Podczas kontroli drogowych bardzo często można usłyszeć od kierowców jedno wytłumaczenie: „chciałem dobrze, ale szef kazał”. Presja czasu, terminy, telefon z firmy – to najczęstsze argumenty, gdy inspektorzy ujawniają przekroczenia czasu pracy czy manipulacje przy tachografie. Tym razem jednak ta linia obrony nie miała racji bytu. Za kierownicą siedział sam przedsiębiorca.
A to zasadniczo zmienia ocenę sytuacji.
Zignorował sygnały do kontroli
Na drodze ekspresowej S7, na MOP Giebułtów, inspektorzy WITD w Krakowie zatrzymali do kontroli pojazd ciężarowy, którego kierujący zignorował znaki zmiennej treści nakazujące zjazd na parking. Do zatrzymania konieczne było użycie oznakowanego pojazdu służbowego z sygnałami świetlnymi i dźwiękowymi.
Już samo niezatrzymanie się do kontroli rodzi pytanie: na co liczył kierujący? W dobie odczytów zdalnych DSRC, analiz danych z tachografów i coraz skuteczniejszych działań inspekcji ucieczka przed kontrolą rzadko kończy się powodzeniem. Zwykle tylko pogarsza sytuację.
Bez badań, bez szkolenia, bez karty
Jak się okazało, kierującym był przedsiębiorca osobiście wykonujący przewóz drogowy. Kontrola wykazała brak ważnych badań lekarskich i psychologicznych oraz brak aktualnego szkolenia okresowego.
Najpoważniejsze naruszenia dotyczyły jednak tachografu. Kierowca prowadził pojazd bez zalogowanej karty kierowcy, której ważność wygasła 28 stycznia 2026 r. Analiza danych z urządzenia wykazała, że w poprzednich dniach wielokrotnie pokonywał długie trasy – przekraczające 400 kilometrów dziennie – bez użycia karty kierowcy.
Dodatkowo stwierdzono rażące naruszenia czasu pracy. Kierujący wielokrotnie nie odbierał wymaganych przerw, prowadząc pojazd bez odpoczynku nawet przez 9 godzin i 22 minuty, a także przez ponad 8 godzin w kilku kolejnych przypadkach.
Konsekwencje finansowe i zatrzymane prawo jazdy
Wobec przedsiębiorcy wszczęto postępowanie administracyjne zagrożone karą w wysokości 26 600 zł. Osobie zarządzającej transportem grozi kara 4 500 zł.
Na miejscu kierowca został ukarany mandatem 500 zł i 3 punktami karnymi za niestosowanie się do znaku nakazującego zjazd na parking oraz kolejnym mandatem 500 zł za brak zabezpieczenia ładunku. Za nierejestrowanie danych dotyczących prędkości, aktywności kierowcy i przebytej drogi z użyciem tachografu na karcie zatrzymano mu prawo jazdy na okres 3 miesięcy.
To jednak nie musi być koniec problemów.
Bardzo poważne naruszenie i ryzyko utraty dobrej reputacji
Jazda bez karty kierowcy w tachografie traktowana jest jako bardzo poważne naruszenie przepisów. W systemie oceny naruszeń może ono zostać zakwalifikowane jako BPN, czyli bardzo poważne naruszenie, które ma bezpośredni wpływ na ocenę dobrej reputacji przewoźnika.
W komunikacie nie ma informacji o wszczęciu postępowania w sprawie utraty dobrej reputacji, jednak w takich przypadkach jest to realny scenariusz. Jeżeli organ uzna, że przedsiębiorca nie spełnia wymogu dobrej reputacji, konsekwencją może być nawet cofnięcie licencji transportowej.
W tej sprawie szczególnie istotne jest to, że za kierownicą siedział sam właściciel firmy. Nie może więc zasłaniać się presją pracodawcy ani niewiedzą. Był w pełni świadomy, że prowadzi pojazd bez ważnej karty, bez badań, bez wymaganego szkolenia i z naruszeniami czasu pracy. Musiał również wiedzieć, że w razie kontroli konsekwencje mogą być bardzo poważne – nie tylko finansowe, ale również administracyjne.
Czy warto aż tak ryzykować?
Kilkaset złotych mandatu to najmniejszy problem w tej historii. Znacznie poważniejsze są skutki administracyjne, zatrzymane prawo jazdy i postępowanie zagrożone karą ponad 26 tysięcy złotych. W tle pozostaje także pytanie o dalsze losy prowadzonej działalności transportowej.
W czasach cyfrowych tachografów, analiz danych i systemów zdalnej kontroli ryzyko „że się uda” jest coraz mniejsze. A stawka – coraz wyższa. Utrata dobrej reputacji i licencji to scenariusz, który dla wielu firm oznacza koniec działalności.
Warto więc zadać sobie proste pytanie: czy kilka dni jazdy bez karty i ignorowanie przepisów naprawdę jest warte ryzyka utraty całego biznesu?
Źródło: WITD Kraków










