieć wszystkie zagrożenia. Odpowiadam za bezpieczeństwo pasażerów, więc ostrożność jest priorytetem.

Na razie planuję zostać w komunikacji miejskiej, aby zdobyć więcej doświadczenia. Później nie wykluczam pracy w autokarach turystycznych – to inny rodzaj wyzwań, lepsze wynagrodzenie i możliwość zobaczenia ciekawych miejsc.
Uważam, że zawód kierowcy autobusu jest dostępny dla każdej kobiety, ale wymaga odporności psychicznej, smykałki, odpowiedniego podejścia do ludzi i pewnych zasad, których nie można łamać.
Do zobaczenia na pokładzie!
Kasia











